Od 70 do 120 zł można dziś dostać na największym polskim rynku wtórnym monet, Allegro.pl, za Sokoła wędrownego. Na początku 2008 r. po te monety pod Narodowym Bankiem Polskim ustawiła się kilkusetmetrowa kolejka. Numizmat o nominale 20 zł był sprzedawany po 91 zł. Tuż po odejściu od kasy można było go sprzedać za 140 zł. W kilka tygodni później cena doszła do 400 zł.

A dziś – klapa. Podobnie wygląda sytuacja z innymi monetami.

– Obecnie drobni inwestorzy są zainteresowani czystym złotem. W sztabkach mogą go kupić więcej, niż nabywając monety. W przypadku numizmatów dopłacają za tzw. wartość kolekcjonerską. A to w warunkach kryzysu i rosnącego stale kursu złota nie bardzo ich interesuje – mówi Mirosław Mejer, prezes spółki Inwestycje Alternatywne Profit, która prowadzi portal e-Numizmatyka.pl.

Eksperci wskazują, że nakłady niektórych srebrnych monet były zawyżone w stosunku do zwyczajowych 60 – 80 tys. NBP chciał bowiem odpowiedzieć na olbrzymi popyt. Wspomniany Sokół trafił na rynek w liczbie 107 tys. sztuk. – Duża podaż i mniejszy popyt skutkują zniżką cen – mówi Mejer.

Tymczasem monety bite w małych nakładach (przykład monety Konrada Korzeniowskiego, 8,5 tys. sztuk) dały zarobić. Mejer uważa jednak, że już za kilka miesięcy monety mogą nie być tak tanie. – Obserwujemy powolny powrót zainteresowania numizmatami kolekcjonerskimi – mówi „DGP”.