W tym miesiącu Skarb Państwa zakończy prywatyzację czterech uzdrowisk: Połczyna, Wieńca, Cieplic w Jeleniej Górze oraz Zespołu Uzdrowisk Kłodzkich. Przygotowuje do sprzedaży 10 kolejnych. Inwestycje nowych właścicieli mają przemienić siermiężne sanatoria w nowoczesne spa.

Na początku roku resort skarbu spieniężył swoje udziały w dwóch przedsiębiorstwach. Uzdrowisko Kraków-Swoszowice za ok. 18 mln zł kupiła firma STP Investment z Bochni, a uzdrowisko Ustka – spółka Hotel Lubicz za niewiele ponad 14 mln zł. – Łącznie prowadzimy 14 procesów prywatyzacyjnych w sektorze uzdrowiskowym – mówi Maciej Wewiór, rzecznik resortu skarbu.

W rękach państwa pozostanie jedynie siedem uzdrowisk: w Krynicy-Zdroju, Świnoujściu, Ciechocinku, Lądku-Zdroju, Kołobrzegu, Rymanowie i Busku-Zdroju.

Cieplice potrzebują pieniędzy

Spośród uzdrowisk, które wystawiono na sprzedaż, największym zainteresowaniem inwestorów cieszą się Cieplice w Jeleniej Górze, które co roku odwiedza blisko 15 tys. kuracjuszy. Tutejsze słynne na całą Polskę termalne wody lecznicze przyciągnęły 11 firm. Do ostatniego etapu postępowania prywatyzacyjnego przeszły dwie: Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych KGHM i konsorcjum Max Comfort. – Rozstrzygnięcie jest już blisko. Inwestorzy badają właśnie nasz bilans finansowy – mówi Robert Moskwa, członek zarządu uzdrowiska Cieplice.

W tym roku to już trzecia wizyta ekspertów w kurorcie. Oprócz badania sprawozdań finansowych potencjalni inwestorzy sprawdzali także stan sanatoryjnego sprzętu i budynków. Wcielili się nawet w rolę kuracjuszy i skorzystali z zabiegów.

Zarząd uzdrowiska liczy na pomyślny wynik negocjacji, bo potrzebuje potężnego zastrzyku gotówki do przeprowadzenia potrzebnych inwestycji. Tylko ukończenie ślimaczącej się od ponad 20 lat budowy term sanatoryjnych pochłonie prawie 30 mln złotych.

Potrzeby inwestycyjne wszystkich państwowych uzdrowisk Ministerstwo Skarbu Państwa szacuje na ponad 1,3 mld zł. Resort nie ma takich pieniędzy. Nie zapewnią ich także podpisywane przez uzdrowiska kontrakty z Narodowym Funduszem Zdrowia.

W tym roku NFZ na leczenie uzdrowiskowe przeznaczył 647 mln zł, o ponad 100 mln zł mniej niż rok wcześniej. – Stawka, jaką proponuje fundusz, ledwie pokrywa koszty pobytu pacjentów. Nie ma na remonty oraz inwestycje – mówi Ewa Wróbel ze stowarzyszenia Unia Uzdrowisk Polskich.

Pieniądze mają za to prywatni inwestorzy. Łukasz de Lubicz Szeliski, biznesmen, który na początku roku odkupił od Skarbu Państwa udziały uzdrowiska Ustka, zapowiada, że wpompuje w nie 40 mln zł. – Już przygotowujemy dokumentację budowlaną nowego centrum spa oraz wellness – mówi Dariusz Andrzejewski, prezes uzdrowiska Ustka. Liczy, że dzięki nowej inwestycji liczba kuracjuszy podwoi się do 14 tys. rocznie.

Nawet dwa lata w kolejce

W przypadku prywatnych inwestycji biznesplan jest jednak nieubłagany: wydane pieniądze muszą się zwrócić. Dlatego zarządcy sanatoriów stawiają na klientów, którzy za pobyt płacą z własnej kieszeni, zwłaszcza cudzoziemców.

Cena takiego prywatnego leczenia, w zależności od wybranych zabiegów oraz atrakcyjności kurortu, wynosi między 100 a 150 zł za dzień pobytu. To ok. 30 proc. więcej niż stawki zapisane w kontraktach z NFZ.

Komercyjni kuracjusze w państwowych uzdrowiskach mieszkają wygodniej i jedzą lepiej. Nawet w stołówce są uprzejmiej obsługiwani. I co najważniejsze – mają dostęp do większej bazy zabiegów. Stanowią ok. 20 proc. kuracjuszy. Efekt jest taki, że kolejka osób ze skierowaniami NFZ stale się wydłuża, czeka się nawet dwa lata.

Dziś w 44 polskich uzdrowiskach działa blisko 70 prywatnych i państwowych sanatoriów. To niewiele w porównaniu z innymi państwami Unii Europejskiej. W Niemczech jest ich ponad 350, we Włoszech 330, a w Hiszpanii 128.