Wszystko wskazuje na to, że w I kwartale tego roku mieliśmy wzrost gospodarczy na poziomie 0,8 proc. Taka jest średnia z prognoz ekonomistów największych polskich banków.

PKB nadal jest na plusie z dwóch powodów. Pierwszy to konsumpcja prywatna, która zachowuje przyzwoitą, jak na dzisiejsze czasy, około 3-proc. dynamikę. Drugi to najprawdopodobniej dodatni wkład tzw. eksportu netto. Co prawda wartość eksportu w pierwszych miesiącach roku drastycznie spadła, ale spadek importu był równie duży.

Konsumpcja ciągnie PKB

Ekonomiści, z którymi rozmawialiśmy, uważają, że prognozy Komisji Europejskiej, która zakłada wyhamowane dynamiki konsumpcji do 0,6 proc. w całym roku, są mocno przesadzone.

– Miesięczne dane o sprzedaży detalicznej wskazują co prawda na wyhamowanie konsumpcji, ale następuje to stopniowo. W I kwartale była ona jeszcze relatywnie silna, wzrosła o około 3,8 proc. rok do roku – mówi Maja Goettig, główna ekonomistka Banku BPH.

– Prognoza KE wydaje się bardzo pesymistyczna. Żeby miała się spełnić, to w którymś z kwartałów musiałaby być ujemna dynamika konsumpcji. Nawet w bardzo trudnym roku 2001 nie było takiego przypadku, konsumpcja zwolniła wtedy jedynie do 1,6 proc. – dodaje ekonomistka Banku BPH.

Zdaniem Arkadiusza Krześniaka z Deutsche Banku relatywnie dobry wynik spożycia indywidualnego w I kwartale tego roku to efekt utrzymywania się dobrej dynamiki wzrostu wynagrodzeń.

– To nam częściowo rekompensowało spadek zatrudnienia – mówi Arkadiusz Krześniak.

Tomasz Kaczor z Banku Gospodarstwa Krajowego dodaje, że na znaczeniu zyskuje też konsumpcja sektora publicznego.

– Samorządy aktywniej wydają środki, stąd nasza nadzieja, że również konsumpcja publiczna wzrosła w I kwartale – mówi ekonomista BGK.

Za wzrostem PKB stoi też nieco lepszy, niż się spodziewano, bilans w handlu zagranicznym.

– Dotychczasowe wyniki handlu zagranicznego pokazują, że mogła być dodatnia kontrybucja eksportu do PKB. To ze względu na duży spadek importu w I kwartale. Deficyt handlowy okazał się nieco mniejszy, niż zakładaliśmy – mówi Grzegorz Maliszewski z Millennium.

– Poza tym osłabienie złotego częściowo niwelowało spadek popytu zagranicznego – dodaje Arkadiusz Krześniak.

Inwestycje raczej spadły

Ekonomiści, z którymi rozmawialiśmy, wskazują, że największą niewiadomą przy szacowaniu tempa wzrostu są inwestycje. Większość prognoz zakłada ich kilkuprocentowy spadek. Nasi rozmówcy uważają, że względnie dobrze poradzi sobie sektor budowlany, który kontynuuje inwestycje rozpoczęte jeszcze w ubiegłym roku. Natomiast gorzej niż w ubiegłym roku wyglądają wydatki inwestycyjne w przedsiębiorstwach.

– Nie ma cząstkowych danych, ale badania koniunktury NBP wskazują, że np. inwestycje w maszyny i urządzenia były czynnikiem, który mógł negatywnie wpłynąć na wyniki I kwartału. Szacujemy spadek inwestycji o 5,9 proc. – mówi Grzegorz Maliszewski.

– Inwestycje spadną, ale będzie to dotyczyło przede wszystkim prywatnych przedsiębiorstw. W sumie ten spadek może wynieść 3–3,5 proc. w I kwartale – ocenia Dariusz Winek, główny ekonomista BGŻ.

Podobnej skali spodziewają się także analitycy BGK. Ich zdaniem w całym roku inwestycje mogą się zmniejszyć o około 3,3 proc. – i będzie to dobry wynik na tle kilkunastoprocentowych spadków w Europie. Spadku o 4,2 proc. oczekują natomiast eksperci Invest Banku. Największymi pesymistami są ekonomiści Raiffeisen Banku.

– W ostatnich dwóch kwartałach to właśnie dane o inwestycjach zaskakiwały najbardziej. My spodziewamy się spadku o 5 proc. w I kwartale i około 10 proc. w całym roku – mówi Marta Petka z Raiffeisen Banku.