Kilkadziesiąt firm dyktuje dużym sieciom handlowym warunki sprzedaży.
Publikacja: 22 marca 2010, 08:13 Aktualizacja: 22 marca 2010, 13:49
Przedstawiciel Carrefoura, jednej z największych w Polsce sieci hipermarketów, musiał być bardzo zaskoczony, kiedy chciał zaostrzyć warunki współpracy z Okręgową Spółdzielnią Mleczarską Piątnica. Lider rynku serków wiejskich nie tylko odrzucił warunki, ale natychmiast wycofał swoje produkty z francuskiej sieci. Przerwa w dostawach nie trwała długo. Popularne wśród klientów serki z Piątnicy wróciły do sieci zaledwie po trzech tygodniach. Carrefour musiał ustąpić, zrezygnować z roszczeń i przyjąć warunki podyktowane przez polskiego producenta.
Dotychczas najczęściej słyszeliśmy historie o wyzysku i dyktaturze supermarketów. Ostatnio pojawia się więcej historii jak ta z Carrefourem. Producenci kontrolujący rynek zmuszają sieci do dzielenia się zyskami i gwarantowania uprzywilejowanego miejsca w sklepie. Tracą na tym firmy dostarczające towary pod słabszymi markami. Sieci odbijają sobie bowiem na nich straty, dyktując im jeszcze wyższe ceny za dostęp do półek i tnąc marże. Dla klientów rywalizacja nie przekłada się na wyższe ceny czy gorszą obsługę. Przeciwnie, najwięksi dostawcy wykorzystują uprzywilejowaną pozycję i lepsze marże do promocyjnych obniżek cen.
– Potentaci potrafią zachować wyższe marże niż sklep – zauważa Renata Juszkiewicz, prezes Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji. Czterech przedstawicieli wielkich sieci, z którymi rozmawialiśmy, przyznało, że narzuty największych producentów wynoszą 30 – 40 proc., czyli dwa razy więcej niż profity sklepów. Dla porównania marże małych dostawców wynoszą maksymalnie 20 proc.
Im silniejszą pozycję ma producent na rynku, tym więcej może wynegocjować od sieci handlowej.
Prawdziwi potentaci mogą sobie pozwolić na przedstawienie takiej oferty, że sklepy ulegają ich dyktatowi. Bo nie przyciągną klientów, jeśli nie zaoferują produktów najbardziej znanych i najbardziej popularnych.
1: w34 z IP: 145.237.74.* (2010-03-22 09:56)
Artykuł sponsorowany, jest to reakcja na pewne wcześniejsze sygnały, że marże w sklepach są bardzo wysokie, a sieci narzucają warunki producentom.
"Nie określiłbym jeszcze naszej pozycji w negocjacjach jako dominującej, ale można już mówić o równouprawnieniu" a ta firma ma 45% rynku - to jest gigant, ma mówi tylko o "równouprawnieniu". Więc jaką pozycję mają mniejsze firmy.
" Kilkadziesiąt firm dyktuje..." Skąd oni taki bzdurny tytuł przepisali, chyba nawet nie z sufitu.
2: MrBean z IP: 89.231.121.* (2010-03-22 12:32)
Ach, nieszczęśliwe sieci supermarketów.
Ach, producenci je wykorzystują, bo nie dają się gnoić.
Nie wszyscy... Tylko najlepsi.
Piątnicę stać na własny sklep i różne Carrefoury doskonale o tym wiedzą.
Jęczą, bo partnerstwo jest dla nich nie do pomyślenia.
3: Boją się GŁUPICH POLITYKÓW, z IP: 89.78.51.* (2010-03-22 16:43)
Wiadomość została ukryta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
4: bija_mnie_niemcy z IP: 87.105.185.* (2010-03-23 00:45)
Wiadomość została ukryta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
5: Jerzy z IP: 83.29.69.* (2010-03-23 18:40)
Nie będę komentował jeżeli idiota z drugiej strony wszystkie komentarze usuwa.
6: przedsiembiorca z IP: 87.96.3.* (2011-03-14 17:46)
Władze i różnego rodzaju inspekcje/komisje zawszę są po stronie marketów. Stąd producenci tak, czy inaczej muszą sobie radzić.

Resort transportu dopina drogową układankę. DGP dotarł do harmonogramu otwarć czterech kolejnych odcinków. Kierowcy mogą od wczoraj jeździć 7-kilometrowym odcinkiem autostrady A2 najbliżej Warszawy – między Konotopą a Pruszkowem. To odcinek E Budimeksu – pierwszy z pięciu budowanych na 91-kilometrowej trasie Łódź–Warszawa.







