Jeśli deficyt sektora finansów publicznych wyniesie w przyszłym roku około 100 mld zł, to o ile osłabi się złoty?

A dlaczego miałby się w jakiś znaczący sposób osłabić?

Bo rynek chyba nieco inaczej wyceni ryzyko związane z wielkością deficytu, niż się Ministerstwu Finansów wydaje.

Zacznijmy od tego, że polski deficyt nie będzie jakimś negatywnym wyjątkiem na tle innych krajów Unii Europejskiej. Sama Komisja Europejska zaczyna już mówić wprost, że biorąc pod uwagę kruchość ożywienia gospodarczego, brak konsolidacji fiskalnej w przyszłym roku jest usprawiedliwiony, a nawet wskazany. A to oznacza, że w całej Unii problem finansów publicznych narasta. Dług publiczny w UE sięgnie w roku przyszłym 80 proc. PKB. Wycena ryzyka będzie zależała od tego, jak nasza sytuacja będzie wyglądała w relacji do innych krajów. I wszystko wskazuje na to, że nie będzie ona wyglądała gorzej. Poza tym pamiętajmy, że porównywalny z tymi innymi krajami deficyt finansów publicznych jest w Polsce o prawie 2 pkt proc. niższy ze względu na fakt, że oszczędności gromadzone w OFE są de facto doliczane do naszego deficytu. W końcu Polska nie poniosła ogromnych w niektórych krajach wydatków na ratowanie systemów finansowych.

Czy polski rząd będzie się starał wykorzystać tę zmianę tonu Komisji w sprawie deficytów? Obowiązuje nas przecież rekomendacja, zgodnie z którą musimy ograniczyć deficyt sektora general government do 3 proc. PKB w 2012 roku.

W tym roku 20 krajów UE będzie miało nadmierny deficyt. W tylu przypadkach Ecofin wydał lub wyda rekomendacje ograniczenia deficytów. Jednym z aspektów rozpoczynającej się właśnie dyskusji na temat konsolidacji fiskalnej w Unii będzie pewnie próba odpowiedzi na pytanie: co zrobić z tymi rekomendacjami. Podejrzewam, że w większości przypadków będzie to oznaczało wydłużenie czasu na zejście z deficytem poniżej 3 proc. PKB. Myślę, że nie w przypadku Polski.