"Złożyłem dziś deklarację (...), że w żadnym wypadku w żadnym z miast wojewódzkich zdolności do reagowania kryzysowego nie będą w wyniku tej reformy narażone na szwank" - powiedział minister podczas konferencji prasowej po spotkaniu z wojewodą i przedstawicielami śląskich miast.

Minister Klich przekonywał, że planowana reforma armii, która ma się zakończyć w 2012 r., zmieni oblicze wojska. Ma sprawić, że będzie ono bardziej mobilne, tańsze, mniej zbiurokratyzowane, lepiej przystosowane do warunków współczesnego pola walki i będzie miało większe zdolności bojowe - wyliczał.

Reforma oznacza także zmianę struktur administracyjnych. W ramach programu zostanie zlikwidowana co trzecia wojskowa komenda uzupełnień - ze 123 zostanie około 80. Planowane zmiany budzą obawy polityków i samorządowców.

Posłowie i regionalni działacze z wielu miast piszą do resortu obrony wnioski w sprawie pozostawienia WKU na ich terenie. Takie pismo Klich dostał także w sprawie WKU w Chorzowie, obsługującego cztery śląskie miasta. Po środowym spotkaniu obiecał, że przeanalizuje tę sprawę.

Zreformowany ma być także inny segment wojskowej administracji - wojewódzkie sztaby wojskowe. Z obecnych 16 sztabów zostaną zachowane cztery regionalne sztaby.

"Ale też zapewniłem dzisiaj wojewodę śląskiego o tym, że w żadnym z miast wojewódzkich, w których będą likwidowane wojewódzkie sztaby wojskowe, nie będzie zlikwidowana komórka zajmująca się zarządzaniem kryzysowym" - oświadczył Klich.

Sprecyzował, że w tych miejscowościach, gdzie zostaną zlikwidowane wojewódzkie sztaby, pozostaną przedstawicielstwa regionalnych sztabów.

"Zadaniem dla wojska jest nie tylko udział w ewentualnej - oby nigdy do niej nie doszło - operacji obronnej, nie tylko udział w misjach ekspedycyjnych np. Afganistanie, ale także udział w reagowaniu kryzysowym w przypadku katastrof i klęsk żywiołowych na terenie naszego kraju" - podkreślił Klich.

Podczas konferencji prasowej szef resortu obrony mówił też o dwóch ważnych w polskim przemyśle obronnym śląskich zakładach - Bumarze Łabędy i Wojskowych Zakładach Mechanicznych w Siemianowicach Śląskich.

Jak mówił, współpraca obu tych zakładów musi być lepsza, bo od tego zależy przyszłość polskiego "znaku firmowego" w świecie, czyli transportera Rosomak. "Bez dobrej współpracy pomiędzy Bumarem Łabędy a Siemianowicami Śląskimi ten program Rosomaka nie będzie szedł dobrze" - zaznaczył Klich.

Minister poinformował, że rozważane są różne warianty poprawy relacji. Jeden z nich przewiduje włączenie WZM do grupy Bumar, drugi - zachowanie autonomii obu podmiotów. Chodzi o to, by każdego roku wojsko dostawało taką liczbę Rosomaków, jaką uzgodniono w programie wieloletnim - wskazał minister.