Już za kilka miesięcy sprzedawcy będą mogli bez żadnej kontroli podnosić ceny energii dostarczanej do blisko 15 mln gospodarstw domowych. Urząd Regulacji Energetyki już wkrótce zdejmie z branży energetycznej obowiązek ustalania razem z URE wysokości najpopularniejszej w Polsce taryfy G. Jak dowiedział się DGP, do ogłoszenia decyzji może dojść jesienią.

Kierujący urzędem Marek Woszczyk oficjalnie nie zdradza żadnych dat. Nieoficjalnie z uwolnieniem rynku czeka już tylko na przyjęcie przepisów dotyczących ochrony najuboższych Polaków przed skutkami niekontrolowanych podwyżek. Zapisy na korzyść 500 tys. tzw. wrażliwych klientów znalazły się w projekcie prawa energetycznego, a przyjęcie ustawy zbliża się wielkimi krokami.

– Według harmonogramu uzgodnionego z Ministerstwem Gospodarki pakiet ustaw energetycznych, w tym prawo energetyczne, będzie przyjęty do końca tego roku – mówi DGP Andrzej Czerwiński, szef parlamentarnego zespołu ds. energetyki. – Wówczas nic nie będzie już stało na przeszkodzie, aby od 2013 r. rynek energii został w pełni uwolniony – zapowiada poseł.

Ten pogląd podziela Tomasz Tomczykiewicz, wiceminister gospodarki odpowiedzialny za energetykę i górnictwo, który jest zwolennikiem jak najszybszej liberalizacji rynku energii.

– Ceny musi ustalać rynek, ale najpierw trzeba zadbać o ochronę klientów, którzy mogą sobie nie poradzić z drastycznymi podwyżkami cen energii – podkreśla wiceszef resortu gospodarki.

Tomczykiewicz jest zdania, że taki scenariusz może mieć miejsce zaraz po uwolnieniu cen.

Tak uważają zresztą wszyscy rozmówcy DGP. Skok cen zakładają także analizy URE oraz resortu gospodarki. O ile rachunki mogą pójść w górę, pokazują propozycje sprzedawców energii, z którymi co roku siadają oni do rozmów z regulatorem. W ubiegłym roku negocjacje rozpoczęli z pułapu 18 proc., by po ostrych targach zejść do średniego poziomu 5,7 proc. Teraz urzędowy hamulec zniknie, możliwy będzie więc scenariusz, jaki na własnej skórze przećwiczył biznes. Uwolnienie cen energii dla przemysłu, do jakiego doszło w 2007 r., w początkowej fazie doprowadziło do wzrostu cen prądu prawie o 40 proc.

„Zaledwie” 20-proc. podwyżka oznaczałaby dla rodziny płacącej za energię 1,5 – 2 tys. zł konieczność zapłaty rachunków wyższych o 150 – 200 zł, bo cena kupowanej energii stanowi połowę wartości faktury. Przełożyłaby się też na wzrost inflacji o 0,6 – 0,7 pkt proc.

Zdaniem Mirosława Bielińskiego, prezesa Energi, jednej z czterech kontrolowanych przez państwo grup energetycznych, nie ma mowy o tak gigantycznych podwyżkach. – Moim zdaniem wyzwoli to tylko rynkową konkurencję, a ta może stłumić presję na podwyżki – mówi Mirosław Bieliński.

W nieoficjalnych rozmowach menedżerowie czterech narodowych koncernów energetycznych przyznają, że na ustalanej przez państwo taryfie G tracą łącznie nawet 500 mln zł rocznie. I teraz te pieniądze odbiorą sobie z nadwyżką.

Po uwolnieniu cen możemy mieć drastyczne wzrosty stawek za energię

Klamka zapadła. W 2013 r. Urząd Regulacji Energetyki zwolni sprzedawców prądu z obowiązku ustalania wysokości taryfy G, z której korzysta niemal 15 mln gospodarstw domowych. Zdaniem niektórych przedstawicieli rynku energetycznego dobry moment na uwolnienie cen... już minął.

– Do uwolnienia taryf mogło dojść na początku tego roku, bo cena energii nie była wysoka – mówi Grzegorz Onichimowski, prezes Towarowej Giełdy Energii. Szef spółki kupionej ostatnio przez GPW uważa, że rok 2013 jest już terminem gorszym. – Wchodzimy w trzeci okres europejskiego systemu handlu uprawnieniami do emisji CO2, a to może wywołać atmosferę niepewności na rynku, co przełoży się też na ceny. Dzisiejsze wolumeny kontraktów na przyszły rok tego nie potwierdzają, ale zaznaczam, że zawieranych transakcji jest mniej niż przed rokiem – twierdzi Onichimowski.

Słowa prezesa TGE potwierdzają przekonanie, że uwolnienie cen energii wywoła podwyżki. Rzut oka na przebieg ubiegłorocznych negocjacji wysokości opłat za prąd pokazuje, że możemy mieć do czynienia z co najmniej 20-proc. jednorazowym podniesieniem cen. Według Andrzeja Czerwińskiego, szefa parlamentarnego zespołu ds. energetyki, podwyżki cen nie przekroczą jednak 10 proc. – Mam taką nadzieję. Już teraz cena energii w Polsce nie jest przecież taka niska – ocenia nasz rozmówca. Czerwiński twierdzi, że do cenowego szoku nie dojdzie jeszcze z innego ważnego powodu: – Jeszcze przez trzy lata energetyka będzie dysponować nadwyżką mocy nad popytem.

Opór, z jakim Marek Woszczyk, prezes URE, czeka z uwolnieniem rynku na zapisy chroniące najuboższych odbiorców, wskazuje jednak, że wcale nie musi być tak różowo. Jak nas poinformowało Ministerstwo Gospodarki, projekt prawa energetycznego zakłada, że „odbiorcy wrażliwemu” przysługiwać będzie prawo do rachunków obniżonych aż o 30 proc. Do tej grupy kwalifikować będzie prawo do zasiłku na podstawie ustawy o pomocy społecznej.

Bolesne w pierwszym etapie uwolnienie rynku w dłuższej perspektywie może być jednak dla klientów korzystne. Zdaniem Grzegorza Onichimowskiego liberalizacja rynku uwolni ogromny potencjał do konkurowania. – Będzie to rynek bliźniaczy do telefonii komórkowej. Zdjęcie obowiązku ustalania taryf to świetna możliwość wejścia na rynek energetyczny dla nowych firm. Choćby takich, które dysponują dobrym dojściem do klienta końcowego, bazą danych i obsługą billingową – podkreśla prezes TGE. – Jeśli będzie można kupić energię na hurtowym rynku, a potem zaoferować ją klientom, decydując o wysokości marży, to dlaczego nie byliby tym zainteresowani operatorzy kablówek albo telefonii?

Szefowie energetycznych koncernów już dziś zdają sobie z tego sprawę. Jak przyznał w rozmowie z DGP Mirosław Bieliński, prezes Energi, jednej z czterech kontrolowanych przez państwo grup energetycznych, konkurencja na rynku po uwolnieniu cen w dłuższej perspektywie może stłumić apetyty firm na podwyżki. – Klient od razu będzie mógł zmienić sprzedawcę na tańszego – mówi Bieliński.

Swobodny wybór dostawcy prądu od przyszłego roku ma być łatwiejszy. W marcu zakończyły się prace nad nowym wzorem umowy kompleksowej, dzięki której klienci po zmianie sprzedawcy prądu będą mogli płacić jeden rachunek za prąd i jego dostawy.

Wybór dostawcy prądu od przyszłego roku ma być łatwiejszy