Do końca roku Komisja Europejska przedstawi kilka opcji emisji euroobligacji. Taką zapowiedź złożył wczoraj w europarlamencie przewodniczący KE Jose Manuel Barroso. Jego zdaniem to niezbędna część federalnego impulsu, który uratuje strefę euro przed rozpadem.

– To jest walka o gospodarczą i polityczną przyszłość Europy. To jest walka o to, czym będzie Europa na świecie. To jest walka o samą integrację europejską – mówił wczoraj Barroso. – System oparty wyłącznie na współpracy międzyrządowej nie działał w przeszłości i nie będzie działał w przyszłości – dodał. Ostrzegł, że współpracę należy zacieśniać nie tylko bezpośrednio między dużymi krajami, ale także w oparciu o wspólne instytucje europejskie, które starają się bronić interesów także mniejszych państw europejskiej wspólnoty.

„DGP” rozmawiał z analitykiem Instytutu Bruegela Zsoltem Darvasem, który współpracuje z KE przy opracowaniu scenariuszy wprowadzenia na rynek euroobligacji. – Wczorajszą zapowiedź przedstawienia projektu euroobligacji rynki przyjęły pozytywnie – mówi. – Euro umocniło się o 1 centa do 1,37 dolara, wzrosły także indeksy europejskich giełd. Zsolt Darvas przekonuje, że najmniej ambitne scenariusze dla euroobligacji już istnieją. To papiery gwarantowane przez wszystkie państwa Unii Europejskiej, które wyemitowały już dwa lata temu sama KE (na pomoc dla Węgier, Rumunii i Łotwy) oraz Europejski Bank Inwestycyjny.

Zdaniem Darvasa Jose Manuelowi Barroso chodzi jednak o coś innego: o emisję wspólnych obligacji bezpośrednio przez wszystkie rządy państw strefy euro. W takim przypadku Instytut Bruegla doradza jednak, aby obejmowały one nie całość potrzeb finansowych unii walutowej, ale jedynie ich część (np. do limitu 60 proc. PKB). To pomogłoby utrzymać dyscyplinę finansową krajów południa Europy.

Euroobligacje mogą być gwarantowane na dwa sposoby. W pierwszym każdy kraj Unii daje rękojmię tylko za swoją część emisji. Taki model nie ma jednak większego sensu. Jak niedawno ocenił Standard & Poor’s, wówczas rating podobnych papierów odpowiada wiarygodności najgorszego państwa strefy euro.

– Jestem przekonany, że Barroso chodzi o inny rodzaj euroobligacji: takich, które w całości gwarantują wszystkie państwa Eurolandu – mówi Zsolt Darvas.

W takim przypadku emisji euroobligacji będzie jednak musiało towarzyszyć powołanie albo unijnej instytucji (europejskiego ministerstwa finansów) z prawem ustalania podatków pobieranych od krajów członkowskich, albo systemu przekazywania przez same kraje członkowskie funduszy na zabezpieczenie euroobligacji do budżetu UE.

Innym warunkiem będzie zobowiązanie wszystkich krajów strefy euro do zapisania we własnych konstytucjach artykułu o absolutnym priorytecie obsługi płatności euroobligacji przed wszystkimi innymi wydatkami łącznie z nakładami socjalnymi, pensjami dla administracji czy wydatkami szkolnictwo.

– Niezależnie od tego w nowej wersji traktatu o UE będzie musiał się znaleźć zapis o wyrzuceniu z Unii Europejskiej kraju, który nie spłaca w terminie zobowiązań wynikających z euroobligacji – komentuje Darvas.

Zdaniem eksperta tempo prac nad euroobligacjami zależy od kondycji finansowej Włoch. Na razie Rzym płaci wysoką stawkę za emisję długu, ale jest ona jeszcze do wytrzymania. Jeśli jednak nadal będzie rosła, emisja euroobligacji w krótkim terminie będzie konieczna, aby Rzym nie stracił płynności – mówi Darvas.

Jego zdaniem emisja euroobligacji bez zmiany traktatu jest możliwa – wyłącznie poprzez dobrowolną deklarację wszystkich krajów strefy euro.

– Obecne przepisy europejskie mówią, że żaden kraj członkowski nie może być zmuszony do spłacenia zobowiązań innego kraju. Może to jednak zrobić dobrowolnie – tłumaczy brukselski analityk.

Jego zdaniem na zmianę traktatu Niemcy mogą się zgodzić w dłuższej perspektywie. Kanclerz Merkel podkreśla, że emisja euroobligacji powinna być finałem zmian instytucjonalnych w Unii, a nie ich początkiem.