– Przesądzające dla decyzji RPP będą dane o oczekiwaniach inflacyjnych osób prywatnych w marcu. NBP opublikuje je w najbliższy piątek – mówi Marcin Mazurek, analityk Biura Analiz Ekonomicznych BRE Banku. I dodaje, że według jego przewidywań te oczekiwania będą wysokie. Dlatego można się spodziewać, że w marcu i kwietniu inflacja może dojść do poziomu 4 – 4,1 proc.

A właśnie inflacja przemawia za podwyżką stóp – jeśli utrzymuje się powyżej 3,5 proc., czyli tzw. celu inflacyjnego RPP razem z dopuszczalnym pasmem wahań (w lutym wyniosła 3,6 proc. r./r.). Do tego dochodzi rosnące zatrudnienie i wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw, które wpływa na wzrost konsumpcji, a tym samym tworzy presję inflacyjną. Przeciwko podwyce – słabe tempo inwestycji prywatnych.

Ekonomiści – m.in. BRE Banku, Citi Handlowego i Pekao SA – wskazują, że za zacieśnieniem polityki pieniężnej są już nie tylko tradycyjnie jastrzębi członkowie RPP – Andrzej Bratkowski, prof. Jerzy Hauser, prof. Adam Glapiński, prof. Anna Zielińska-Głębocka, ale także umiarkowana frakcja gołębi – prof. Zyta Gilowska i prof. Andrzej Kaźmierczak. Ten ostatni mówi, że podwyżka stóp jest konieczna ze względu na presję inflacyjną i prawdopodobieństwo wystąpienia wzmożonych żądań płacowych. To sugeruje, że w 10-osobowej RPP zwolennicy podnoszenia stóp już zyskali przewagę. – W tej sytuacji bardzo prawdopodobne jest, że również prof. Marek Belka, szef NBP i przewodniczący RPP, poprze jastrzębie, choć jego ostatnie wypowiedzi wskazują, że byłby skłonny z podwyżką zaczekać jeszcze miesiąc – zauważa Mazurek.

W zgodnej opinii podwyżka stóp powinna wynieść, podobnie jak w styczniu, 0,25 pkt proc. W jej wyniku stopa referencyjna, która ma wpływ na oprocentowanie kredytów, zwiększy się do 3,75 proc.

Wypowiedzi członków RPP wyraźnie pomogły złotemu, który umacnia się do wszystkich głównych walut. Wczoraj euro kosztowało już mniej niż 4 zł. Od szczytu z 17 marca straciło 9 gr. Frank szwajcarski był po 3,08 zł, o 14 gr mniej. A dolar po 2,82 zł – o 10 gr mniej.