Orange Polska jako Telekomunikacja Polska była na cenzurowanym w Urzędzie Komunikacji Elektronicznej, a teraz jest przez niego wspierana. Taki zarzut stawiają operatorzy kablowi, bo regulator proponuje, by Orange mogła korzystać z ich sieci. Jak przeciągnęliście UKE na swoją stronę?

To absurdalny zarzut branży, która broni status quo, czyli dominującej pozycji na wielu lokalnych rynkach. I ja to nawet rozumiem. Zarząd każdej firmy za wszelką cenę walczy o jej dobro. Ale nie musi to być korzystne dla rynku i w tym przypadku nie jest. Regulator działa zaś w interesie rynku. W tej sytuacji popieramy go nie tylko dlatego, że są to działania po naszej myśli, ale prowadzą do stworzenia sprawiedliwych warunków dla wszystkich operatorów i zniesienia asymetrii regulacyjnej. I dają klientom większy wybór.

Gdy poprzednia prezes UKE regulowała waszą sieć, krytykowaliście jej działania. Teraz role się odwróciły.

Mieliśmy spory z regulatorem, ale zawsze sprzeciwialiśmy się tylko takim regulacjom, które były dla nas niesprawiedliwe, np. powodowały, że udostępniając sieć konkurentom, musieliśmy do tego dopłacać. Ostateczne jednak współpraca zaowocowała m.in. podpisaniem porozumienia, oceniona została dobrze także przez poprzednią prezes UKE. Teraz sytuacja się zmieniła, bo rynek się zmienił. W wielu miejscach nie mamy już dominującej pozycji, bo kablówki stworzyły tam lokalne monopole. Domagamy się jedynie równych zasad. Skoro kablówki mogą korzystać z naszej sieci, my też chcemy korzystać z ich.

Oni argumentują, że chcecie położyć rękę na ich inwestycjach.

To demagogia. UPC samo przyznało, że 70–80 proc. jej sieci korzysta z naszych studzienek. To niestety moralność Kalego: jak regulator kazał nam udostępniać sieć, wszyscy bili brawo, jak teraz chcemy równowagi, regulator nagle jest zły.

Kablówki twierdzą, że rozwinęły się, bo nie miały regulacji, które – z zasady – hamują rozwój.

Zgoda. Tylko odwróćmy sytuację: skoro kablówki nie chcą regulacji, niech zostanie ona zniesiona także dla nas. Wtedy mielibyśmy uczciwe zasady gry. Przecież gdybyśmy odmówili im dostępu do naszej sieci, musieliby zrobić ogromne inwestycje. I ich biznes nie byłby już tak rentowny. Ponieważ nie możemy liczyć na zniesienie regulacji, chcemy mieć równe prawa.

Zbliża się rozstrzygnięcie przetargu na częstotliwości w paśmie 1800 MHz. Czego się spodziewacie?

W tym rozdaniu najbardziej uprzywilejowany jest Play, a dopiero potem rozpatrywane będą pozostałe oferty.

Zaoferowaliście za częstotliwości aż 400 mln zł, jak spekuluje się na rynku?

Nie podawaliśmy dokładnej kwoty, a ta to wycena całego pasma. Najbardziej efektywnym rozwiązaniem byłoby sprzedanie w jednym pakiecie wszystkich częstotliwości radiowych pod LTE, czyli 1800, 800 i 2600 MHz. Poprzednia prezes UKE zdecydowała się na rozdział pasma, więc musimy się do tego przystosować. Jeśli je otrzymamy, będziemy gotowi do wprowadzania usług LTE już w połowie przyszłego roku. Na początku raczej w okolicach dużych miast, bo do pełnego pokrycia potrzeba kolejnych częstotliwości.