statystyki

Taryfami celnymi ku katastrofie. I to nie tylko za Trumpa

autor: Andrzej Krajewski06.04.2018, 07:04; Aktualizacja: 08.04.2018, 12:23
Podwojono taryfy celne na zboże i masło. Pierwszy raz nałożono cło na kiszoną kapustę. Pośród niewielu dóbr wolnych od opłat celnych pozostały – co dość niezwykłe – pijawki i szkielety (być może jako polityczny »napiwek« dla Amerykańskiego Towarzystwa Medycznego, jednakże cierpko odebrany)” – pisze Lawrence W. Reed w książce „Wielkie mity Wielkiego Kryzysu”

Podwojono taryfy celne na zboże i masło. Pierwszy raz nałożono cło na kiszoną kapustę. Pośród niewielu dóbr wolnych od opłat celnych pozostały – co dość niezwykłe – pijawki i szkielety (być może jako polityczny »napiwek« dla Amerykańskiego Towarzystwa Medycznego, jednakże cierpko odebrany)” – pisze Lawrence W. Reed w książce „Wielkie mity Wielkiego Kryzysu”źródło: ShutterStock

Wprawdzie wojna celna podczas Wielkiego Kryzysu wysadziła w powietrze światową gospodarkę i zrujnowała Stany Zjednoczone, lecz republikanie mogli przynajmniej powiedzieć, że dotrzymują wyborczych obietnic.

Podczas kampanii wyborczej Donald Trump obiecał mieszkańcom pasa rdzy, że za jego prezydentury wrócą czasy świetności w niegdyś tętniących życiem przemysłowych miastach. Dziś metropolie leżące wzdłuż Wielkich Jezior od stanu Illinois i Indiana po Pensylwanię wymierają. Wyprowadzanie produkcji przemysłowej do państw z tańszą siłą roboczą zaowocowało ubóstwem w regionach niegdyś budujących mocarstwo Stanów Zjednoczonych. Gdy liczne afery coraz mocniej pogrążają prezydenta Trumpa, on przypomniał sobie o wyborczych obietnicach. Ich realizację ułatwia mu artykuł 301 amerykańskiej ustawy o handlu z 1974 r., dający prezydentowi wolną rękę w nakładaniu karnych ceł na zagraniczne produkty. Inaczej więc niż w przypadku np. budowy muru na granicy z Meksykiem, nie musi liczyć się ze zdaniem Kongresu. Trump zaczął od wprowadzenia ceł na stal i aluminium, czym zaszokował m.in. kraje Unii Europejskiej, Kanadę i Meksyk. Jednak po mocnym uderzeniu zawiesił ich wejście w życie do 1 maja, dając tym szansę drugiej stronie na zaproponowanie korzystnych dla USA zmian. Wprawdzie premier Belgii Charles Michel stwierdził, że Trump „przystawił nam pistolet do głowy”, ale nie przekreśla to możliwości porozumienia.

Jeszcze bardziej napięte stały się relacje Waszyngtonu z Pekinem. W przypadku Chin prezydent USA zamierza wymusić zmniejszenie rekordowego deficytu handlowego jego kraju. W zeszłym roku wyniósł on aż 375 mld dol. Jak ogłosił w tym tygodniu Biały Dom, oprócz stali i aluminium prezydent postanowił więc objąć nowymi cłami aż 1,3 tys. chińskich produktów, których eksport do USA przynosi Państwu Środka ok. 50 mld dol. rocznie. Najboleśniej Pekin odczuje karne cła na urządzenia zaawansowane technologicznie. Chiny już odpowiedziały karnymi taryfami, obejmującymi 128 amerykańskich produktów, m.in.: owoce, wina i wieprzowinę. Na razie to drobiazgi, lecz ostatnia ze światowych wojen handlowych też zaczęła się od drobnych kłopotów amerykańskich farmerów.

Problemy urojone

W czasie kampanii wyborczej 1928 r. Partia Demokratyczna, marząca o odebraniu władzy z rąk republikanów, wysunęła pod ich adresem zarzut, że w USA nadal jest zbyt wysokie bezrobocie. Po dekadzie prosperity, gdy społeczeństwo sukcesywnie się bogaciło, owo oskarżenie uznano w Partii Republikańskiej za wyjątkowo bolesną niesprawiedliwość. Stopa bezrobocia w Ameryce wzrosła bowiem z ok. 3 proc. do niecałych 3,5 proc. Mimo to republikanie postanowili zdecydowanie zareagować. Kierunek działań wskazał im wówczas członek senackiej komisji finansowej Reed Smoot.


Pozostało jeszcze 85% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Polecane

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane