Ulotki reklamujące odwróconą hipotekę można znaleźć w oddziałach ZUS i w przychodniach – tam, gdzie często przychodzą starsze osoby. Reklamują one Fundusz Hipoteczny DOM i Centralny Fundusz Hipoteczny. Umowy zawierane są na podstawie kodeksu cywilnego. Od półtora roku powstaje w resorcie finansów ustawa mająca lepiej zabezpieczyć interesy osób korzystających z tego rozwiązania.

Żaden z funduszy nie chce ujawnić, ilu ma już klientów. – Zgłosiło się do nas ponad 1300 osób. Z ponad 200 osobami są podpisywane umowy – mówi Robert Majkowski, prezes zarządu Funduszu Hipotecznego DOM.

Nie należy się dziwić niewielkiemu zainteresowaniu, bo świadczenie, na jakie można liczyć, nie jest wysokie. Jeśli na odwróconą hipotekę zdecyduje się osoba w wieku 65 lat, a nieruchomość ma wartość 200 tys. zł, to mężczyzna dostanie co miesiąc ok. 338 zł, a kobieta, która statystycznie żyje dłużej – 264 zł. Przy nieruchomości wartej 300 tys. zł dopłata do emerytury wyniesie ok. 500 i ok. 400 zł. Świadczenia rosną wraz z wiekiem właściciela.

Dlaczego są tak niskie? – To jest matematyka. Koszty, które ponosimy, czyli opłaty notarialne, sądowe, podatek od czynności cywilnoprawnych, są wysokie. Później musimy płacić świadczenie (8 – 9 proc. rocznie). Po 20 latach zostaje nam skromny zysk – mówi Grzegorz Czestkowski z Centralnego Funduszu Hipotecznego.

Fundusze mogą jednak liczyć na wzrost wartości nieruchomości w kolejnych latach, a tym samym na spore zyski.