Zdaniem Tomasza Manowca, analityka z Banku BGŻ, pijalnie czekolady Wedla to łakomy kąsek dla producentów. Przede wszystkim dlatego, że są w bardzo dobrych lokalizacjach. Wawel mógłby więc zyskać na tej transakcji. Pozwoliłaby mu ona podwoić liczbę punktów, których obecnie ma 13. Do Wedla należy natomiast 14 pijalni. A warto dodać, że rozwój spółki Wawel w ostatnim czasie nieco zwolnił, bo wiele lokalizacji okazało się nietrafionych.

Sam Wawel deklaruje brak zainteresowania przejmowaniem istniejących salonów Wedla. – Postawiliśmy na rozwój organiczny, chcemy się rozwijać we własnym tempie i w wybranych przez nas lokalizacjach – tłumaczy Katarzyna Kierach, dyrektor marketingu firmy Wawel.

Eksperci podkreślają jednak, że wszystko zależy od ceny, za jaką zostaną wystawione pijalnie Wedla.

Cały Wedel został wystawiony na sprzedaż, po tym jak na początku roku Kraft Foods kupił brytyjską firmę Cadbury, obecnego właściciela polskiego producenta czekolady.

Wśród potencjalnych kupców wymienia się amerykańską firmę Hershey i Jutrzenkę. Ta ostatnia odmawia jednak komentarza, co zrobi z pijalniami Wedla.

Chęć zakupu Wedla potwierdziło też kilku inwestorów finansowych. Ci z kolei mogą chcieć rozwijać markę we wszystkich segmentach, w których jest obecna.

– Szczególnie że jest to działalność rentowna, bo pozwala generować wyższe marże na swoich własnych produktach niż te osiągane w sieciach handlowych. Do tego własne sklepy to idealna forma promocji dla marki – dodaje Tomasz Manowiec.

Nic więc dziwnego, że zarówno Wawel, jak i Wedel deklarują chęć dalszego rozwoju tych punktów.

Wawel ma w planach uruchomienie do końca roku dwóch, trzech salonów firmowych. W kolejnym roku mają powstać następne.

Na rynku pijalni czekolady działa jeszcze Blikle oraz sieć Belgian Chocolate Club, które mają po kilka placówek. Obie także deklarują chęć dalszego rozwoju.