Przebojem rolnictwa ekologicznego staje się w Polsce soczewica. Do hektara uprawy UE dopłaca 900 zł. Problem w tym, że jej uprawa jest niezwykle pracochłonna, a zbiór wymaga rzadkiego, specjalistycznego sprzętu. Dlatego to jedna z wielu fikcyjnych upraw, które służą wyłudzaniu dopłat.
Publikacja: 15 października 2010, 03:00 Aktualizacja: 15 października 2010, 10:23
Za unijne pieniądze uprawia się w Polsce: soczewicę, która w naszym klimacie nie wydaje plonów, dziko rosnącą czereśnię ptasią, a nawet nawłoć, która jest chwastem.
– Większość tych upraw nie jest prowadzona przez rolników, ale przez ludzi, którzy wyłudzają dopłaty – twierdzi prof. Józef Tyburski z Katedry Systemów Rolniczych z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie.
Proceder trwa od 2004 roku. By uzyskać dopłatę na plantację ekologiczną, wymogi były minimalne – wystarczyło obsadzić sadzonkami np. orzecha włoskiego co najmniej hektar ziemi i zgłosić tzw. jednostce certyfikującej oraz Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa (ARiMR) przestawienie gospodarstwa z konwencjonalnego na ekologiczne. Przez pięć lat właściciel sadu otrzymuje dopłatę z unijnego programu rolnośrodowiskowego. Ci, którzy przystąpili do niego przed 2007 rokiem, otrzymali 1600 zł za hektar przez trzy pierwsze lata, a 1540 zł przez dwa następne. Ci, którzy później – 800, 650 lub 160 zł. Dopiero od 2009 roku uprawy przestały być dotowane, zaczęły też obowiązywać wymogi co do wielkości minimalnej obsady drzewek. Na jednym hektarze musi być co najmniej 75 sadzonek. Przedsięwzięcie nadal jest jednak opłacalne.
Teoretycznie w uprawie roślin chodzi o plony. A jak to wygląda w praktyce? Największe plantacje orzecha włoskiego – liczące od 100 do 300 ha – powstały w województwach zachodniopomorskim i warmińsko-mazurskim, gdzie ze względów klimatycznych nie ma szans, aby się udały. W dodatku rolnik może je po pięciu latach zaorać, co oznacza, że z plantacji orzecha może nie być... ani jednego orzecha.
Ile w ten sposób wyłudzono dopłat? Nie wiadomo, bo szwankuje system nadzoru. O nieprawidłowościach poinformowała „DGP” jedna z firm, tzw. jednostek certyfikujących, która przeprowadza kontrole. Muszą się im poddać do końca października właściciele wszystkich upraw.
– Na niektórych plantacjach kompletnie nic nie jest robione, nie ma żadnej pielęgnacji. Są pojedyncze rośliny, mnóstwo chwastów, nie można się doliczyć, ile drzewek zostało posadzonych na hektarze. Dotyczy to co dziesiątej sprawdzanej przez nas uprawy orzecha. Zgłaszamy to szczegółowo w sprawozdaniach do ARiMR, ale bez odzewu – twierdzi Dorota Metera z jednostki certyfikującej Bioexpert.
Możliwość karania właścicieli fikcyjnych upraw ma ARiMR. To ona po kontroli może zmniejszyć lub zawiesić płatność. Kontrolami jest jednak objęte tylko 5 proc. losowo wybranych upraw. Zdaniem Mieczysława Babalskiego ze Stowarzyszenia Producentów Żywności Metodami Ekologicznymi Ekoland, kontrole ARiMR nie są skuteczne. Ocenia, że fikcją może być nawet co trzecia z upraw orzechów włoskich.
Artur Ławniczak, wiceminister rolnictwa i rozwoju wsi, w odpowiedzi na interpelację jednego z senatorów w tej sprawie przekonuje, że dzięki zmianom prawa, min. uzależnieniu przyznanych płatności od liczby drzew lub sadzonek na hektar, skala nieprawidłowości od 2009 roku znacząco się zmniejszyła. Z kolei Agencja tłumaczy, że nie może kontrolować czegoś, co nie jest zapisane w prawie. Leszek Szymański, dyrektor z ARMiR, podkreśla, że w 2010 roku odbyły się dodatkowe kontrole tam, gdzie kończą się płatnicze zobowiązania wieloletnie oraz co do których istniały podejrzenia o wystąpieniu nieprawidłowości. ARiMR nie ujawniła jednak „DGP” ich wyników. Podaje tylko, że w 2007 roku na dopłaty do orzechów włoskich wydała prawie 56 mln zł.
1: jacek z IP: 91.123.163.* (2010-10-15 08:03)
to gdzie w takim razie jest kontrola i nadzór nad tymi inwestycjami, co zrobił w tym kierunku arimr ?
2: Janeczek z IP: 83.20.82.* (2010-10-15 08:49)
To za wyłudzanie dopłat prokuratura nie prowadzi dochodzeń tylko kumple z ARiMR ?
3: Hitem wśród polityków były orzechy włoskie z IP: 80.240.172.* (2010-10-15 10:13)
W Sejmie możemy znaleść z 30 takich "plantatorów". Prasa o tym pisała killka lat temu ale sprawy przyschły.
Potoczne rozumienie jest takie, że jak frajerzy z Unii dają na takie głupoty to grzech nie brać.
Na razie bierzemy - ale wkrótce sami będziemy dofinansowywać unijny budżet na realizacje podobnych bzdetów.
4: zenek z IP: 89.78.242.* (2010-10-15 10:54)
Orzech włoski nie wydaje w Polsce plonów? Musze to powiedzieć swojej sąsiadce, która odkąd pamiętam ma co roku orzechy ze swojego drzewa.
5: PZ z IP: 83.7.201.* (2010-10-15 10:55)
Panie Redaktorze. Ma pan racje ale tak naprawdę jej pan nie ma. Podszedł pan od strony finansowej i próbuje tłumaczyć, że trwoni się unijne pieniądze. Otóż niestety unia tych pieniędzy nie trwoni. Gdyby pan sobie zadał pytanie inaczej "Dlaczego unia dopłaca?" to wnioski byłyby inne. Proszę się zapytać fachowców co orzech robi z glebą, proszę się też zastanowić dlaczego są dopłąty za zalesianie roli, dlaczego są dopłaty za sadzenie chwastów. Wnioski powinny nasunąć się same: unia płaci polskim rolnikom za to, żeby nie mogli konkurować z ich rolnikami. Tam gdzie jest las, orzech i chwast nie będzie ziemniaka, buraka itd. Więc skąd weźmiemy?? ;)
6: lili z IP: 83.15.129.* (2010-10-15 13:05)
Jakie pomysły (urzędników UE) taka realizacja
7: małorolny z IP: 95.51.202.* (2010-10-15 13:54)
Posadziłem na swojej działce 10 orzechów włoskich i jakoś rodzą, chociaż jestem z zachodniopomorskiego. Żadnych dopłat nie miałem. Te z dopłatami dziwnym trafem nie chcą u nas rosnąć. To swołocz. A cwaniaki zaorzą swoje niby plantacje i wszystko będzie ok?
DLA KOGO STWORZONO MOŻLIWOŚĆ SKORZYSTANIA Z DOPŁAT?
8: Bobi. z IP: 83.7.78.* (2010-10-15 15:58)
Dziwię się bardzo że dopłaty daje się tak lekką ręką. Przecież każda uprawa musi rosnąć w odpowiedniej "kulturze" i powinna być przed wypłaceniem dopłaty kontrolowana.Panowie posłowie - bardzo światli ludzie mają kilka takich wieluset hektarowych plantacji- właśnie takie duże powinny być obowiązkowo skontrolowane
9: bombina z IP: 79.186.189.* (2010-10-15 18:47)
Przecież pomysł szybkiego dorobienia się wyszedł z góry .Jednym z pierwszych cwaniaków był były wojewódzki konserwator przyrody w Szczecinie, szybko awansowany na v-ce min środowiska i I konowała czyli Głównego dyrektora ochrony środowiska Maciej T. Po aferze pokazanej w TVN zdjęty ze stołka. Jednakże nie ukarany za "orzechowe' przekręty oraz za fikcyjny zakup prawie 1000ha ziemi na siebie i najbliższą rodzinę. Fikcyjnie zameldowany w Choszcznie. Wszystkie te fakty były i są znane Tuskowi i jego ekipie od około 3 lat.Nikt nawet nie wiwnął palcem aby aferę zakończyć. Okazało się że takich cwaniaków jest dużo więcej z tzw. "górnej półki" np: Gustaw Securitas i dziesiątki innych. W tym samym czasie ARiMR doskonale o wszystkim wiedziała. Wiedział też min. Sawicki i jego banda - nic nikt nie zrobił. Wiedziała prokuratura, RPO,min. środowiska i reszta tych zboczków. O czym to świadczy??? Cała władza KRADNIE i kryje te machlojki.Swoje znaczne miejsce mają w tym wszystkim wszelkiej maści pseudostowarzyszenia ekpoterrorystów włąśnie powiązanych z M.T. Przysłowie mówi-"złodziej , złodziejowi oka nie wykole"
10: To juz korupcja weszla pod strzechy z IP: 109.129.161.* (2010-10-15 19:14)
To juz korupcja weszla pod strzechy. Ten kto jest odpowiedzialny za doplaty w Polsce powinien byc rozliczony.
W Polsce korupcja jest tolerowana, niedlugo wiekszosc PKB bedzie powstawac w szarej strefie. Gdy rzad i parlament slaby powstaja struktury zastepcze i szerzy sie korupcja.

Resort transportu dopina drogową układankę. DGP dotarł do harmonogramu otwarć czterech kolejnych odcinków. Kierowcy mogą od wczoraj jeździć 7-kilometrowym odcinkiem autostrady A2 najbliżej Warszawy – między Konotopą a Pruszkowem. To odcinek E Budimeksu – pierwszy z pięciu budowanych na 91-kilometrowej trasie Łódź–Warszawa.








