Ale to rząd PiS wprowadził obniżkę podatków i szykował reformę finansów publicznych.

Pseudoreformę. Oni planowali oszczędzić 10 mld w kilka lat, a my oszczędziliśmy tyle jednym ruchem w styczniu 2009 r. A obniżka podatków to skutek przypominania PO. Choć to prawda, że Jarosław Kaczyński jako premier w niektórych sprawach okazał się bardziej prorynkowy niż Lech Kaczyński. Jednak problem nie polega na tym, co mu w duszy gra, ale co będzie wynikało z planów politycznych przez następne 1,5 roku aż do wyborów parlamentarnych. Z naszych doświadczeń wynika, że spośród wszystkich polityków w Polsce najmniej kompromisowy jest Jarosław Kaczyński.

Czy Jarosław Kaczyński może wygrać wybory prezydenckie?

Nie jestem socjologiem. Zajmuję się innymi słupkami. Ale jeśli Jarosław Kaczyński wygra wyścig o pałac, to może będzie chciał się dogadać z rządem, a może nie. Na pewno dużo bardziej podniecające będzie życie polityczne Polaków, jeśli za każdym razem będziemy się zastanawiać: podpisze czy nie. Jednak ja takich podniet sobie i Polakom nie życzę.

Porozumienie z PiS może się przydać, bo naprawa finansów publicznych potrwa lata. I może Bronisław Komorowski wygra wybory prezydenckie, a PiS za rok parlamentarne.

W tym kryzysowym okresie musimy mieć spójną władzę. Wtedy będziemy mogli sprawnie działać. Chodzi o działania obronne po stronie finansów publicznych, ale też pozytywne – w infrastrukturze czy służbie zdrowia.

W kampanii rząd położy karty na stole i powie: to nasz pakiet reform?

Ustawy będą, ale nasze zamiary pokazał już plan rozwoju i konsolidacji finansów publicznych. Teraz spokojnie musimy je przeprowadzić.

Ale czy rząd jest gotowy, by już teraz takie ustawy przedstawić? Czy na przykład zapowiadany projekt o regule wydatkowej będzie gotowy pod koniec czerwca?

Tak.

Jest gwarancja, że pakiet, z którym był pan w Pałacu Prezydenckim, zostanie w tym roku uchwalony?

To zależy od wyniku wyborów. Ale projekty będą.

Jaki będzie budżet na przyszły rok?

Ostrożny i oszczędny. Wprowadzimy do niego regułę budżetową przewidującą, że tzw. wydatki elastyczne i nowe wydatki sztywne nie mogą rosnąć więcej niż procent ponad inflację. To pokazuje, że dochodzimy do granicy tego, co możemy zrobić bez ustaw.

Po kryzysie greckim nie grozi nam, że stara Unia złapie się za kieszeń i pieniądze dla nowych państw będą mniejsze?

Nie widziałem takiego nastawienia. Rozmowy nie będą łatwe, ale nowy budżet to perspektywa na 2014 r., a wtedy będzie po kryzysie.

Ale realne jest, byśmy dostali tyle co teraz, czyli 68 mld euro?

To pytanie do komisarza Lewandowskiego. Ale myślę, że tak.

Co kryzys zmienił w strefie euro?

Sprawił, że za kilka lat, gdy będziemy do niej wchodzili, będzie bezpieczniejsza.

Ale czy przez to nie będzie trudniej tam wejść?

Nie spodziewam się.

Rok 2015 jako data wejścia nadal jest realny?

Tak. Według planu konwergencji w 2012 lub 2013 roku powinniśmy wyjść z procedury nadmiernego deficytu, czyli zmniejszyć deficyt sektora finansów publicznych do 3 proc. Potem byłoby dobrze jeszcze przez rok poczekać i utrzymać go na niskim poziomie, by udowodnić, że mamy dług pod kontrolą. Zresztą wydaje mi się, że z naszego punktu widzenia nie jest źle być poza strefą teraz, gdy będą ją naprawiać.

Ten rząd podejmie decyzję o uruchomieniu kalendarza przygotowań wejścia do strefy euro?

Tak. Ale skoro mówimy o wejściu w 2015 r., to sprawa, choć ważna, nie jest najpilniejsza.

A co jest najpilniejsze?

Współpraca międzynarodowa, by kryzys się nie rozwinął. I spokojne działania w kraju, by poprawiać finanse publiczne. A one nie są w złym stanie.

Jakie są pana stosunki z p.o. prezesem NBP?

Poprawne.

Jak pan ocenia odmowę władz banku w sprawie przedłużenia elastycznej linii kredytowej w MFW?

To błąd. Jest nowe oświadczenia zarządu i musimy się z nim zapoznać. Elastyczna linia kredytowa (FCL) jest Polsce potrzebna i do obrony złotego, i do zmniejszenia ryzyka dla sektora prywatnego. FCL może być też pożyteczna dla budżetu. Widzieliśmy, co się stało w zeszłym tygodniu, gdy w kilka dni złoty się osłabił o 7 proc., a w tym czasie rentowności papierów skarbowych wzrosły znacznie mniej. Nie można powiedzieć, że budżet jest zagrożony wahaniami kursowymi. Choć oczywiście słaby złoty nie byłby korzystny dla budżetu, a słaby budżet nie służy złotemu. To naczynie połączone. Są trzy obszary wrażliwe: kurs, koszt kredytów dla sektora prywatnego i dla sektora publicznego. Kryzys zagraża im wszystkim, a linia stabilizuje sytuację.

Zarząd banku centralnego mówi: weźcie kredyt na własnych warunkach i na własny koszt, to was poprzemy. Weźmie pan?

Na razie mamy problem podstawy prawnej. Ustawa o NBP przewiduje, że to bank centralny ponosi koszty związane z członkostwem w instytucjach międzynarodowych, takich jak MFW. Musimy tę sprawę przestudiować.

Kto będzie prezesem NBP?

Nie wiem i nie mam faworytów. Ale jest absolutnie wykluczone, by ta osoba była politykiem. Trzeba w końcu zerwać z upolitycznieniem NBP.

Ale decyzję o wyborze podejmują właśnie politycy. I to z koalicji.

We wszystkich krajach władze banków centralnych wybierane są przez polityków. Co nie znaczy, że są upolitycznione.

Nowego prezesa poznamy przed wyborami prezydenckim?

Tak byłoby najlepiej. Tyle że samo wyznaczenie kandydata przez pełniącego obowiązki prezydenta marszałka Komorowskiego nie wystarczy. Trzeba jeszcze znaleźć większość w Sejmie.