Dla Shina Kyuk-Ho, właściciela koncernu Lotte, Wedel to przyczółek w drodze do Unii Europejskiej.

Ten sędziwy biznesmen – Shin Kyuk-Ho – urodził się w 1922 roku w Ulsan w Korei Południowej – wykształcenie zdobywał jeszcze w ogarniętej wojną Japonii. Wtedy zmienił nazwisko na Takeo Shigemitsu.

W Waseda Jitsugyo High School po raz pierwszy zetknął się z europejską literaturą. Był pod mocnym wrażeniem romantyków, zwłaszcza dzieł Goethego. Zafascynowały go „Cierpienia młodego Wertera” – powieść o nieszczęśliwej miłości Wertera do Lotty.

Lektura wywarła gigantyczny wpływ na biznesowe losy Shina Kyuk-Ho. W 1948 roku, dwa lata po zakończeniu studiów, założył w Tokio własną firmę. Nazwał ją... Lotte.

Zaczął zarabiać, handlując gumą do żucia. Był to strzał w dziesiątkę, bo guma w powojennej Japonii była marzeniem każdego dziecka.

Interes kręcił się tak dobrze, że w kolejnych latach mała Lotte przekształciła się w prężnie działające duże przedsiębiorstwo. Dziś jest to wielobranżowy konglomerat, działający w dziesiątkach krajów – jeden z największych w Japonii i ósmy w Korei Południowej.

Kyuk-Ho, jak mówią o nim w Korei, czy też Shigemitsu, jak wolą Japończycy, dorobił się fortuny. W 2005 roku znalazł się na 387. miejscu wśród najbogatszych ludzi świata według magazynu „Forbes”. Rok później był już na 136. pozycji. Jego majątek wycenia się na 26 mld dol.

Mimo że ma prawie dziewięćdziesiąt lat, praca wciąż jest jego pasją. Czas dzieli między Koreę a Japonię. W Seulu mieszka w miesiące nieparzyste, w Tokio – parzyste. Zazdrośnie strzeże swojej prywatności. Japończycy niewiele wiedzą na temat właściciela tej międzynarodowej korporacji. Lotte znają jednak wszyscy.

Lotte ma fast foody, sieć własnych hoteli oraz sklepów bezcłowych w Korei

– To ogromna firma, która po pół wieku wciąż jest w rękach Shigemitsu. To nadal rodzinny interes, choć jego założyciel po 61 latach w czerwcu 2009 roku zdecydował się oddać stery w firmie w młodsze ręce – mówi nam jeden z japońskich biznesmenów działających w Polsce.

Prezesem Lotte został sześćdziesięciolatek Takayuki Tsukuda. Takeo nie zrezygnował jednak z władzy – został szefem rady nadzorczej koncernu.

Choć Lotte rozkwitła dzięki produkcji słodyczy i działalności w segmencie spożywczym, mocno obecna jest także w turystyce, chemii, budownictwie i finansach. Działa na rynku mediów i rozrywki (posiada kluby do gry w kręgle, a także drużynę baseballową). Lotte ma fast foody, sieć własnych hoteli oraz sklepów bezcłowych w Korei.

– To gigantyczne centra handlowe, działające jednak nie na lotniskach, ale w środku miast. Dokonane tam zakupy odbiera się na lotnisku, przy wyjeździe z Korei – mówi biznesmen od wielu lat współpracujący z Koreańczykami.

Do tej pory Lotte koncentrowała się na rynkach azjatyckich, ale ambicje Shigemitsu są większe. To dlatego najpierw zainwestował w Rosji, potem w USA, a teraz zdecydował się na wejście do Polski. Kupno Wedla to pierwszy krok do ekspansji koncernu w Europie.