Spadki na giełdach dają do myślenia analitykom pracującym dla Ministerstwa Skarbu Państwa. Coraz mniej prawdopodobne jest, że uda się sprzedać akcje PKO BP po korzystnej cenie.

– Rzeczywiście resort analizuje sytuację i w przyszłym tygodniu poinformujemy rynek, czy prace nad wtórną ofertą publiczną PKO BP będą kontynuowane, czy na jakiś czas zatrzymane – mówi Maciej Wewiór, rzecznik prasowy MSP. Dodaje, że jeśli do wtórnej oferty dojdzie – bez względu na to, czy nastąpi ona pod koniec września, czy później – odbędzie się ona z udziałem akcjonariatu obywatelskiego.

Przedstawiciele banku mówią, że dla nich terminy się nie zmieniły. – Prace nad przygotowaniem wtórnej oferty publicznej prowadzone są przez bank zgodnie z harmonogramem – zapewnia Elżbieta Anders z PKO BP.

Analitycy uważają, że na ofertę pod koniec września już nie ma szans. – Nikt rozsądnie myślący nie zdecyduje się na sprzedaż akcji tak dużej spółki w momencie, kiedy jej akcje w ciągu kilku dni tracą na wartości nawet 10 proc. – mówi Krzysztof Stępień z Opera TFI.

W czwartek akcje PKO BP, podobnie jak innych spółek z indeksu WIG20, runęły w przepaść. Spadły o ponad 5,62 proc., do 35,29 zł. Co prawda jeszcze daleko im do historycznego dołka – pod koniec lutego 2009 r. płacono za nie 18,90 zł – ale ostatni raz papiery PKO BP były tak tanie w listopadzie 2009 r.

– Zapewne inwestorzy wyprzedają teraz najbardziej płynne papiery, dlatego tracą na tym też duże spółki jak PKO BP. Nie sądzę, żeby czwartkowa wyprzedaż miała cokolwiek wspólnego ze spekulacjami na temat odłożenia w czasie oferty PKO BP – mówi Iza Rokicka z DI BRE.

W najbliższych dniach kurs – niezależnie od tego, co będzie się działo na rynku – spadnie, bo w przyszły czwartek po sesji zostanie od niego odcięte prawo do dywidendy. Z wyliczeń analityków wynika, że przy obecnych warunkach obniży to notowania o ok. 5 proc. Tymczasem, kiedy w marcu minister Grad ogłaszał sprzedaż PKO BP, akcje kosztowały ok. 43 zł. Zdaniem analityków zaś nie ma sensu sprzedawać PKO BP poniżej 40 zł za akcję.

– Sytuacja na rynkach jest bardzo napięta i bardzo niepewna. Dlatego bardzo trudno jednoznacznie powiedzieć, jak będą się zachowywały kursy banków na przestrzeni kolejnych kilku dni – mówi Rokicka. Jej zdaniem trudno jednak spodziewać się, że po serii coraz gorszych danych, jakie napływają z gospodarki, ich notowania zaczną się znacząco podnosić.