Mija właśnie drugi rok od upadku Lehman Brothers. Świat zmagał się z kryzysem, a jak sytuacja wyglądała w Polsce?

W Polsce na pewno kryzys był mniej dotkliwy niż w USA czy Europie. Była za to bardzo silna presja psychiczna, zwłaszcza we wrześniu czy październiku 2008 roku, że coś dramatycznego się wydarzy. Na szczęście skończyło się bez traumy. Na świecie kryzys wciąż jednak jest, w różnej formie i czasami jakby uśpiony, w zależności od kraju czy regionu.

Co spowodowało, że recesja nie dotarła do Polski?

Po pierwsze, stabilny wzrost gospodarczy ostatnich lat pomógł nam przełknąć tę gorzką pigułkę światowego kryzysu. Po drugie, mamy bardzo silny system bankowy. To, że 20 lat temu polska gospodarka była słaba i nieudolna, okazało się dla nas po części błogosławieństwem, albowiem skupiliśmy się na głębokich reformach. To przyniosło owoce. Po trzecie, nie byliśmy jeszcze zaawansowanym rynkiem pod względem inżynierii finansowej, czyli nowoczesnych instrumentów bankowych. Fakt, że nie dorównujemy jeszcze zachodnim bankom, pomógł nam przejść łagodniej przez ten huragan.

Czy widzi pan zagrożenie drugim dnem recesji?

Mam nadzieję, że go już nie będzie, ale niepokojące jest to, że różne państwa wychodzą z tego kryzysu w inny, nie zawsze korzystny sposób. Nie mówię o Polsce czy o różnicach między polityką europejską a amerykańską. Nawet w samej Europie mamy gigantyczny dysonans między tym, co robi się w Niemczech, a tym co w Hiszpanii. To utrudnia cały proces zdrowienia systemu, a i tak ciągle wszyscy zastanawiają się, jak doprowadzić go do końca. Trzeba powiedzieć jasno: temat ten nie został wyczerpany. Wciąż bowiem nie wiemy, ile na świecie pochowanych jest jeszcze toksycznych aktywów, w których regionach i jakiej wartości. I wygląda na to, że tego już nie da się dokładnie obliczyć. Mamy polaryzację opinii co do modelu uzdrawiania gospodarek na świecie.

Co może nas uchronić przed drugą falą kryzysu?

Wymienię tylko kilka elementów. Niezbędnym jest wdrożenie kluczowych i fundamentalnych zmian regulacyjnych i nadzorczych dotyczących sektora finansowego, zaostrzenie polityki fiskalnej i monetarnej na świecie oraz zapewnienie stabilnego wzrostu gospodarczego w poszczególnych krajach.

Uważa pan, że dzisiaj rola lokalnego nadzoru jest niewystarczająca?

Powinna być silniejsza. To dobrze, że w Polsce była ona zawsze mocna, mocniejsza niż w innych krajach. Taka polityka powinna być kontynuowana. Rekomendacje, które wywołują na naszym rynku tyle emocji, powinny być wdrażane, bo obniżają ryzyko sektora finansowego.

Czy kryzys wymusza konsolidację sektora bankowego?

Nie tylko kryzys, konsolidacja zacznie się również przez wymagania Bazylei III. Banki będą potrzebowały większych kapitałów, a ich zdobycie nie będzie łatwe. Dlatego łączyć się będą te małe i te średnie, i to na poziomie regionalnym. Inaczej nie będą miały szansy, żeby sprostać nowym wymaganiom. Mówi się od dłuższego czasu, że w Polsce na sprzedaż jest 5 – 6 banków.

Zaskoczeniem mogą być nazwy tych banków, ale przecież o BZ WBK też zawsze się mówiło, że taka perełka nie może zostać sprzedana, a jednak.

Jak pan ocenia sprzedaż BZ WBK? Czy to, że nie trafił on w polskie ręce, to sukces czy porażka?

Cała Polska kibicowała PKO BP. Pierwszy raz od 20 lat rodzimy kapitał jest na tyle silny, żeby taką transakcję wykorzystać do swojego wzrostu. To duży sukces. Cieszy mnie jednak, że polski bank nie chciał wygrać tej transakcji za wszelką cenę, to świadczy tylko o profesjonalizmie zarządzających PKO BP. Santander to bardzo dobry bank, przez wiele lat był przykładem dla BPH. To od nich uczyliśmy się, jak organizować sprzedaż krzyżową. Oczywiście słyszymy z przecieków prasowych o kontrowersjach, które miały pomóc Santanderowi wygrać tę transakcję. O tym, czy transakcja miała prawidłowy przebieg, niech zadecyduje jednak KNF, a nie opinia publiczna.

Jaki wpływ na rozwój naszej gospodarki może mieć rosnąca siła polskiego kapitału w sektorze bankowym?

Rodzimy kapitał powinien mieć w każdym kraju najwięcej do powiedzenia. I bardzo dobrze, że u nas polski kapitał rośnie w siłę. Patrząc na sektor finansowy, wystarczy dostrzec, jak rozwija się biznes np. Leszka Czarneckiego, ale takich przykładów jest dużo więcej. Silny regionalny gracz wzmacnia rating swojego kraju. Gdyby BZ WBK został połączony z PKO BP, mielibyśmy najsilniejszą instytucję w regionie. To na pewno ściągnęłoby do nas więcej zagranicznych inwestorów, bo byłoby znakiem, że kraj się rozwija i ma potencjał.