Economicus 2017, siódma edycja konkursu dla najlepszych książek ekonomiczno-biznesowych na naszym rynku wydawniczym, zmierza w kierunku rozstrzygnięcia. Dziś prezentujemy publikacje nominowane w kategorii książka promująca wiedzę ekonomiczną napisana przez polskiego autora. Oto dziesiątka naszym zdaniem najlepszych. Zwycięzcę poznamy 19 maja podczas uroczystej gali na Warszawskich Targach Książki.
ikona lupy />
Marek Belka, „Selfie”, Studio Emka, Warszawa 2016 / Dziennik Gazeta Prawna
ikona lupy />
Grzegorz M. Malinowski, „Nierówności i wzrost gospodarczy. Sojusznicy czy wrogowie?”, PWN, Warszawa 2016 / Dziennik Gazeta Prawna
ikona lupy />
Michał Matys, „Grube ryby. Jak zarobili swój pierwszy miliard”, Wydawnictwo Agora, Warszawa 2017 / Dziennik Gazeta Prawna
ikona lupy />
Łukasz Drozda, „Uszlachetniając przestrzeń. Jak działa gentryfikacja i jak się ją mierzy”, Książka i Prasa, Warszawa 2017 / Dziennik Gazeta Prawna
ikona lupy />
Maciej Kisilowski, Izabela Kisilowska, „Administrategia. Jak osiągnąć sukces osobisty zarządzając w administracji publicznej”, Studio Emka, Warszawa 2016 / Dziennik Gazeta Prawna
ikona lupy />
Sergiusz Prokurat, „Praca 2.0. Nie ukryjesz się przed rewolucją rynku pracy”, Helion/OnePress, Gliwice 2017 / Dziennik Gazeta Prawna
ikona lupy />
Adam Cymer, Piotr Kuczyński, „Dość gry pozorów. Młodzi, macie głos(y)”, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2016 / Dziennik Gazeta Prawna
ikona lupy />
Stefan Kawalec, Ernest Pytlarczyk, „Paradoks euro. Jak wyjść z pułapki wspólnej waluty?”, Poltext, Warszawa 2016 / Dziennik Gazeta Prawna
ikona lupy />
Jarosław Urbański, „Społeczeństwo bez mięsa. Socjologiczne i ekonomiczne uwarunkowania wegetarianizmu”, Wydawnictwo A+, Poznań 2016 / Dziennik Gazeta Prawna
ikona lupy />
Grzegorz Konat, Tadeusz Smuga (red.), „Paradoksy ekonomii”, PWN, Warszawa 2016 / Dziennik Gazeta Prawna



Marek Belka to ponadprzeciętna osobowość w gronie polskich ekonomistów. Premier, minister finansów, prezes banku centralnego. Gdy w 2008 r. po Europie zaczął się rozlewać kryzys, to – będąc wówczas dyrektorem w MFW – negocjował pożyczki ratunkowe dla dotkniętych nim krajów. Właściwie każde wystąpienie publiczne byłego premiera jest wyraziste. A bywa, że mocno prowokacyjne. „Selfie” też takie jest. To lekko i dobrze napisana gawęda o kolejnych etapach jego kariery. Sporo tu anegdot i wspominek. A że życiorys bohatera bogaty, to i sporo ciekawych spostrzeżeń o gospodarce, polityce, kryzysach oraz społeczeństwie.
Ekonomista z Akademii Leona Koźmińskiego dokumentuje stan bardzo ważnej debaty na temat nierówności. I nie boi się wprost napisać, że im ich więcej, tym rozwój gospodarki wolniejszy. Zagraniczny czytelnik mógłby to uznać za truizm. Ale w Polsce przez minione ćwierćwiecze mieliśmy klimat, w którym nierówności uznawano za pożądane, bo pobudzające do przedsiębiorczości. Na tym tle praca Malinowskiego jest bardzo istotna. Ważne jest też wprowadzenie przez autora tzw. indeksu Janka Muzykanta. Malinowski stworzył go, „zbierając” wiele ekonomicznych wskaźników (długość życia, wydatki rozwojowe, edukacja itp.). Pozwalają one odpowiedzieć na pytanie, w których krajach taki Janko Muzykant miałby dziś największe szanse się przebić, a w których pozostanie ofiarą dużej nierówności.
Biografie bogaczy to dobra okazja do opowiedzenia czegoś istotnego na temat historii społeczno-politycznej kraju. Książka Michała Matysa jest ekonomicznym portretem III RP. Tworzywem są tu losy postaci takich, jak Jan Kulczyk, Zygmunt Solorz, Michał Sołowow czy Leszek Czarnecki. Matys zna ich doskonale, bo jako dziennikarz „Gazety Wyborczej” opowiadał o rodzącej się klasie polskich kapitalistów od początku transformacji. Przez te wszystkie lata jedni próbowali go oczarować, inni przestraszyć, a jeszcze inni zignorować. W tym czasie zmieniał się też stosunek samego autora do grubych ryb. A początkowa fascynacja stopniowo zmieniała się w podejście krytyczne.
Łukasz Drozda przenosi rozważania o mieście na rodzimy grunt. Nie jest w tym pierwszy, bo od kilku lat trwa u nas wzmożona dyskusja na ten temat. Kolejni autorzy, działacze społeczni i politycy (ruchy miejskie) odkrywają przerażająco zaniedbywaną w pierwszej fazie transformacji tematykę urbanistyczną. Drozda te dyskusje porządkuje. Zastanawia się wreszcie, czy procesy gentryfikacyjne da się mierzyć. To ostatnie wyzwanie jest szczególnie ważne. Skoro uszlachetnianie nie było i nigdy nie będzie procesem łatwym do zakwalifikowania, to musimy stworzyć dobre kryteria do rozmowy: ile gentryfikacji? Do którego momentu działająca w interesie ogółu obywateli (a nie tylko gentryfikujących deweloperów oraz ich zamożnych klientów) władza powinna tym procesom sprzyjać? A od jakiego poziomu należy je zwalniać albo wręcz stopować? Żeby nie stworzyć sobie miasta, które stało się neoliberalnym potworkiem przypominającym Frankensteina.
Produkt małżeństwa Kisilowskich. Macieja, wykładowcy Uniwersytetu Środkowoeuropejskiego w Budapeszcie, oraz Izabeli, która jest doktorem nauk politycznych po brytyjskim Cambridge z doświadczeniem w doradztwie strategicznym. Wspólnie przekonują, że praca w administracji publicznej może być ważna i rozwojowa. „Administrategia...” podszyta jest przekonaniem, że instytucje państwa są ważne. A co za tym idzie, liczą się też sami urzędnicy. Dzięki takim książkom po wielu dekadach naiwnej wiary w humbug sprawnego państwa minimum wracamy do sprawdzonych zachodnich wzorców. Do przekonania, że bez dobrej administracji na pewno nie będzie dobrego społeczeństwa.
W 2013 r. Sergiusz Prokurat opublikował na anglojęzycznym rynku e-booka pod tytułem „Work 2.0. Nowhere to hide”. Trochę pomogło mu szczęście, bo akurat Amazon ogłosił, że wykorzysta drony do przesyłania paczek. W zachodnich mediach rozgorzała wielka debata o przyszłości pracy. Publikacja Prokurata rozeszła się w Ameryce w imponującym nakładzie kilkudziesięciu tysięcy egzemplarzy, co zachęciło ekonomistę do rozwinięcia własnego think tanku i dalszego pisania. „Praca 2.0” jest uaktualnioną wersją tamtego eseju. W swojej opowieści Prokurat staje po stronie silnych, dynamicznych i kreatywnych. Dostrzega wprawdzie zagrożenia związane z pompowaniem ekonomicznych nierówności w gospodarce 2.0, ale zdecydowanie liczy na rynkowe mechanizmy dostosowawcze. Czy słusznie?
Książka zaczyna się od analizy przyczyn podwójnego zwycięstwa PiS w 2015 r., a kończy ją zestaw 21 postulatów naprawy polskiej rzeczywistości ekonomicznej. Całość jest zaś esejem przedstawiającym krytyczne spojrzenie na minione 30 lat. Autorzy „Dość...” to w swoim pokoleniu dwa dziwadła. Piotr Kuczyński jest jedynym głównym ekonomistą dużej instytucji finansowej, którego można posądzić o nieskrywane lewicowe spojrzenie na gospodarkę. Podobnie Adam Cymer, przez lata jeden z niewielu dziennikarzy ekonomicznych prezentujących wizję inną niż leseferyzm. Śmiało można powiedzieć, że zarówno Kuczyński, jak i Cymer ze swoją wrażliwością na absurdy kapitalizmu i pułapki wolnego rynku urodzili się o 30 lat za wcześnie. Tym tekstem przerzucają międzypokoleniowy most. Łamią neoliberalny front w obozie „starych”, pokazując na dodatek, że i w tym pokoleniu można znaleźć partnerów nadających na tych samych falach, co „młodzi”.
Niebo nad Unią Europejską zachmurzyło w 2008 r., gdy wyszło na jaw, że model integracji ma wiele poważnych felerów. Wśród nich ten najpoważniejszy: strefę euro. Czyli zamknięcie w obszarze wspólnej waluty gospodarek narodowych o bardzo różnym potencjale ekonomicznym. Mamy więc w Europie pieniądz, który jest zbyt słaby (nadmiernie faworyzuje) superkonkurencyjne gospodarki (Niemcy, Holandia), powodując, że notują one permanentne nadwyżki handlu zagranicznego. Ale drugą stroną tych nadwyżek są deficyty krajów słabszych (Grecja, Hiszpania, Włochy), które nie mogą swojej konkurencyjności odrobinę zwiększyć, dewaluując pieniądz, nad którym władzę ma EBC. Muszą więc ratować finanse publiczne polityką wewnętrznej dewaluacji (zaciskania pasa). A to rodzi napięcia polityczne. W efekcie projekt europejski coraz bardziej przypomina łajbę, która chybocze się coraz bardziej i nabiera wody. Ale nikt nie poczuwa się do tego, by wreszcie załatać dziurę w dnie. I właśnie tu wchodzą do gry Stefan Kawalec i Ernest Pytlarczyk. Ekonomiści, którzy uznali, że nie ma co udawać dalej, iż wszystko jest w porządku. Autorzy przekopują się przez trwające od miesięcy dyskusje wokół przyszłości strefy euro i odważnie szkicują klarowny scenariusz. Ich zdaniem strefa euro powinna się rozwiązać w sposób kontrolowany. Jeśli tego nie zrobi, to też się rozleci. Tylko gwałtownie. A wtedy koszty tej implozji będą dużo większe.
Jeśli sądziliście dotąd, że mięso to sprawa niepolityczna, to przeczytajcie tę książkę. Nawet jeśli Jarosław Urbański was nie przekona, to i tak dostaniecie dużo soczystego materiału do rozważań. Zdrowych i strawnych. Choć niekoniecznie opartych na zdjętym z rzeźnickiego haka mięsiwie. W „Społeczeństwie bez mięsa” poznański socjolog i aktywista dowodzi, że przez sporą część swojej historii ludzkość opierała swoje istnienie na diecie roślinnej. Popularność mięsa związana jest dopiero z triumfalnym pochodem kapitalizmu i czasem wielkich wojen opartych na armiach z poboru. Obserwowanego dziś upowszechnienia diety mięsnej nie należy więc traktować jako przywrócenia utraconej normalności (nareszcie nas stać na kawał wołowiny!). Ani tym bardziej jako szczególnie ważnej zdobyczy cywilizacyjnej. Mięso na naszych stołach jest raczej faktem, który ma wiele daleko idących konsekwencji. I bardzo wiele z nich to nie są bynajmniej konsekwencje pozytywne.
Ta książka jest wynikiem ciekawego badania. Instytut Badań Rynku, Konsumpcji i Koniunktur rozesłał ankiety do ponad 3 tys. ekonomistów akademickich. Odpowiedział na nie co dziesiąty. Na tej podstawie powstała mapa intelektualna polskiej ekonomii akademickiej. Dowiadujemy się z niej, że najważniejsze na niej miejsce zajmuje dziś nowy instytucjonalizm (nurt związany z nazwiskami noblistów Coase’a czy Beckera). A dopiero później idą neoklasycy (to ci, którzy stawiają w centrum swoich poszukiwań racjonalnego homo oeconomicusa) oraz nowi keynesiści (ci, którzy dowodzą, że homo oeconomicus może i jest racjonalny, ale zazwyczaj błądzi, bo brakuje mu pełnej informacji). Samo omówienie wyników ankiety zajmuje zaledwie kilkadziesiąt stron książki. Jej większą część stanowią natomiast pogłębione rozmowy z dwudziestką znanych krajowych ekonomistów. Postaciami, które w minionym ćwierćwieczu odegrały ważną rolę w naszym życiu ekonomicznym (m.in. Marek Belka, Adam Glapiński, Jerzy Osiatyński) albo przynajmniej wyznaczały kierunki ekonomii akademickiej oraz debaty publicznej (Witold Kwaśnicki, Andrzej Wojtyna, Leokadia Oręziak).