Tomasz Tomczykiewicz, wiceminister gospodarki

Od objęcia przez pana urzędu wiceministra gospodarki odpowiedzialnego za górnictwo i energetykę minęło już ponad 100 dni. Jaką ocenę pan sobie wystawi?

Niech mnie oceniają inni. Powiem tylko, że już od pierwszych dni wiele uwagi poświęciłem przygotowaniom nowego prawa energetycznego, a najwięcej ustawie korytarzowej, która ma ułatwić inwestycje w infrastrukturze przesyłowej dla energetyki i gazu. To palący temat ze względu na bezpieczeństwo energetyczne państwa.

Kiedy zakończą się konsultacje międzyresortowe?

Ustawa wzbudza wiele kontrowersji. Pojawiają się nawet pytania o jej konstytucyjność. Przyspieszenie realizacji inwestycji energetycznych w praktyce oznaczać będzie ograniczenie prawa własności. Musimy to jednak zrobić. Tempo, w jakim zmienia się świat, sprawia, że szczególnie Polska jest zmuszona do szybszego nadrabiania zaległości. Nie chcemy nowej ustawy nadużywać wobec prawa do własności, ale priorytetem będą inwestycje.

W jaki sposób zagwarantowane zostaną odszkodowania dla wywłaszczanych właścicieli?

Chcemy zachować równowagę pomiędzy interesem społecznym a indywidualnym odczuciem sprawiedliwości. Jeśli w imię wspólnoty wywłaszczamy, to odszkodowanie musi być godziwe w oczach społecznych, ale przede wszystkim tego, kto traci prawo do własności. Jeśli kogoś oferta wykupu przez państwo nie zadowoli, pozostanie mu prawo do sądu. Urzędnik ma małe pole manewru w negocjacjach z właścicielem.

Kiedy chce pan zakończyć prace nad ustawą korytarzową?

Równolegle z nami nad odpowiednią dyrektywą ułatwiającą inwestycje liniowe w energetyce pracuje Komisja Europejska. Mam nadzieję, że będziemy pierwsi i do końca roku uchwalimy ustawę. Będziemy się starali, by zaraz po uchwaleniu nabrała mocy wiążącej. Musimy się spieszyć, bo przed Polską stoi realizacja wielkich zadań inwestycyjnych.

Musimy zapewnić infrastrukturę dla gazu z łupków. Jego złoża znajdują się na terenach, gdzie brakuje infrastruktury przesyłowej. Czasu nie ma wiele, a procesy przygotowawcze potrafią ciągnąć się latami. Byłoby dość absurdalne, gdybyśmy za 3 – 4 lata dotarli do złóż, ale nie mieli potrzebnej infrastruktury do eksploatowania gazu.

Nowej ustawie bardzo sprzeciwiają się samorządy.

W jakimś sensie to właśnie ich prawo do stanowienia prawa lokalnego zejdzie na dalszy plan i w efekcie będą musiały podporządkować się decyzjom centralnym. Samorządy nie mogą jednak torpedować ważnych celów publicznych.

Wspólnie z wiceministrem skarbu Pawłem Tamborskim zakończył pan wizytowanie spółek podlegających Ministerstwu Gospodarki. Z jakimi wrażeniami wrócił pan do Warszawy?

Zapoznawałem się ze stanem firm i z perspektywami dla procesów prywatyzacyjnych – są bardzo dobre.

Jakimi kryteriami będzie się pan kierować przy podejmowaniu decyzji o prywatyzacji? Bardziej istotne będą pieniądze i wycena czy interes spółek?

Jeśli między te kwestie miałbym rozdzielić 100 punktów, to ponad 80 przyznałbym rozwojowi spółek. A te znacznie lepiej rozwijają się, kiedy luzujemy bądź zrzucamy gorset związany z państwowym właścicielstwem. Tak więc jedno z drugim idzie w parze.

Komentując plany debiutu Kompani Węglowej w 2014 r., powiedział pan, że żałuje, iż do wejścia na parkiet nie dojdzie już w 2013 r. Czy to zapowiedź zmiany postanowień w strategii spółki, która nie została jeszcze zatwierdzona?

Dla węgla jest dobra koniunktura. Z tego powodu w przypadku Kompanii rok 2014 traktuję jako termin ostateczny. Wierzę, że prezes Joanna Strzelec-Łobodzińska upora się z problemami spółki i przygotuje ją do szybszego debiutu. Żadnej presji ze strony ministerstwa jednak nie ma. Przede wszystkim chcemy, żeby prywatyzacja była dobrze przeprowadzona. Wiele zależy od koniunktury na rynkach kapitałowych i od tego, ile dużych prywatyzacji zostanie zaplanowanych w zbliżonym terminie. Sprzedaż udziałów w spółkach Skarbu Państwa musi być stopniowa i racjonalna.

Górnictwo ma za sobą rekordowy rok. Czy pieniądze zostaną w spółkach?

Jastrzębska Spółka Węglowa ma w strategii postanowienie o 30-proc. dywidendzie, więc tutaj nie ma o czym dyskutować. Zysk Kompanii Węglowej, która wypracowała 500 mln zł, na pewno nie zostanie spółce zabrany. Byłoby to nieracjonalne. Właściciel nie powinien w sytuacji, w której taki zarobek pojawia się po raz pierwszy od lat, osłabiać potencjału inwestycyjnego. Rok 2011 udowodnił, że śląskie kopalnie nie były w stanie sprostać zapotrzebowaniu energetyki. Firmy muszą odbudować potencjał, żeby ograniczyć napływ importowanego węgla.

Czy rozważa pan zmianę polityki energetycznej Polski do 2030 r.? Weryfikacja i aktualizacja dokumentu przypada na ten rok.

Dyskutowaliśmy już nad nieaktualnością prognoz zapotrzebowania na gaz. Dzisiaj coraz więcej inwestorów deklaruje budowę nowych mocy energetycznych w oparciu o błękitne paliwo. Wiążemy duże nadzieje z próbnym szczelinowaniem skał łupkowych, jakie wykonało PGNiG. Liczymy, że w 2014 r. w systemie energetycznym znajdzie się już gaz łupkowy. Ile dokładnie, trudno jeszcze dziś szacować.