Marek Andryszak, prezes zarządu TUI Poland, stawia swojej firmie jasny cel – 20-proc. udział i pierwszą pozycję na rynku turystyki czarterowej. Teraz biuro jest w pierwszej trójce.

Magnesem przyciągającym klientów mają być przede wszystkim ceny niższe o 15 – 20 proc. w porównaniu do tegorocznych. Firma przechodzi na system gwarancyjny w hotelach, a to oznacza, że będzie dokonywała przed sezonem przedpłat za zarezerwowane miejsca.

– W takiej sytuacji cena za nocleg może być dwa razy korzystniejsza niż przy płaceniu dopiero w momencie pozyskania klientów – mówi Marek Andryszak.

Ale to niejedyny sposób na poprawienie wyników. Biuro zamierza zaproponować kompleksową ofertę. Dzięki usłudze pod nazwą TUI Ticket Shop salony sprzedaży TUI będą poza wycieczkami oferować też sprzedaż biletów lotniczych tanich przewoźników. Firma rozpoczęła też współpracę z Bedsonline – liderem na rynku rezerwacji hotelowych, dzięki czemu zyskała dostęp do 35 tys. hoteli w 80 krajach w 2,5 tys. kurortów.

– Dzięki temu będziemy mogli spełnić oczekiwania każdego klienta, także tego, który chce wyjechać na trzy dni – mówi Andryszak.

Firma będzie zatem konkurować nie tylko z innymi touroperatorami, ale też z portalami turystycznymi, które do tej pory miały rywali tylko w sieci. Mowa m.in. o eSky.pl, Polish Travel Quo Vadis czy Fly.pl.

TUI Poland wycofuje się z marki Scan Holiday. Od przyszłego sezonu letniego zamierza wakacje rodzinne oferować pod logo TUI Family. – Chcemy ujednolicić naszą działalność na polskim rynku, tak jak ma to miejsce w innych krajach. A wszystko z myślą o tym, by już za 3 – 5 lat zostać graczem numer jeden na polskim rynku turystyki czarterowej – mówi Andryszak.

Obecnie firma ma w nim 13-proc. udział. – W przyszłym roku mamy zamiar urosnąć 2 – 3 razy szybciej niż rynek, który według naszych szacunków zwiększy się o 15 proc. To powinno nam zagwarantować już 15 proc. – wyjaśnia Marek Andryszak.