Skala strat zależy od tego, ile i jakie aktywa straciły na wartości. Problem polega na tym, że w systemie naczyń połączonych, jakim jest rynek finansowy, „toksyczność” papierów może się stopniowo przenosić na kolejne instytucje i segmenty.

Jak na razie wiemy, że obligacje, które były sposobem pożyczania pieniędzy GetBackowi, takimi toksycznymi papierami są. Nie wiemy jednak, czy wszystkie i w jakim stopniu – a to dlatego, że nadal jest szansa, że GetBack część pieniędzy zwróci. Ale pojawia się pytanie, ile warte były właściwe aktywa GetBacku – czyli portfel wierzytelności. Jak duża część firm mających zbliżony model biznesowy ma podobne, niezarabiające wierzytelności. Jak i ile różne instytucje finansowe w GetBack zainwestowały, ile pieniędzy mu pożyczyły. W sytuacji niepewności każda sugestia, że jakaś instytucja z GetBackiem współpracowała, powoduje falę strachu. Klienci umarzają jednostki uczestnictwa w funduszach, mogą wycofywać pieniądze z niektórych banków. Jeżeli to będzie się odbywać w dużej skali, może zmuszać te instytucje, by sprzedawały kolejne aktywa – nawet te z GetBackiem niezwiązane – po to, by uzyskać gotówkę dla swoich klientów. Taka podaż, zmieniająca się w fale paniki, może jeszcze bardziej rozprzestrzenić „toksyczną truciznę”.

Na rynkach finansowych takie mechanizmy występowały, by im zapobiec, trzeba wspólnej reakcji uczestników i nadzoru. Czy ma być to deklaracja zapewniania płynności, wsparcia czy inny sygnał uspokajający nastroje, pozostaje kwestią otwartą. Na pewno nie jest nią podgrzewanie atmosfery kolejnymi aresztowaniami, kontrolowanymi przeciekami, które mają uderzyć w politycznych przeciwników, czy puszczanymi na rynek plotkami.