statystyki

Kleiber: Umowy o handlu? Tak, ale nie w ten sposób

autor: Michał Kleiber21.02.2017, 07:44; Aktualizacja: 21.02.2017, 09:33
prof. Michał Kleiber, Prezes PAN

prof. Michał Kleiber, Prezes PANźródło: Materiały Prasowe

Parlament Europejski zatwierdził w zeszłym tygodniu unijno-kanadyjską umowę o wolnym handlu (CETA), co na nowo rozbudziło dyskusje o tego typu porozumieniach. Warto przyjrzeć się sprawie w szerszym kontekście. Wśród licznych powodów do niepewności w kontekście prezydentury Donalda Trumpa przynajmniej jedna rzecz wydaje się pewna. Po dekadzie już praktycznie zakończonych negocjacji sprawa podobnej umowy transpacyficznej (TPP) jest w USA tematem zamkniętym. Strony sporu zostały pogodzone – umowy po prostu nie będzie.

Reklama


Nie można uznać tego wydarzenia za mało znaczące. Zgodnie z polityką Baracka Obamy TPP miało być sztandarowym projektem w  planach gospodarczego zbliżenia państw Ameryki (USA, Kanady, Meksyku, Peru i Chile), Azji Płd.-Wsch. (w tym Japonii, Wietnamu i Singapuru) oraz Australii i Nowej Zelandii. Kraje te generują prawie 40 proc. światowego PKB, podczas gdy Unia Europejska odpowiada zaledwie za 22 proc. Biorąc pod uwagę fakt, że obecne wzajemne obroty handlowe państw TPP są dwukrotnie większe od obrotów między państwami UE i USA, w kategoriach ekonomicznych TPP byłoby największą umową handlową w historii. A po planowanym w przyszłości dołączeniu się Chin znaczenie TPP mogłoby w  istotny sposób zmienić światowe realia gospodarcze.

Problemy leżące u podstaw decyzji USA nie dotyczą barier celnych między krajami rozwiniętymi, i tak już bardzo niskich. Głównymi przeszkodami są zagrożenia dotyczące zmian standardów regulujących funkcjonowanie gospodarek. W przypadku TPP wiąże się to ze wzmocnieniem zasad przestrzegania praw własności intelektualnej, ułatwieniami w zakresie inwestowania przez firmy zagraniczne (zwłaszcza w zasadach przeprowadzania przetargów), lepszą ochroną środowiska naturalnego czy wyższymi standardami praw pracowniczych. Paradoksalnie, o ile analizy ekonomiczne wskazują, że umowy typu TPP wpływają pozytywnie na wzrost PKB poszczególnych państw, o tyle w  praktyce czynią beneficjentami swych zapisów korporacje, doprowadzając przy tym także do kłopotów różnych branż przemysłowych, regionów czy całych grup społecznych. Czyli do nierównomiernego w społeczeństwie rozkładu korzyści wynikających z zawieranych porozumień.

Choć TPP wzmocniłoby pozycję USA w dynamicznie rozwijającej się Azji, takie konsekwencje umów liberalizujących handel są podstawą gwałtownej krytyki, podchwyconej przez nowego prezydenta USA. Rozpoznał on bez trudu, że postanowienia chroniące interesy korporacji i dające im wpływ na stanowienie prawa uniemożliwiają uzyskanie poparcia społecznego dla umowy. Polityczne znaczenie sprawy podkreśla fakt, że także Hillary Clinton podważała w przedwyborczych wystąpieniach zasadność podpisywania TPP, choć przed laty współuczestniczyła w negocjowaniu paktu.


Pozostało jeszcze 52% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję
Więcej na ten temat

Reklama


Artykuły powiązane

Polecane

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane

Reklama