Dobro pracowników jest dla nas ważne

Mikołaj Budzanowski

wiceminister Skarbu Państwa

Gdyby MSP było bardziej twarde i przeforsowało prywatyzację PKS Gostynin, nie byłoby pata związanego z przekształceniem własnościowym tej spółki- tak brzmi główna teza artykułu. Tymczasem ministerstwo zrobiło wszystko, aby stworzyć klimat do konstruktywnego dialogu pomiędzy związkami zawodowymi, a potencjalnym nabywcą spółki. Niestety niezrozumienie przez związkowców ich kluczowej roli w negocjacjach, spowodowało, że inwestor postanowił się wycofać.
Kiedy kilka miesięcy temu w MSP powstała koncepcja prywatyzacji siedmiu mazowieckich PKS-ów, naszym priorytetem, było założenie, że będzie to przemyślany i odpowiedzialny proces. Wszak, nasze decyzje miały mieć wpływ na przyszłość łącznie ponad 2000 pracowników siedmiu spółek.

Na wieść o planach MSP związki zawodowe w PKS Gostynin przystąpiły do strajku głodowego. Załoga nie chciała słyszeć o prywatyzacji przedsiębiorstwa. Przyznam się, że nie byliśmy zaskoczeni taką reakcją. W końcu sprzeciw i obawa przed niepewną przyszłością jest naturalnym odruchem. Postanowiliśmy zatem nakłonić związkowców do dialogu. W drodze rozmów udało nam się wypracować konstruktywne porozumienie. Strajk został zakończony, a przedstawiciele załogi zapewnili, że siądą do negocjacji z przyszłym inwestorem. Zgodnie z porozumieniem z maja, w razie niepowodzenia rozmów- PKS miał być skomunalizowany.

Jak już wiadomo nie doszło do konsensusu. Wbrew stwierdzeniom autora artykułu, za to niepowodzenie nie odpowiada MSP. Postulaty pracowników nawet tak niewielkiego przedsiębiorstwa jak to w Gostyninie, nigdy nie były dla resortu problemem marginalnym. Dlatego zamiast stawiać sprawę na ostrzu noża, postanowiliśmy w drodze dialogu doprowadzić do końca protestu. A następnie zaproponowaliśmy spółce takiego inwestora, o którym wiedzieliśmy, że odpowiednio zabezpieczy socjalnie przyszłość pracowników i ich rodzin – mimo, że nie na nas spoczywała ta odpowiedzialność. Przy sprzedaży majątku skarbu państwa obowiązują wytyczne unijne, które jako jedyne kryterium prywatyzacji uznają tylko cenę. 

Z tego wynika, że wynegocjowanie pozostałych, w tym też socjalnych warunków umowy leżało w gestii związków zawodowych. Niestety mimo dobrej woli MSP oraz zarządu PKS Gostynin nie doszło do porozumienia i potencjalny inwestor musiał się wycofać z oferty kupna. 

Reasumując ministerstwo zaproponowało pozytywne rozwiązanie kwestii własnościowych gostynińskiej spółki. Pracownicy nie zostali postawieni przed faktem dokonanym- dostali za to ofertę korzystnego pakietu socjalnego. Pozostałe 6 PKS-ów przystało na taką propozycję i dzięki temu dostały zobowiązanie, że nowy właściciel przeznaczy kwotę w wysokości ponad 65 mln złotych, na modernizację taboru i dostosowanie floty do unijnych standardów ekologicznych. A prywatyzacja zapewniła im bezpieczeństwo działalności, gwarancję zatrudnienia dla pracowników na 5 lat oraz możliwość rozwoju na coraz bardziej konkurencyjnym rynku usług transportowych. Niestety w Gostyninie przedstawiciele związków zawodowych nie poparły inicjatywy MSP. 

Dlatego myślę, że problemem do dyskusji w artykule nie powinna być rzekoma uległość ministerstwa i strach przed roszczeniami pracowników w procesie przekształceń własnościowych. MSP ma doświadczenie w wielu podobnych prywatyzacjach i wie jak przeprowadzić je w sposób rzetelny i przemyślany. Warto zastanowić się natomiast nad tym, dlaczego związki zawodowe, które z założenia powinny chronić prawa socjalne swych członków, utrudniają proces racjonalnej prywatyzacji. Wszakże zarówno MSP jak i związki zawodowe mają ten sam cel- dobro pracowników. Odnoszę wrażenie, że w przypadku PKS Gostynin nie graliśmy do tej samej bramki. Gostynin to przykład, braku odpowiedzialności zbiorowej ze strony szefów lokalnych struktur związkowych, a nie uległości Ministerstwa Skarbu Państwa. Oby był ostatni...