Dziś z wiatru Polska uzyskuje 2,7 proc. wytwarzanej energii elektrycznej. Krzysztof Żmijewski, ekspert w sprawach energetyki, mówi, że do 2020 r. musimy zwiększyć udział odnawialnych źródeł energii (OZE) do ponad 15 proc. – To oznacza nawet 8 tys. MW mocy, którą trzeba podłączyć do systemu – mówi Żmijewski.

Większość z zielonych inwestycji powstających w Polsce stanowią wiatraki. Inwestorzy planują budowę farm o mocy kilkudziesięciu tysięcy MW w całym kraju. Według ekspertów to bujanie w obłokach. – Moim zdaniem realne jest osiągnięcie pułapu 3 – 4 tys. MW – mówi Wojciech Hann, partner w Energy & Resources Deloitte.

Powód – niewystarczające tempo inwestowania w budowę i modernizację sieci przesyłowej i dystrybucyjnej na terenie niemal całego kraju. – Poziom inwestycji w energetykę wiatrową w dużej mierze zależy od tego, czy i w jakim stopniu PSE Operator i regionalni operatorzy sieci dystrybucyjnych będą w stanie inwestować – mówi ekspert Deloitte. – Bez tych inwestycji podłączanie kolejnych farm wiatrowych będzie niemożliwe. Takie wyhamowanie może mieć miejsce w ciągu dwóch najbliższych lat – dodaje.

Na razie PSE Operator, zarządzający bezpieczeństwem energetycznym kraju, wydał zgodę na przyłączenie do sieci blisko 9 tys. MW. Praktycznie wyczerpał swoje możliwości przyłączania wiatrowni do sieci na północy kraju. Tam, gdzie inwestorzy chcą budować najwięcej farm.

Ustawiają się więc w kolejce do działających na tym terenie firm energetycznych – Enei, Energi i PGE. Do ich sieci nie miały być jednak przyłączane elektrownie wiatrowe. Tymczasem tylko do Enei Operator zgłosili się inwestorzy chcący wybudować farmy o mocy blisko 28 tys. MW. Przemysław Zaleski, wiceprezes Enea Operator, tłumaczy, że aby dostosować sieć dystrybucyjną do potrzeb przyłączania odnawialnych źródeł energii, trzeba pokrywać olbrzymie koszty wymiany kabli lub przebudowy sieci.

– Zdarza się, że w skrajnych przypadkach dla przyłączenia źródła o mocy 30 MW konieczne jest zrealizowanie inwestycji za 300 mln zł i konieczność przebudowy poszczególnych linii do przekrojów typowych dla sieci przesyłowych, a nie dystrybucyjnych – mówi Przemysław Zaleski.

Być może inwestycje ruszą w przyszłym roku. Urząd Regulacji Energetyki zaakceptował w lipcu plan rozbudowy i rozwoju sieci do 2015 r. Zakłada on gigantyczne wydatki w wysokości 27 mld zł. Zdaniem ekspertów wielka przebudowa systemu nie uda się w pełni.

– W efekcie będziemy mieli do czynienia z wyścigiem inwestorów o to, kto pierwszy zdąży się przyłączyć do sieci – uważa Wojciech Hann. Jego zdaniem ma to jeden duży plus. – To zawsze dobrze, gdy w gospodarce jest konkurencja. Zwyciężą najlepsze projekty – mówi dyrektor Deloitte.