Jak dodał, konsorcjum 9 lutego złożyło do Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad powiadomienie o odstąpieniu od kontraktu na budowę 21-kilometrowego odcinka A4 między Brzeskiem a Wierzchosławicami w Małopolsce, a w środę rano złożyło końcowe pismo w tej sprawie do GDDKiA.

Pytany o powody odstąpienia powiedział, że konsorcjum nie dostało wynagrodzenia za wykonane prace zgodnie z wymogami umowy. Według niego, chodzi o kilkadziesiąt mln zł. Mazur nie wykluczył, że konsorcjum może walczyć o te pieniądze na drodze sądowej. Przyznał, że były opóźnienia w realizacji budowy, ale nie wynikały one z winy wykonawcy, tylko z czynników zewnętrznych, np. warunków pogodowych, podtopień czy prac archeologicznych.

Wiceprezes NDI Roman Chełmecki dodał na konferencji prasowej, że przyczyną odstąpienia od kontraktu był spór między stronami. "W naszej ocenie zamawiający nie wykonywał postanowień łączącej nas umowy. Z dużym prawdopodobieństwem można powiedzieć, że sprawa zakończy się w sądzie" - powiedział.

"Konsorcjum stwierdziło, że realizując w ubiegłym roku kontrakt, musiałoby w pewnym sensie sponsorować Skarb Państwa. Nie takie jest nasze zadanie. Naszym zadaniem było wykonanie prac na podstawie projektu, dostarczonego przez zamawiającego i za cenę, którą się umówiliśmy" - dodał Chełmecki. Jak poinformował, projekt ten wykonała krakowska firma Transprojekt.

Według Chełmeckiego projekt zawierał "nieścisłości". Ocenił, że od samego początku realizacji kontraktu brakowało współpracy z GDDKiA m.in. w zakresie ustalenia, jaki wpływ na wykonanie przedsięwzięcia miała powódź. Podkreślił, że Dyrekcja zleciła badania archeologiczne dopiero po rozpoczęciu prac konsorcjum, co uniemożliwiło mu częściowy dostęp do placu budowy. Dlatego - jak podkreślił - firma będzie zwracać się o odszkodowanie do GDDKiA. Konsorcjum wykonało również na własny koszt m.in. prace geologiczne i geotechniczne.

Wiceprezes NDI zaznaczył, że komisja rozjemcza zaakceptowała stanowisko konsorcjum, stwierdzając, że opóźnienia w wykonaniu prac budowlanych nie są zawinione przez wykonawcę.

W środę Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad poinformowała, że rozwiązała kontrakt. Jak mówił PAP rzecznik GDDKiA Marcin Hadaj, został on rozwiązany z winy wykonawcy ze względu na opóźnienia w jego realizacji, a zarządca dróg nałoży na wykonawcę 62 mln zł kary umownej.

W środowym komunikacie GDDKiA napisała też, że pełną winę za rozwiązanie umowy ponosi wykonawca, który mimo wielu wezwań do przyspieszenia prac, miał liczne, wielomiesięczne opóźnienia w realizacji kontraktu.

Według Dyrekcji wykonawca odnotował dziewięciomiesięczne opóźnienie w budowie obiektów mostowych i cztero-pięciomiesięczne przy budowie drogi. Ponadto wykazano 17-proc. zaawansowanie prac przy upływie połowy terminu. Konsorcjum - zdaniem GDDKiA - wykonało do tej pory roboty za 87 mln zł, przy harmonogramie, który zakładał prace za 271 mln zł.

Na placu budowy pracowało 229 osób zamiast 516, za mało też było samochodów ciężarowych (15 zamiast 167).