„Miarka się przebrała”. „Nie da się skutecznie walczyć z patologią, jeśli inspekcja musi zapowiadać kontrolę z wielodniowym wyprzedzeniem”. To wypowiedzi premiera Mateusza Morawieckiego sprzed kilkunastu dni, gdy prezentował zarys zmian w ustawach o inspekcji ochrony środowiska (IOŚ) oraz o odpadach. Procedowane właśnie w Sejmie projekty mają dać odpór mafii śmieciowej, odpowiedzialnej za wiele pożarów na wysypiskach.

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

„Funkcjonujący obecnie system zakłada konieczność powiadomienia przedsiębiorcy z siedmiodniowym wyprzedzeniem o zamiarze przeprowadzenia kontroli, co negatywnie przekłada się na wyniki jej przeprowadzenia” – czytamy w rządowym projekcie nowelizacji.

Przewiduje on, że części postanowień Konstytucji biznesu do inspekcji ochrony środowiska nie będzie się stosowało. W tym najważniejszego zawartego w art. 48 ustawy – Prawo przedsiębiorców (Dz.U. z 2018 r. poz. 646). Zgodnie z ust. 1 organ kontroli zawiadamia przedsiębiorcę o zamiarze jej wszczęcia. Ustęp 2 precyzuje, że kontrolę wszczyna się nie wcześniej niż po upływie siedmiu dni i nie później niż przed upływem 30 dni od dnia doręczenia takiego zawiadomienia.

Min. Morawiecki przeciw

Resort środowiska od lat (analogiczne rozwiązanie dotyczące zawiadamiania o kontrolach znajdowało się w uchylonej ustawie o swobodzie działalności gospodarczej) przekonywał, że obowiązek zawiadamiania unicestwia większość działań inspekcji ochrony środowiska. Ostatni raz: kilka miesięcy temu. Gdy wydawało się już, że resort zarządzany wówczas przez Jana Szyszkę dopnie swego, na drodze stanął... Mateusz Morawiecki.

„Rozwiązanie polegające na prostym poszerzaniu katalogu wyjątków od art. 79 ust. 1 ustawy o swobodzie działalności gospodarczej [odpowiednik obecnego art. 48 prawa przedsiębiorców – red.] mogłoby być nieproporcjonalne do celu, jakim jest zapewnienie wystarczającej ochrony interesu publicznego przy jednoczesnym poszanowaniu zasady wolności działalności gospodarczej” – stwierdził w imieniu obecnego premiera wiceminister rozwoju (obecnie wiceminister przedsiębiorczości) Mariusz Haładyj. Przypomniał, że przecież już teraz są wyjątki od reguły zawiadamiania o kontroli. Jeśli inspektorzy stwierdzą poważne zagrożenie dla środowiska naturalnego – mogą wejść do firmy bez uprzedzenia. Od początku 2017 r. organy kontroli, jeśli chcą pobrać próbki lub dokonać pomiarów, mogą przystąpić do tych czynności jednocześnie z doręczeniem zawiadomienia o wszczęciu kontroli. W praktyce więc – bez zapowiedzi. Tyle że obecność kontrolujących na terenie firmy nie trwa wtedy dłużej niż dobę. Standardowa kontrola zaś potrafi trwać ponad miesiąc.

W skrócie: resort zarządzany przez Mateusza Morawieckiego uważał, że przepisy, które chce teraz wprowadzić Mateusz Morawiecki, wcale nie pomogą inspektorom, utrudnią zaś życie przedsiębiorcom działającym w branży środowiskowej.

Argumenty za i przeciw

Eksperci mają mieszane uczucia. Część z nich podkreśla, że wyłączenie inspekcji ochrony środowiska spod zakresu kluczowych przepisów Konstytucji biznesu pokazuje słabość samej konstytucji. A także niewiele da, bo – jak przekonywał resort rozwoju (przedsiębiorczości) – już teraz w nagłych przypadkach można było przeprowadzić kontrolę. Na tym stanowisku stoi choćby Konfederacja Lewiatan.

Niektórzy prawnicy jednak uważają, że trudno wymagać skuteczności od inspekcji ochrony środowiska, skoro nie dajemy jej odpowiednich narzędzi.

– Ochrona środowiska powinna być traktowana co najmniej tak samo priorytetowo jak ochrona konsumentów czy konkurencji. W tych sprawach przepisy dotyczące kontroli są wyłączone. Środowisko nie może być mniej chronione niż prawa konsumentów – podkreśla adwokat Mikołaj Ostrowski, partner zarządzający w kancelarii OWIW Legal. Zaznacza przy tym, że i tak najwięcej zależy nie od przepisów, lecz od tego, w jaki sposób będą one egzekwowane przez inspektorów. W wypadku biernej postawy tych funkcjonariuszy wobec nieuczciwych podmiotów – zdaniem mec. Ostrowskiego – żadne zmiany w prawie nie pozwolą na zapewnienie bezpieczeństwa środowisku.

– Inspektorzy powinni z jednej strony monitorować sytuację i bezzwłocznie reagować na poważne naruszenia przepisów. Z drugiej zaś – uczciwych przedsiębiorców traktować po partnersku. A drobne uchybienia proceduralne, które nie mają wpływu na poziom zanieczyszczenia środowiska, powinny być kończone pouczeniem – podkreśla Mikołaj Ostrowski.

Nowa ustawa zostanie uchwalona zapewne jeszcze dziś. Ma wejść w życie – zgodnie z pierwotnym projektem – od początku 2019 r. Upoważnieni do kontroli inspektorzy będą mogli poruszać się po terenie nieruchomości i znajdujących się na niej obiektów bez przeszkód, a w czynnościach kontrolnych wykorzystywać nawet drony.

opinia

Istnieje realne niebezpieczeństwo, że prawo przedsiębiorców stanie się aktem martwym

Proponowane zmiany dotyczące zasad pozaplanowanych kontroli stanowią regulację szczególną względem regulacji ogólnych zawartych w prawie przedsiębiorców. Oczywiście ustawodawca ma możliwość wprowadzania tego typu rozwiązań, jednak powinny być one wyjątkowo dokładnie przeanalizowane i uzasadnione.

W przeciwnym wypadku istnieje realne niebezpieczeństwo, iż prawo przedsiębiorców stanie się aktem martwym. Możliwość stosowania ewentualnych rozwiązań szczegółowych powinna być uzależniona od precyzyjnie sformułowanych przepisów, pozostawiających jak najmniej uznania organom kontrolującym. Tymczasem kontrole pozaplanowe – pozwalające na odstąpienie od części przepisów ogólnych zawartych w prawie przedsiębiorców – będą możliwe w związku z rozpatrywaniem skarg i interwencji dotyczących zanieczyszczenia środowiska lub podejrzenia wystąpienia takiego zanieczyszczenia, wystąpienia poważnych awarii lub w celu przeciwdziałania popełnieniu przestępstwa lub wykroczenia. Skargi takie może składać każdy bez względu na posiadanie w tym zakresie interesu prawnego czy faktycznego. Należy w związku z tym liczyć się z ryzykiem, iż tego typu instrumenty prawne mogą stać się elementem nieuczciwych działań konkurencyjnych.

Etap legislacyjny

Projekt w Sejmie