Urzędnicy są wynagradzani za przychodzenie do pracy, a nie za jej jakość i terminowość. A ich niekompetencja spowalnia wzrost gospodarki, zniechęca do inwestowania, powoduje utratę zaufania do państwa.
Publikacja: 24 maja 2010, 03:00 Aktualizacja: 24 maja 2010, 12:28
Głównie z powodu opieszałości i wrogiego nastawienia urzędnicy nie cieszą się dobrą opinią. Trudno też ich szukać w rankingach zaufania publicznego. A to właśnie od nich zależy, jak szybko można założyć firmę, zarejestrować samochód, otrzymać pozwolenie na budowę czy zgodę na umorzenie podatku. Mają też ogromny wpływ na to, jak wygląda sytuacja w naszej okolicy – odpowiadają np. za budowę kanalizacji, dróg, rozwój infrastruktury czy pozyskiwanie środków z UE.
Szef prywatnej firmy słabych pracowników po prostu zwalnia. Niestety takie mechanizmy nie działają w większości urzędów, gdzie często o zatrudnieniu decydują znajomości, a nie kompetencje. Co więcej, urzędników przed zwolnieniem chronią przepisy.
Konieczne są więc głębokie reformy w administracji publicznej. Zmiany powinny rozpocząć się od naboru, dotykać systemu wynagradzania oraz kontroli i motywacji do wykonywanych zadań. Więcej spraw powinno się też załatwiać przez internet.
Teoretycznie urzędnicy powinni być przyjmowani do pracy po przeprowadzeniu otwartego konkursu. Ma to gwarantować, że pracują najlepsi. Najczęściej niewiele ma to wspólnego z rzeczywistością.
Na przykład w gminach można tak skonstruować ogłoszenie o naborze, że tylko wąskie grono kandydatów będzie mogło do niego przystąpić.
– W samorządach bardzo często są ustawiane konkursy pod konkretne i nieprzygotowane do pracy osoby, a wójt nie ponosi żadnych konsekwencji – mówi Stefan Płażek z Katedry Prawa Samorządu Terytorialnego Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Dodaje, że tego typu działania wpływają na jakość i terminowość prac urzędu.
Nieco lepiej jest w administracji rządowej, gdzie część urzędników jest zatrudnianych na podstawie ustawy o służbie cywilnej. Tam kandydaci mają możliwość od wyników naboru odwołać się do sądu pracy. Konkurs może zostać powtórzony, jeśli zostaną wykazane nieprawidłowości. Jednak w praktyce często te przepisy są omijane. Na przykład znajomy urzędnika rozpoczyna pracę na umowę-zlecenie, a później pod jego kompetencje i posiadane wykształcenie przygotowywany jest nabór. To powoduje, że nie decydują kompetencje, ale znajomości. A tracą na tym instytucje czy ludzie obsługiwani przez dany urząd.
Całkowicie bez kontroli są zatrudniani pozostali urzędnicy. W sumie ponad 300 tys. osób, np. pracownicy urzędów państwowych. Tam zasady ich zatrudniania są określane w dowolny sposób. Często decyduje rekomendacja znajomego.
Jeśli więc do tej pory nie udało się uporać z nepotyzmem w urzędach, warto rozważyć wprowadzenie tam więcej rozwiązań rynkowych. Dyrektor generalny i szef urzędu swobodniej decydowaliby o zatrudnianych osobach. A jeśli mimo to urząd funkcjonowałby źle, ponosiliby za to odpowiedzialność.
źródło:
Dziennik Gazeta Prawna
1: taka jest prawda z IP: 83.10.189.* (2010-05-24 07:04)
i to jestten cud który obiecywał Tusk.. haha
no i jest to oczywiście "sukces" Palikota i jego komisji Przyjazne Panstwo (Palikot osobiście nie ma zcasu na uczciwą prace posła, jest zajęsty ubliżaniem Kaczyńskiemu)
2: n z IP: 213.25.175.* (2010-05-24 08:20)
Powinna wejsc e-administracja i dobre rozwiazania.
3: n z IP: 83.10.189.* (2010-05-24 08:24)
no i PO trzeba wyrzucić od rządzeia
4: Praktyk z IP: 193.24.14.* (2010-05-24 10:08)
Ten artykuł to kompromitacja redakcji i autora!
Zamiast konkretnych informacji - wyników badań, diagnoz (powszechnie i ogólnie dostępnych z wielu źródeł - OBOP, MSWiA, KPRM-DSC, GUS etc.), wali się stereotypami do ludzi chyba tylko po to aby te stereotyp utrwalać. Ja dwa tygodnie temu rejestrowałem samochód - trwało to max. 20 min. (pytanie np. ile czasu trwa otrzymanie pożyczki z banku - ale nie takiej na dowód gdzie RRSO to 45%?).
Dalej w tekście "Z kolei urzędnik mianowany w służbie cywilnej może być zwolniony tylko w wyjątkowych sytuacjach, m.in. gdy likwidują urząd" - dla niewtajemniczonych - jeśli cała administracja to 700 tys. - to warto przypomnieć że urzędników mianowanych (głównie w ministerstwach i urzędach skarbowych) mamy w Polsce ledwie 6 tysięcy - to mniej niż 1% ogółu!!! Ci ludzie to wybijający się pracownicy - musieli zdobyć wymagane kwalifikacje, zdać trudny 2 etapowy egzamin państwowy, znać obligatoryjnie min. 1 obcy język (młodzi często znają 2-3) itd. Gwarancje zatrudnienia dla nich – to gwarancja że nie będą wykonywać wszystkich nawet najbardziej absurdalnych poleceń polityków bez wyobraźni którym często muszą tłumaczyć o co chodzi… Jeśli z takim trudem Polsce od ponad 10 lat idzie wykształcenie profesjonalnych urzędników – to bajanie o gwarancjach zatrudnienia jest śmieszne. Tak naprawdę problemem jest trwający od wielu lat proces negatywnej selekcji kadr w urzędach, szkołach etc. Zwolnić zawsze można, to łatwe – ale jak zastąpić (złego – w domyśle) urzędnika lepszym płacąc mu tyle samo i proponując rozwój zawodowy kończący się z chwilą przyjęcia na stanowisko…
I jeszcze jedno, proszę mi wyjaśnić jakie to przepisy „chronią urzędników przed zwolnieniem”. Jeśli autor miał na myśli Kodeks pracy – to powtórzę tylko ten art. to kompromitacja gazety i autora.
5: Klemens z IP: 193.19.165.* (2010-05-24 11:23)
Praktyku,ja wyrabiam /ciągle/ nowy dowód rejestracyjny bo w starym skończyły sie rubryki.Niesłychana jak na 21 wiek biurokracja i naciąganie klienta na różnorakie koszty nie tylko administracyjne.Musiłałem pobrać dowód tymczasowy i orzynosić tablice rejestracyjne do urzędu,zniszczyć ramku,kupić nowe i tp.Nie chrzań zatem o dobrych rozwiązaniach.Nie winię urzędników ale potworny system biurokracji.Pan Palikot zajęty jest rozwalaniem PO a nie poprawianiem przepisów.Początkowo tez dałem się nabrać na jego zapewnienia.
Pracowników administracji od 20 lat nikt nie szkoli w podstawowym kierunku,czyli jak ulepszać i ułatwiać życie obywatelom.Oni mają służyć państwu,wojewodzie,marszałkowi,staroście burmistrzowi prezydentowi miasta,wójtowi,sołtysowi i urzędowi.Dla obywatela /petenta/ brakło miejsca w elementarzu zadań.I mamy tak od lat.Inercja.
6: @ Klemens z IP: 95.48.163.* (2010-05-24 11:44)
Ryba psuje się od głowy - to parlament czyli tacy jak ty stanowią prawo, które potem urzędnik ma stosować. A prawo jest psute na zamówienie lobbystów bo ktoś w mętnej wodzie łowi sobie grube ryby. I drugie - skąd wziąć do urzędów samych zdolnych ludzi ? Jakich pracowników można mieć za 1200 zł na rękę ? Zdolni dostają pracę za duże pieniądze w biznesie, do urzędów trafia drugi sort. Albo i trzeci czyli krewni radnych, nieudacznicy z poparciem partyjnym itp. mianowańcy którym praca w urzędzie uratowała życie.
7: MR z IP: 79.188.243.* (2010-05-24 12:29)
A sprawni umysłowo inaczej żurnaliści, piszą bzdury, powielając jedynie stereotypy. Tej gazety naprawdę nie da się czytać. Na szczęście prenumerata tylko do końca roku, a później powrót do rzepy bo przy DGP do wzór obiektywizmu i rzetelności dziennikarskiej.
8: bulba z IP: 83.21.81.* (2010-05-24 12:44)
"Propagandowa walka rządu z biurokracją "
Już pisał o patologiach Jacek Kowalczyk Puls Biznesu, pb.pl,09.10.2009
Mianowanie w służbie cywilnej przeradza się w patologię i nikt nie zamierza z nią walczyć. Oszczędności na administracji są czystą fikcją.
9: naród wie z IP: 83.21.169.* (2010-05-24 14:30)
a co na to PO z Palikotem i jego komisją "Przyjazne Panstwo"?
Znowu PO oszukuje?
Zaopewne Palikot nie ma czasu na prace w Sejmie, bo zajmuje sie opluwaniem Kaczynskiego.
10: Benek z IP: 109.243.178.* (2010-05-25 21:16)
Ten artykuł jak najbardziej oddaje prawdę o polskich urzędach. Po pierwsze liczy się opcja polityczna by "swoim" dać pracę, potem tzw. kompetencje, czyli najlepiej zatrudnić człowieka który przygotuje projekt unijny za 10 mln zł i dać mu tysiąc miesięcznie bo jest nowy. A jak idą wybory to pozwalniać wszystkich "niepokornych" z obcych opcji, potem będziemy się martwić. Tak postępuje wiekszość gmin i powiatów w Polsce od Legionowa, przez Grodzisk Maz. po Warszawę. Ktoś mógł by pomyśleć że źle zarządzane gminy powinny w sposób naturalny się "wykruszyć". Problem jednak w tym że ich jest większość i przy totalnej miernocie nawet gminy gdzie nic się nie robi mogą zabłyszczeć. A naród uwierzy że to duży sukces zrealizować mały projekt unijny i zagłosuje na miernotę rez jeszcze.

Resort transportu dopina drogową układankę. DGP dotarł do harmonogramu otwarć czterech kolejnych odcinków. Kierowcy mogą od wczoraj jeździć 7-kilometrowym odcinkiem autostrady A2 najbliżej Warszawy – między Konotopą a Pruszkowem. To odcinek E Budimeksu – pierwszy z pięciu budowanych na 91-kilometrowej trasie Łódź–Warszawa.








