Kiedy pan ostatnio płacił komórką?

O, już jakiś czas temu. Używam obecnie telefonu, który nie ma wbudowanego modułu NFC. Obecnie mamy tylko jeden model na rynku z tym modułem.

Co to jest moduł NFC?

Zasadniczo mobilne płatności dzielą się na dwa duże obszary. Jeden to tak zwane zdalne płatności, dokonywane wyłącznie za pomocą aparatu telefonicznego. Te nie wymagają zbliżenia telefonu do terminalu płatniczego. Drugi obszar to właśnie płatności zbliżeniowe. Ten rodzaj płatności wymaga, aby aparat służący do ich dokonywania był wyposażony w moduł NFC (Near Field Communication).

I właśnie mała dostępność telefonów z tym modułem jest barierą w rozwoju płatności bezstykowych z użyciem aparatu.

Więc płacił pan zdalnie czy bezstykowo?

Płaciłem bezstykowo, choć mamy także usługę umożliwiającą zdalne płatności, tj. „Płać komórką”. Umożliwia ona płatność nawet na duże odległości. Na przykład moja żona mogłaby być teraz w Nowym Jorku i kupować sukienkę. I gdyby sklep akceptował tę usługę, mogłaby do mnie zadzwonić i powiedzieć, żebym zapłacił rachunek. Wówczas wystukałbym dziewięciocyfrowy numer kasy, tak jakbym dzwonił, i po połączeniu nastąpiłaby płatność.

W ilu sklepach czy innych punktach ta usługa jest akceptowana?

Usługa ta jest akceptowana w kilkunastu tysiącach punktów. Przykładem może być Warszawa. Tutaj samych punktów akceptujących zakupy za bilety komunikacji miejskiej jest ponad 4 tysiące (wliczając w to np. pojazdy komunikacji miejskiej). Płatności zdalne są innym niż zbliżeniowe modelem płatności, który pozwala wejść tam, gdzie nigdy nie będzie możliwości płacenia zbliżeniowo. Chodzi o płacenie za parkingi czy za komunikację miejską. Nasi klienci mają możliwość płacenia za przejazdy w 10 miastach, także w Warszawie. Wystukuje się najpierw specjalny prefiks, a potem jeszcze numer. Na zakończenie zaś potwierdzam transakcję PIN-em i otrzymuję odpowiednie potwierdzenie transakcji na komórkę. Mogę je okazać kontrolerowi, jeśli się pojawi. Takie płatności trudno będzie realizować kartą płatniczą, bo każdy kierowca i każdy kontroler musiałby mieć terminal.

Choć oczywiście najbardziej interesujące są płatności zbliżeniowe.

A kto rozlicza płatności w usłudze „Płać komórką”?

Robi to firma mPay będąca agentem rozliczeniowym. Dokonuje ona rozliczeń pomiędzy akceptantem, czyli w tym przypadku ZTM, a nami.

Czyli firma ma dostęp do konta bankowego?

Nie. To działa w ten sposób, że klient zakłada elektroniczną portmonetkę, którą zasila np. przelewem internetowym. I z tej portmonetki dokonywane są płatności. System – z jednym wyjątkiem – nie jest podłączony do konta bankowego klienta.

A ten wyjątek to...

Citi Handlowy. W tym przypadku obciążane jest bezpośrednio konto klienta.

Jak wygląda podział wpływów z tych płatności?

Generalnie od wytwórcy produktu otrzymujemy marżę dystrybucyjną. Na przykład ZTM sprzedaje kioskarzom bilety poniżej ceny, po której oni następnie odsprzedają je klientom. Czyli kupują je nie za 2 zł, ale taniej. Marża ta jest dzielona między Plusa, mPay i ewentualnie bank.

A jak by to wyglądało w przypadku zakupów w tym nowojorskim sklepie, w którym pana żona kupowałaby sukienkę?

Byłoby dokładnie tak samo. Jeżeli jakiś sklep akceptuje płatność, to oznacza, że podpisał umowę z agentem rozliczeniowym, w naszym przypadku mPay. Na podobnej zasadzie działają rozliczenia w przypadku płatności kartami – umowa reguluje wynagrodzenie organizacji płatniczej, która następnie przekazuje część tej kwoty pozostałym firmom będącym w łańcuchu obsługującym transakcję.

Właśnie do tego zmierzam. Czy to wynagrodzenie wynosi 2 proc. wartości transakcji?

Nie mogę tego powiedzieć, ale na specyficznych produktach mamy więcej niż 2 proc. marży.

Czyli jesteście drożsi niż Visa czy MasterCard?

Nie. Koszt usługi dla punktu akceptującego „Płać komórką” jest nie wyższy niż koszt akceptacji kart płatniczych.

Czemu według pana najbardziej interesujące są płatności zbliżeniowe?

Bo wtedy klienci będą mogli zrezygnować z karty płatniczej i z portfela. A już dzisiaj nasze badania pokazują, że klienci nie zawsze wrócą do domu po portfel, jeśli go zapomną, za to zawsze wrócą po komórkę.

Co więcej, wkrótce – bo teraz jeszcze tego nie ma – przy płatności zbliżeniowej wyświetli mi się aplikacja, która da mi do wyboru, z którego rachunku potrącić płatność – czy z rachunku bieżącego, czy z karty kredytowej czy z innego konta. Wówczas będę w stanie dokonać wyboru sposobu płatności dla mnie bardziej korzystnego.

Bo koniec końców karta kredytowa nadal będzie istnieć, ale jej fizycznym przedstawieniem nie będzie plastik, tylko będzie ona zapisem na SIM-ie. Obecnie kiedy płacę rachunek, tego wyboru albo nie mogę dokonać, bo mam jedną kartę, albo wybieram spośród wielu kart, które mam przy sobie. W przyszłości ten cały wachlarz kart będzie na jednym SIM-ie.

Tylko że w takiej sytuacji łatwo będzie ukraść pieniądze. Wystarczy przejść się po zatłoczonym autobusie i od każdego pasażera ściągnąć małą kwotę. Przecież przy płatnościach do 50 zł nie trzeba ich potwierdzać PIN-em.

Telefon się tutaj niczym nie wyróżnia, gdyż podobny proceder może mieć miejsce wobec posiadaczy coraz bardziej popularnych kart zbliżeniowych. Po drugie samo zbliżenie jeszcze nie generuje płatności. Musi istnieć cały łańcuch podmiotów, które są niezbędne, aby płatność mogła dojść do skutku. Ale najprostszym sposobem zabezpieczenia się jest ustawienie PIN-u dla każdej transakcji, czyli od zera. Na rynku polskim MasterCard i Visa ustawiły poziom płatności niewymagających PIN-u na 50 zł. Jest to standardowe ustawienie, które można zmienić.

Ja osobiście mam ustawione 50 zł dla każdej płatności.

Poza tym będziemy jeszcze sprzedawać ubezpieczenia, które będą stanowiły dodatkowe zabezpieczenie przed taką sytuacją.

No dobrze. A co będzie, gdy moja komórka stanie się już taką portmonetką, którą mogę płacić? Co będę musiał zrobić, kiedy ją zgubię?

Normalnie – będzie ona blokowana.

Ale jak? Będę musiał zadzwonić?

A to różnie. Ja na przykład korzystam z jednego z programów antywirusowych, z jego wersji mobilnej. I mogę – kiedy się zorientuję, że zgubiłem telefon – wysłać od kogokolwiek, na przykład od przechodnia, SMS z hasłem na mój numer i mój telefon zostanie zablokowany. Więc odpowiednie zabezpieczenia są już zainstalowane obecnie w telefonach. Poza tym istnieje standardowy tryb blokowania karty SIM u każdego operatora.

Do czego są wam potrzebne organizacje płatnicze? Dla tego systemu punktów akceptacji?

Powody są dwa. Po pierwsze dzisiaj, abyśmy mogli rozwijać nasz program „Płać komórką”, potrzebujemy integracji całego systemu z bankami. Dążymy bowiem do tego, aby klienci do płatności wykorzystywali nie elektroniczne portmonetki, ale żeby mogli korzystać ze swoich standardowych instrumentów płatniczych. Aby było to możliwe, konieczny jest integrator, który połączy świat telekomunikacyjny ze światem bankowym i światem oferowanych przez nie instrumentów płatniczych. Taką rolę mogą pełnić organizacje płatnicze, choć niekoniecznie tylko one.

Organizacje płatnicze mają już ustanowione połączenia z każdym bankiem i wypracowały zasady komunikacji. Jeśli podłączymy się do nich, będziemy mogli przeprowadzać operacje na takich zasadach jak obecnie jest w przypadku kart kredytowych. Bank będzie otrzymywał bowiem informacje z organizacji płatniczej na takiej samej zasadzie jak obecnie.

Drugim powodem jest właśnie sieć akceptacji płatności zbliżeniowych, które są rozwijane przez organizacje płatnicze.

A dlaczego nie można pójść bezpośrednio do agentów rozliczeniowych, którzy tak naprawdę obsługują te sieci akceptacji?

Można. Z niektórymi z nich rozmawialiśmy przed startem „Płać komórką”. Nie rozwiązuje to jednak problemu zakończenia transakcji w konkretnym banku na konkretnym produkcie. Takie możliwości udostępniają instytucje, które stworzyły odpowiednie rozwiązania.

Zwykle przy płatnościach kartami Visa czy MasterCard pobierają od akceptantów opłaty, którymi następnie dzielą się z agentami rozliczeniowymi i bankami. Jak to będzie w sytuacji, kiedy karty płatnicze zmienią się w SIM-y w komórkach?

Z punktu widzenia akceptanta koszty będą niezmienione. Będziemy kolejnym ogniwem w łańcuchu. To oznacza, że pozostałe części systemu będą musiały zmniejszyć swoje prowizje.

Ale obecnie nie ma jeszcze wypracowanego modelu biznesowego, czyli – krótko mówiąc – podział wpływów nie został ustalony, więc na razie Polkomtel realizuje swoje autorskie pomysły, choć oczywiście współpracując z innymi. Moim zdaniem sukces odniesiemy wtedy, gdy klient będzie miał identyczne zasady płatności w każdej sieci, bez względu na to, czy to będzie Plus, Orange, T-Mobile czy Play. Wszystko to powinno się odbywać w jednym standardzie.

Generalnie chodzi o to, aby istniał przynajmniej jeden podmiot – choć może być ich więcej – który integrowałby świat telekomunikacji ze światem bankowości. My przesyłalibyśmy do niej dane, które ona z kolei przekazywałaby bankom, aby te mogły odpowiednio zaksięgować.

Od strony technicznej nie jest to nadmiernie skomplikowane. W maju 2009 roku zostały zrobione pierwsze testy, w których brali udział: kilka banków, kilku agentów rozliczeniowych, operatorzy telefonii komórkowej, organizacja płatnicza, i okazało się, że to się da zrobić. Natomiast od tamtego czasu nie udało się uzgodnić modelu biznesowego.

Proszę mi powiedzieć, ilu mniej więcej macie klientów, którzy płacą komórkami za bilety?

Kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie.

Czy nie obawiacie się, że ludzie nie będą korzystać z takich rozwiązań, bo wiążą się one z koniecznością pamiętania dużej liczby numerów, dodatkowymi PIN-ami i tak dalej?

Plus przyjął na siebie ciężar edukacji rynku w tej kwestii. Usługi te tylko na pierwszy rzut oka wyglądają na bardziej złożone niż np. płatność kartą zbliżeniową. Jestem przekonany, że przy odpowiedniej pracy edukacyjnej płatności mobilne mogą się przyjąć na rynku polskim. Może będzie trzeba pamiętać numer do płatności mobilnych, ale za to nie będzie trzeba pamiętać wielu PIN-ów do wielu kart. Dzisiaj według mnie główną barierą w rozwoju takich płatności jest to, że ciągle mamy do czynienia z dodatkową elektroniczną portmonetką. Zwykły Kowalski nie może zapłacić ze swojego ROR-u, tylko najpierw musi przelać pieniądze na specjalne konto, a potem sprawdzać, ile pieniędzy na nim zostało, bo jak mu zabraknie środków, to transakcja nie dojdzie do skutku. Jak usuniemy konieczność korzystania z elektronicznej portmonetki, chętnych do korzystania z tego typu płatności będzie więcej.

Ale czy nie obawiacie się, że nadal system będzie zbyt trudny dla przeciętnego odbiorcy? Do płatności zbliżeniowych potrzebny jest specjalny aparat, sam w sobie dość skomplikowany, do tego aplikacja, po której trzeba będzie się poruszać...

Jeszcze potrzebna będzie specjalna umowa, aby móc z tej usługi korzystać.

Więc jeszcze umowa. Czy jest jakaś możliwość, aby ułatwić korzystanie z płatności zbliżeniowych komórką?

Sprawa aparatów wkrótce zostanie rozwiązana, bo jak wynika z informacji o planach największych wytwórców aparatów telefonicznych, moduł NFC wkrótce będzie w zasadzie standardem. To podobnie jak z kamerkami – kiedyś ich nie było, potem zaczęły się pojawiać w pojedynczych modelach, teraz wszystkie aparaty mają kamery. Tak będzie też z modułem NFC. Samsung wyposażył już w niego jeden z modeli. Kolejne to pewnie tylko kwestia czasu. Dodatkowo specjalne aplikacje będą preinstalowane w telefonach. Marzy mi się, aby docelowo klient mógł podpisać jedną umowę na płatności mobilne w punkcie sprzedaży Plusa np. przy okazji zakupu nowego telefonu.

Płatności mobilne w Polsce

Polkomtel, operator sieci Plus, jako pierwszy w Polsce rozpoczął testy płatności zbliżeniowych z użyciem karty zintegrowanej z SIM telefonu. W kwietniu 2010 r. wraz z Bankiem Zachodnim WBK dał klientom obu instytucji możliwość płacenia z użyciem wyłącznie komórki. Aplikacja płatnicza – w technologii Visa PayWave – znalazła się na karcie SIM aparatu. Do testów używany był wyłącznie aparat firmy Samsung, gdyż tylko on dysponował technologią NFC, umożliwiającą płatności zbliżeniowe. Operator rozwija też własny program pod nazwą „Płać komórką”, który umożliwia płatności bez udziału żadnej z organizacji płatniczych.