Lubi pan własność państwową?

Oczywiście, że tak. Ale w tym zakresie, w jakim jest ona niezbędna. Nie jestem ortodoksyjnym ministrem skarbu państwa, który uważa, że wszystko musi być prywatne. Nie uważam również, że państwo powinno być tak mocno zaangażowane w gospodarkę, jak to, niestety, miało miejsce w ciągu ostatnich 20 lat. Szukam interesu państwowego w tych spółkach, w których Skarb Państwa jest zaangażowany i w których powinien pozostać aktywnym graczem przez najbliższe lata. Jednocześnie widzę marnotrawstwo pieniędzy w publicznych spółkach, które należy prywatyzować natychmiast, i to robię. Trzeba znaleźć złoty środek między czysto liberalnym a czysto biznesowym podejściem, tzn. trzeba umieć określić też interes państwowy. W interesie państwa polskiego jest posiadanie całych spółek czy kontrolnych pakietów w określonych firmach, pod warunkiem że nie będzie ich dużo.

Określonych, czyli jakich?

Mówimy o spółkach kluczowych – nie nazywam ich spółkami strategicznymi, bo wcale nie mają realizować jakichś nadzwyczajnych celów. To są firmy kluczowe dla naszej gospodarki, takie jak PKO BP, PZU czy PGE. Lista takich spółek nie może być pisana przez polityków. Spółki powinny zostać wydzielone na podstawie przemyślanych parametrów, jakie muszą spełniać, jeśli chodzi o ich wielkość i znaczenie dla gospodarki. Mówimy o rozwiązaniu, które zakłada dalszą realizację programu prywatyzacji na niespotykaną dotąd skalę, z utrzymaniem niezbędnego minimum państwa w gospodarce.

Po co państwu polskiemu potrzebne są bank czy firma ubezpieczeniowa?

Kryzys finansowy pokazał, jakie znaczenie dla gospodarek poszczególnych krajów ma lokalizacja centrum decyzyjnego firm. Jest to istotne szczególnie wtedy, gdy trzeba szukać pieniędzy w danej spółce lub ratować jej aktywa. W czasie kryzysu okazało się, że kapitał jednak ma narodowość, a lokalizacja firmowych siedzib jest ważna. Tę zależność już dawno zauważyli inni. Proszę zapytać Niemców, Francuzów, Włochów czy Anglików, dlaczego mają spółki w domenie państwa.

Ale pana ministerstwo w dodatku prowadzi coś na kształt prywatyzacji. Jedna spółka państwowa kupuje drugą – PGE Energę, PGNiG Lotos i tak dalej. Profesor Balcerowicz nazywa to pseudoprywatyzacją.

Zapewniam, że nie mam planów połączenia Lotosu z PGNiG czy Orlenem. Skończył się proces wyłaniania inwestora dla Energi i chcę powiedzieć bardzo wyraźnie, że jest to rynkowe przejęcie, do którego państwowe spółki też mają prawo. Chcę być jednak uczciwy i nie będę nazywał tego procesu prywatyzacją, lecz rynkowym przejęciem w procesie prywatyzacji. Popatrzmy jednak na fakty. Jak był prowadzony proces prywatyzacji, gdy prof. Balcerowicz był wicepremierem odpowiedzialnym za gospodarkę? W 1998 r. program zakładał prywatyzację 32 spółek, z czego sprywatyzowano tylko 8. Rok później: plan – 83, realizacja – 6. Sprzedano wówczas więcej, ale spoza planu. Jednak było to kilkadziesiąt firm na tysiące w zasobie Skarbu Państwa. Chciałbym zapytać osoby, które krytykują moją działania, dlaczego jak zaczynałem urzędowanie w resorcie, miałem w swoim zasobie ponad 1200 firm, z tego kilkaset małych i średnich? Dlaczego w ciągu 20 lat nikt wcześniej ich nie sprzedał? Dodam jeszcze, że największa transakcja prywatyzacyjna lat 1998 – 2000 to sprzedaż udziałów Telekomunikacji Polskiej francuskiej państwowej spółce France Telecom. Dlaczego profesor Balcerowicz nazywa to prywatyzacją? Jeśli to nazywamy prywatyzacją, zakup Energi przez PGE też musi nią być.

Teraz państwowe spółki francuskie starają się o poznańską Eneę.

Według rozumowania prof. Balcerowicza, powtarzam: co to za prywatyzacja, kiedy polską państwową firmę kupuje państwowa firma francuska? Oczywiście nie zabraniam tym firmom kupić Enei.

Może zatem lepiej sprzedać wszystko firmom prywatnym i nie zostawiać niczego w rękach państwa? Wówczas sytuacja byłaby czysta.

Doświadczenia ostatniego kryzysu obalają tezę, że spółki prywatne z zasady są lepiej zarządzane. Mamy przecież przykłady kilku prezesów prywatnych banków, którzy doprowadzili do ruiny swoje instytucje. Pytam, gdzie był nadzór właścicielski oraz finansowy i jak on wyglądał. Jeżeli chcemy przypisywać co najgorsze firmom polskim z udziałem państwa, popatrzmy, do jakich sytuacji dochodziło w gospodarkach innych krajów, i to w firmach prywatnych. Jako gospodarczy liberał od zawsze stawiam na własność prywatną. To się nie zmieniło. Nie mówimy o wszechobecnym silnym państwie, ale o państwie silnym w niezbędnym minimum. Nie kłóci się to z doktryną wolnego rynku, potrzebą prywatyzacji czy budowania siły gospodarki na własności prywatnej. Oczywiście mogę się pomylić, ale jestem przeciwny prostym doktrynerskim podpowiedziom w stylu „po co panu te firmy, trzeba się ich pozbyć”. Każde szanujące się państwo powinno mieć w swoim zasobie podmioty gospodarcze, które dobrze zarządzane realizują cele biznesowe, ale także wpisują się w strategię rozwoju gospodarczego kraju.