– To poziomy niewyobrażalne, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że za kilkadziesiąt dni staną się całkowicie realne – mówi Halina Pupacz, prezes PIPP

Izba zaapelowała do rządu i partii politycznych o podjęcie działań systemowych, które doprowadziłyby do ustabilizowania cen paliw na stacjach. Chodzi przede wszystkim o obniżenie podatków i parapodatków zawartych w paliwach, których łącznie są trzy – akcyza, podatek VAT i opłata paliwowa. Powodują one, że w cenie każdego litra benzyny podatki mają aż 50-proc. udział. Gdyby nie one, litr bezołowiówki, już po uwzględnieniu marży producenta i sprzedawcy, a także kosztów transportu, kosztowałby obecnie 2,6 – 2,7 zł.

Zdaniem Polskiej Izby Paliw Płynnych ceny paliwa zawyżają również polskie przepisy, do jakich musi stosować się branża. Jej działalność reguluje już około 60 aktów prawnych.

– Większość z nich ogranicza swobodę działalności gospodarczej i generuje duże koszty – począwszy od opłat koncesyjnych, które każdego roku musi ponosić właściciel stacji paliw, aż po opłaty legalizacyjne i środowiskowe – wylicza Pupacz. I straszy, że od przyszłego roku na stacjach może być jeszcze drożej. 1 stycznia 2012 r. kończą się bowiem unijne okresy przejściowe związane ze stosowaniem obniżonej stawki podatku akcyzowego na olej napędowy – zdaniem samych koncernów naftowych za kilka miesięcy jego ceny na stacjach pójdą w górę nawet o 20 groszy.