statystyki

Główny klucz do przyszłości Europy spoczywa w rękach Donalda Trumpa

autor: Andrzej Krajewski20.01.2017, 07:19; Aktualizacja: 20.01.2017, 09:20
USA

Stany Zjednoczone przecierpiały kilka lat kryzysu i pozbierały się, odzyskując wigor na niwie ekonomicznej.źródło: ShutterStock

Przyszłość Europy od stu lat określa interes Stanów Zjednoczonych. To tam zapadają kluczowe decyzje, które zmieniają Stary Kontynent.

Reklama


Zaprzysiężenie 45. prezydenta USA otwiera największą od wieku niewiadomą. Jaki jest Donald Trump, każdy widzi, lecz nikt nie ma pewności, dokąd on zdąża ani czego tak naprawdę pragnie. A przecież to on przez najbliższe cztery lata będzie wskazywał cele polityki Waszyngtonu i określał środki, które posłużą do ich realizacji. Już to wprawia w dygot połowę świata. A przecieki wskazujące na to, że Kreml posiada materiały mogące do reszty zszargać, i tak nie najlepszą, reputację nowego prezydenta, tylko pogłębiają obawy.

Sam Trump uparcie podkreśla chęć ocieplenia relacji z Moskwą, choć senacka większość, na czele z wpływowym republikaninem Johnem McCainem, chce zemsty na Władimirze Putinie za upokarzające Amerykanów próby wpływania na wynik ostatnich wyborów. Trump prze także do wojny handlowej z Chinami, choć wielki biznes w USA nie przejawia najmniejszej ochoty do udziału w tej kosztownej awanturze. Koncerny równie nerwowo reagują na jego twitterowe wpisy o karnych cłach grożących za przenoszenie produkcji poza USA. Trump skutecznie rozwścieczył Meksykanów pomysłem zbudowania muru na granicy amerykańskiej, a Chińczyków rozmową z Tsai Ing-wen, prezydent Tajwanu, uznawanego przez Pekin za zbuntowaną prowincję.

Na tym tle jego stosunek do Europy sprawia wrażenie zaskakująco stabilnego. Co najwyżej przypomni o swojej przyjaźni z propagatorem brexitu Nigelem Farage’em lub niezobowiązująco zapyta, które kolejne państwo wyjdzie teraz z UE. Cóż to jednak jest wobec groźby zdewastowania światowego handlu przez podniesienie barier celnych i powrót do protekcjonizmu?

Ale prawda jest taka, że jeśli ktoś powinien bać się pomysłów Donalda Trumpa, to właśnie mieszkańcy Starego Kontynentu. Niewiele ponad stulecie temu sami zafundowali sobie kuratelę Stanów Zjednoczonych i w efekcie do dziś decyzje Waszyngtonu kreują nam rzeczywistość.

Na początku był idealizm

„Cechowała go obsesyjna ambicja służenia ludzkości” – tak charakteryzują Thomasa Woodrowa Wilsona w „Historii Stanów Zjednoczonych” George Brown Tindall i David E. Shi. Ów niezwykły prezydent miał być też „owładnięty poczuciem misji i obowiązku”, a jego działaniom przyświecała „niezłomna wierność zasadom” wynikająca z głębokiej żarliwości religijnej, ale „napady upartego braku elastyczności okazywały się jego piętą achillesową”. Jednak brak skłonności do kompromisu może stać się atutem w przełomowych czasach.


Pozostało jeszcze 88% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję
Więcej na ten temat

Reklama


Artykuły powiązane

Polecane

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane

Reklama