Spór dotyczy decyzji urzędników GDDKiA o zerwaniu w 2009 r. kontraktu z Austriakami na budowę odcinka autostrady A1. Smaku sprawie dodaje fakt, że Alpina znów buduje ten sam odcinek po wygraniu powtórzonego przetargu.

Na styczeń 2011 roku zaplanowane było uroczyste otwarcie autostrady między węzłem Świerklany a czeską granicą w Gorzyczkach. Ale zamiast rozsyłać zaproszenia na przecinanie wstęgi, koncern wysłał swoich prawników do warszawskiego sądu z poleceniem rozszerzenia powództwa z 2009 r. o wypłatę rekordowego odszkodowania. W grudniu 2009 r. urzędnicy GDDKiA rozwiązali kontrakt z Alpine. Jak tłumaczył wtedy rzecznik GDDKiA Marcin Hadaj, firma uchylała się od realizacji umowy i to było jedyne wyjście.

Budowlańcy odpowiedzieli pozwem przeciwko GDDKiA w 2009 r. i jednocześnie wystartowali w nowym przetargu na dokończenie budowy tego odcinka, który latem ub.r. wygrali. – Opóźnienia nie wynikały z naszych zaniedbań. Czasochłonne okazało się rozminowanie terenu, czego nie mogliśmy przewidzieć. Po wtóre, uważaliśmy, że zbudowanie według projektu GDDKiA jednego z mostów grozi katastrofą budowlaną. Nie chcieliśmy tego robić – wyjaśnia „DGP” dyrektor oddziału Alpine Roman Sailer.

Wątek dotyczący projektu mostu może się okazać kluczowy dla sądowego rozstrzygnięcia sporu i ewentualnego odszkodowania.

Nim Austriacy zostali wyrzuceni z budowy, przedstawili GDDKiA trzy niezależne opinie światowych sław wśród projektantów (dr. Michaela Virlogeux z Paryża, prof. Alfreda Pausera z Uniwersytetu w Wiedniu oraz prof. Jana Biliszczuka z Politechniki Wrocławskiej), według których projekt był wadliwy. Urzędnicy odpowiedzieli, że projekt jest bezpieczny, i zamówili kontrekspertyzę u prof. Kazimierza Flagi z Politechniki Krakowskiej. Nigdy jednak tej opinii nie pokazali Austriakom. Dokumentu nie przekazali też sądowi mimo żądania. Dlatego sąd wezwał profesora do złożenia zeznania, do czego doszło 5 stycznia.

– Użytkownikiem mostu mogłabym być ja. Czy mogłoby mi się coś stać? – dopytywała eksperta sędzia.

– Mogłoby się coś urwać – stwierdził prof. Flaga.

Po takiej ripoście jedynego eksperta strony rządowej stanowisko GDDKiA wydaje się trudne do obrony.

Dla sporu między koncernem a GDDKiA kluczowe znaczenie ma projekt mostu, który dotąd nosi jedynie techniczną nazwę MA532a. Według Austriaków jego wykonanie według projektu GDDKiA groziło katastrofą.

Urzędnicy odpowiadali, że projekt nie wymaga zmian, a budowlańcy tłumaczą w ten sposób swoje opóźnienia w budowie. Aby udowodnić, że ich decyzja o zerwaniu kontraktu na budowę niespełna 19-kilometrowego odcinka A1 była słuszna, zamówili ekspertyzę autorstwa polskiego autorytetu w dziedzinie budowy mostów, profesora Kazimierza Flagi. Przez ponad rok pozostawała ona ściśle tajna – jej treści nie znali Austriacy, dziennikarze, a także sąd. Dopiero na ostatniej rozprawie jej autor profesor Flaga zeznał, co w niej napisał. – Obiekt ten został zaprojektowany nietypowo, jest najszerszy na świecie. Nie ma w literaturze przykładów opisów tego typu obiektów – przyznał. Według profesora projekt poruszał się na granicach bezpieczeństwa, czasem nawet przekraczając dopuszczalne normy.

– Projekt był prototypowy, bardzo trudny i skomplikowany technicznie. Zasadniczo w myśl prawa budowlanego projekt przed uzyskaniem pozwolenia powinien być sprawdzony przez jednostkę badawczo-techniczną – wyjaśniał. Przyznał również, że Austriacy mogli się obawiać najgorszego, tym bardziej że mieli dwie alarmujące ekspertyzy światowych autorytetów. – Na etapie budowy może się zdarzyć awaria czy katastrofa. Po ekspertyzie profesora Pausera powód mógł się obawiać, że przyszli użytkownicy mostu mogą być poszkodowani – zeznał profesor Flaga.

– Nie zgadzamy się z roszczeniami firmy w całości. Sprawa sądowa nie zakończyła się i będziemy wykazywać nasze racje – deklaruje rzecznik GDDKiA Marcin Hadaj. Dziś Austriacy znów są na placu budowy tego samego odcinka, po tym jak ponownie wygrali rozpisany przez GDDKiA przetarg. Sporny most MA532a budują jednak według zmienionego już projektu, zapewniającego bezpieczeństwo Zarówno ekipom robotników, jak i przyszłym użytkownikom.

Nowa data oddania jest o kilkanaście miesięcy spóźniona wobec pierwotnych założeń – tym razem wstęga ma być przecięta w kwietniu 2012 r. Najprawdopodobniej do tego czasu sąd rozstrzygnie już, kto miał rację i czy firmie należy się kolosalne odszkodowanie. Jednak sprawa ma również swój aferalny wymiar. Jak ujawniliśmy na łamach „DGP”, na kilka miesięcy przed decyzją o zerwaniu kontraktu szefowie Alpine Bau otrzymali korupcyjną propozycję. Zgłosił się do nich Marek U., biznesmen z Łodzi, i zaproponował „pomoc we wszystkim”. Powoływał się przy tym na kontakty w ministerstwach sportu i infrastruktury.

Szczegóły przedstawił podczas spotkania z Uwe Meyerem, jednym z menedżerów koncernu, na spotkaniu w łódzkiej restaruracji, w którym wziął udział Dariusz Drzewiecki, brat ówczesnego ministra sportu i skarbnika PO. Po naszym tekście prokuratura wszczęła śledztwo. Po 11 miesiącach badania sprawy postawiła zarzuty płatnej protekcji jedynie Markowi U. Śledczy ustalili, że Drzewiecki został poproszony o przyjazd do restauracji, w której odbywało się spotkanie. – Rozmowy były prowadzone w języku niemieckim (a Drzewiecki go nie znał – red.). Nie mamy podstaw do stwierdzenia, że aktywnie w tym spotkaniu uczestniczył i w jakiś sposób próbował nawiązywać do swoich wpływów w ministerstwach – tłumaczy Krzysztof Kopania, rzecznik łódzkiej prokuratury.