Problem polega na tym, że wyciągnięcie funduszy z tego programu jest dla większości przedsiębiorców praktycznie niemożliwe.

W grę wchodzi około 400 mln euro, które mają pójść na spłatę części kapitału tzw. kredytów technologicznych. Są to pożyczki zaciągane przez przedsiębiorców w bankach komercyjnych, przeznaczone na zakup nowych technologii.

Oficjalnie kredyt wystartował w lipcu 2009 roku. Jednak zasady jego przyznawania były tak wyśrubowane, że tylko garstka firm mogła z niego skorzystać. Od momentu uruchomienia kredytu do Banku Gospodarstwa Krajowego, który dysponuje unijnymi pieniędzmi, wpłynęło zaledwie 100 wniosków. Firmy bały się m.in., że nie zrealizują kryteriów uzależniających wypłatę unijnych pieniędzy od bardzo wysoko ustawionego progu wzrostu wartości sprzedaży.

Dlatego już w ubiegłym roku resort gospodarki przygotował projekt zmian przepisów odblokowujących kredyt technologiczny. Niewiele to jednak dało. Najpierw przez kilka miesięcy nowelizacja była blokowana przez resort finansów. W końcu gdy MF zgodziło się na proponowane zmiany, projekt utknął w rządzie.

Resort gospodarki tłumaczy: chociaż sprawy związane z ułatwieniami w kredycie zostały już uzgodnione, nadal trwa dyskusja nad innymi kwestiami regulowanymi przez nowelizowaną ustawę. Chodzi o nierozwiązane do tej pory sposoby finansowania jednostek badawczo-rozwojowych. Obecnie sprawą zajmuje się specjalna grupa, która została powołana przez szefa doradców premiera – ministra Michała Boniego. Jak informuje resort gospodarki, w najbliższym czasie nowa wersja projektu zostanie przekazana na Komitet Stały Rady Ministrów. Kiedy dokładnie, nie wiadomo.

Jakie zmiany w zasadach przyznawania kredytu mają zostać przyjęte? Jak się dowiedzieliśmy, zniknie prawdopodobnie przepis uzależniający wypłatę unijnych pieniędzy od wzrostu sprzedaży. Całkiem możliwe, że nowela będzie działać wstecz, by przedsiębiorcy, którzy już sięgnęli po kredyt, mogli z niego korzystać na lepszych warunkach.

Na ułatwienie dostępu do kredytu technologicznego czekają nie tylko firmy, ale również instytucje finansowe. Banki liczą na spory dopływ klientów, bo nowe technologie to ciągle pięta achillesowa polskich firm. Zwłaszcza że banki mają już dopasowane do funduszy unijnych produkty finansowe.

Arkadiusz Lewicki, dyrektor w Związku Banków Polskich, twierdzi, że banki poniosły spore koszty przygotowania produktu, który na razie jest martwy. Chciałyby więc w końcu odzyskać zainwestowane pieniądze.

Mają na to sporą szansę, bo – jak przyznaje Magdalena Kałdunek-Soroczyńska z BGK – zainteresowanie kredytem technologicznym jest dość duże.

100 – zaledwie tylu przedsiębiorców do tej pory zgłosiło chęć skorzystania z kredytu technologicznego