Rząd wypełni zobowiązanie wynikające z konstytucji i prześle do piątku do Sejmu projekt budżetu. Jednak planem wydatków i wpływów kasy państwa zajmie się dopiero nowy parlament. Wtedy zapadną ostateczne decyzje, czy dotrwa on w formie zaproponowanej wiosną przez rząd, czy dokonane zostaną w nim zmiany.

Ekonomiści uważają, że założona w projekcie prognoza wzrostu 4 proc. PKB jest zbyt wysoka, zwłaszcza wobec danych świadczących o wolniejszym wzroście gospodarki. Ale minister finansów Jacek Rostowski uważa, że projekt jest na tyle konserwatywny, że nie ma sensu wprowadzać do niego zmian, gdyż nawet przy wolniejszym od założonego wzroście zostanie zrealizowany.

W projekcie zapisano 35 mld zł deficytu, o 5 mld zł mniej niż w tegorocznej ustawie budżetowej. Jednak faktyczny deficyt ma być w tym roku niższy i wynieść około 30 mld złotych, czyli będzie mniejszy niż planowany na kolejny rok. To dziwi w kontekście ograniczania wydatków, co zadeklarowaliśmy w Brukseli.

Budżet 2012 zakłada kolejny rok zamrożenia wynagrodzeń w budżetówce. Zapisano w nim też mniejsze niż w tym roku wpływy z prywatyzacji – mają wynieść 10 mld zł zamiast 15 mld zł. Średnioroczna inflacja wyniesie 2,8 proc.

Projekt budżetu rząd przyjął wiosną, chciał go uchwalić przed wakacjami, aby nie głosować dokumentu w trakcie kampanii wyborczej. Zgody na szybsze procedowanie nie wyrazili partnerzy z komisji trójstronnej.

Premier przed dzisiejszym posiedzeniem rządu rozmawiał z Radą Gospodarczą na temat niepewnej sytuacji w światowej gospodarce, zawirowaniach w strefie euro i ich konsekwencjach dla Polski. Zwłaszcza w kontekście ostatnich dużych wahań kursu polskiej waluty i interwencji NBP i BGK w celu ustabilizowania kursu.

W spotkaniu uczestniczył minister Jacek Rostowski, który wrócił z Waszyngtonu ze spotkania grupy G20 i MFW. Rozmowa dotyczyła możliwości sposobów wyjścia z kryzysu w strefie euro.