Gazprom, który jest właścicielem złóż jamalskich, większościowym współwłaścicielem sztokmańskich, a do tego głównym udziałowcem projektu Nord Stream, oficjalnie tego jeszcze nie powiedział. Rosyjski koncern daje jednak do zrozumienia, że nie ma co liczyć, by surowiec ze złóż na Morzu Barentsa trafił do gazociągu, który po dnie Bałtyku połączy rosyjski Vyborg z niemieckim Greifswaldem. Gazowy gigant konsekwentnie bowiem odkłada decyzję o rozpoczęciu zagospodarowywania złóż Sztokman.

Decyzje później

Początkowo ich eksploatacja miała ruszyć w 2013 roku, teraz Gazprom mówi już o roku 2016, choć i ten termin nie jest pewny. Premier Władimir Putin zapowiedział, że decyzja o inwestycji nie zostanie podjęta w tym roku, jak planowano, ale dopiero na wiosnę 2011 r. Analitycy są przekonani, że faktyczne uruchomienie produkcji może nastąpić najwcześniej po roku 2020.

Tymczasem pierwsza nitka Nord Streamu zostanie uruchomiona pod koniec przyszłego roku, kolejna – w 2012 roku. Złoża Sztokman – wedle dotychczasowych zapewnień Rosjan – miały być źródłem zaopatrzenia tej drugiej nitki (miało nią płynąć 27,5 mld m sześc. gazu rocznie). Zawieszenie projektu Sztokman sprawia jednak, że nie ma szans, by w najbliższych latach gaz z tych złóż popłynął do Niemiec. Nord Streamem popłynie zatem surowiec z Jamału.

To gaz z tego samego źródła, z którego Gazprom dostarcza go do Polski. Część ekspertów obawia się, że bez dodatkowych inwestycji w rozbudowę produkcji na złożach jamalskich, a te szacuje się nawet na ponad 100 mld dol., może w efekcie zabraknąć wystarczającej ilości paliwa dla gazociągu jamalskiego i Nord Streamu (w sumie będą one bowiem potrzebować niemal 90 mld m sześc. gazu rocznie).