Nie minęła doba od wprowadzenia przez Play nielimitowanych rozmów i SMS-ów do wszystkich sieci, a już pojawiła się odpowiedź T-Mobile. Druga co do wielkości sieć na polskim rynku odpowiedziała niemal taką samą ofertą. T-Mobile free różni się od Playa kosmetyką, ale na plus. Free daje też np. nielimitowane MMS-y, nieco wyższy pakiet danych internetowych i od razu mogą z niej korzystać firmy. W pozostałych elementach jest podobna do konkurenta. W wyższym abonamencie dostępne są też 2 GB danych i wybór smartfonów. – Pracowaliśmy nad tym od dawna – zapewniał w czwartek Grzegorz Bors z T-Mobile pytany, jak udało się stworzyć nową ofertę w ciągu doby.

Teraz rynek i klienci czekają na ruch Plusa i Orange. Zygmunt Solorz-Żak, właściciel tej pierwszej sieci, nieraz mówił, że w przyszłości klient będzie płacił jedną stawkę. Orange z kolei zapowiada tylko, że pracuje nad nową ofertą.

Tak agresywnej wojny między operatorami nie było dawno. Rynek jest nasycony, 37 mln Polaków ma 50 mln aktywnych kart SIM. Sieciom pozostało tylko wyrywanie sobie nawzajem klientów. Play szacuje, że oferta no-limit zainteresuje nawet 5 mln osób, a jemu uda się przeciągnąć 3 mln. Mniejszego potencjału – 0,5 mln osób – upatruje w ofercie bez limitów T-Mobile. Analitycy zwracają uwagę, że oferta kierowana jest tak naprawdę do lepiej zarabiających klientów.

T-Mobile free, oprócz nielimitowanych rozmów i SMS-ów, oferuje dowolną liczbę MMS-ów. W odróżnieniu od Playa, T-Mobile od razu ruszył też z ofertą dla biznesu. Operator daje też na start 250 MB (większy o 50 MB niż w Playu) pakiet internetowy, ale po pierwszym miesiącu za darmo każe za niego płacić 7 zł (też jak w Playu). W wyższych cenowo ofertach, podobnie jak u konkurenta, klient dostaje 2 GB danych. Taka sama – 19 gr za rozmowy – jest też stawka za rozmowy na numery stacjonarne.

– Klienci oczekują braku ograniczeń, pełnej kontroli kosztów i jakości. Wtedy gotowi są zaakceptować wyższą cenę – mówi Grzegorz Bors, członek zarządu Polskiej Telefonii Cyfrowej, operatora T-Mobile, odpowiedzialny za marketing i sprzedaż, niecałą dobę po tym, gdy podobnie wprowadzenie Formuły 4.0 zapowiadał Joergen Bang-Jensen, szef Playa. T-Mobile twierdzi, że pracował nad ofertą od dawna. Play, który początkowo planował rozpoczęcie sprzedaży dziś, nie dał się wyprzedzić i uruchomił ofertę już wczoraj po południu. Marcin Gruszka, rzecznik Playa, odpowiedział wczoraj w marketingowym stylu, że ruch T-Mobile „to idealna kopia idealnej oferty”. – Dziś dowiedzieliśmy się, że zmieniamy rynek na lepsze tak dobrze, że aż kopiują nas globalni giganci, tacy jak T-Mobile – dodał.

Plus i Orange na razie nie odpowiedzieli. Wojciech Jabczyński, rzecznik Orange, podkreśla jednak, że operator „pracuje nad nową ofertą”. Ruch Playa jednak krytykował, twierdząc, że jest to oferta tylko dla bogatych i będzie jedynie marketingowym wabikiem.

W praktyce jednak to rozwiązanie może być dla operatorów bardzo zyskowne. – Układamy taryfy tak, aby klientom wydawało się, że płacą mniej – te słowa menedżera jednej z sieci, wypowiedziane w przypływie szczerości na jednej z konferencji, trafnie pasują do obecnych działań.

– Operatorzy zarabiają głównie na niedopasowaniu ofert przez klientów – mówi Witold Tomaszewski, redaktor naczelny branżowego serwisu Telepolis.pl. Albo dlatego, że wykupili za mało darmowych minut i przepłacają, albo płacą wysoki rachunek za ofertę, której i tak nie wykorzystują.

Średni czas wydzwaniany w ubiegłym roku przez klientów T-Mobile to 219 minut (klienci Orange rozmawiali średnio 235 minut). By dostać taką liczbę darmowych minut, wystarczy w T-Mobile wykupić abonament za 29,90 zł. Zarówno Play, jak i T-Mobile twierdzą, że oferta no-limit jest dla tych, których rachunki przekraczają miesięcznie 80 zł. Ale w takich pakietach dostaje się od 400 do 600 minut, które też mało kto wykorzystuje.

Play szacuje, że ofertą no-limit zainteresuje się nawet 5 mln klientów, T-Mobile – że tylko 0,5 mln. Płaska stawka może jednak okazać się groźna dla operatorów – klient, który już się na nią zdecyduje, nigdy więcej nie zapłaci wyższego rachunku, jak to się dzieje w przypadku np. przekroczenia darmowego limitu w tradycyjnych abonamentach.