Czy PGNiG wykona uchwałę rządu o przekazaniu projektu budowy terminala do odbioru LNG do OGP Gaz-System i jak to będzie wyglądało?

- Oczywiście, ale o szczegółach operacji będziemy mogli mówić po spotkaniu zainteresowanych stron. PGNiG jest spółką giełdową, więc transakcja musi być przeprowadzona w sposób przejrzysty i przy zachowaniu rynkowej wyceny udziałów w spółce Polskie LNG, w którą PGNiG zainwestował.

Czy będziecie kontynuować rozmowy o dostawach LNG?

- Będziemy nadal prowadzić działania zmierzające do uzyskania kontraktów na LNG po to, żeby zdywersyfikować portfel dostaw gazu. Jednak nie jest to takie proste. Obawy naszych partnerów dotyczą głównie dwóch kwestii. Po pierwsze - dostawcy LNG pytają nas: macie już infrastrukturę do odbioru? Bo już wcześniej zdarzało, się, że odbiorcy zgłaszali zapotrzebowanie, a potem rezygnowali z kontraktu, bo terminale do odbioru nie powstawały. Po drugie - pytają nas, czy możemy sobie pozwolić na zakup LNG, obecnie stosunkowo drogiego, skoro regulator nie chce rozpoznawać w naszej taryfie skutków zmiany rynkowej ceny gazu z importu.

Na jakim etapie są rozmowy?

- Rozmowy są poufne, ale mogę zapewnić, że są poważne. Aktualnie koncentrują się wokół warunków cenowych.

Kiedy terminal będzie uruchomiony?

- Według harmonogramu przygotowanego przez spółkę PLNG odpowiedzialną za realizację projektu realną datą rozpoczęcia pierwszych dostaw LNG na tzw. rozruch terminala w Świnoujściu będzie IV kwartał 2013 r. Osiągnięcie pełnej gotowości operacyjnej terminala planowane jest na początek 2014 roku.

Skąd weźmiecie gaz po 2009 roku, gdy kończy się kontrakt na zakup 2,3 mld m sześc. surowca od RosUkrEnergo?

- Problem 2010 roku to nie jest problem tylko i wyłącznie PGNiG. My mamy możliwość zakupu gazu od partnerów w Europie Zachodniej, problemem jest natomiast brak infrastruktury do jego przesyłu, a za to odpowiedzialny jest OGP Gaz-System. Jeśli chodzi o perspektywę 2010 roku, to jedynym kierunkiem jest kierunek wschodni. Czyli tak naprawdę w grę wchodzą dostawy bądź to z portfela Gazpromu, bądź przedłużenie kontraktu z RosUkrEnergo.

Czyli znów grozi nam podwyżka ceny gazu kupowanego w kontrakcie jamalskim, jak to miało miejsce w 2006 roku?

- Nie przesądzałbym tej sprawy. Wzajemne relacje ze stroną rosyjską są dość złożone - jest kilka spraw, na których nam zależy, ale również są kwestie, na których zależy stronie rosyjskiej. Oprócz dostaw mamy przecież do rozwiązania sprawy dotyczące EuRoPol Gazu i Gas Tradingu. Sądzę, że każdej ze stron zależy na rozwiązaniu tych kwestii, ale w tym celu przede wszystkim musimy odbudować zaufanie.

Uwolniliście się od dwóch dużych projektów Baltic Pipe i terminal LNG, co istotnie obniża wasze obciążenie finansowaniem inwestycji. Na co wydać zaoszczędzone w ten sposób środki?

- Mamy nadzieję, że ustalenia odnośnie do Baltic Pipe poczynione przez zarządy obu firm w obecności ministra skarbu są nadal aktualne. Jeśli rzeczywiście nie będziemy musieli realizować tego projektu, a także terminala LNG, to chcielibyśmy przede wszystkim zwiększyć zaangażowanie w sektorze wydobywczym, szczególnie w zakresie poszukiwań i wydobycia w Polsce oraz za granicą. Istotne dla nas są dwa regiony. Pierwszym jest Norwegia, gdzie w długim horyzoncie chcielibyśmy wydobywać rocznie przynajmniej 1,5 mld m sześc. Oznacza to, że ok. 50 proc. planowanej przepustowości Baltic Pipe zapełniałby gaz wydobywany przez nas na Szelfie Norweskim. Dziś zakupione udziały w złożach mogą nam dać do 0,5 mld m sześc. To oznacza, że musimy dokupić nowe aktywa, np. licencje poszukiwawcze, aby zrealizować ten cel. Nasza spółka PGNiG Norway stale monitoruje rynek. Drugim obszarem, gdzie jesteśmy zainteresowani zwiększeniem obecności, jest Afryka Północna. Tu mamy już koncesje w Egipcie i Libii. Tam chcemy powiększać stan posiadania. W tej chwili jesteśmy prekwalifikowani jako operator do rundy licencyjnej w Algierii.

Kiedy mogą się pojawić pierwsze efekty działań w Afryce Północnej?

- Ponieważ są to koncesje poszukiwawcze, myślę, że to kwestia minimum 5-7 lat. Dlatego na tym etapie nie mamy dla tego obszaru określonego celu ilościowego.

W wydobycie surowców na Szelfie Norweskim inwestuje również Grupa Lotos. Czy zamierzacie współpracować w tym zakresie?

- Widzę dużo synergii we współpracy PGNiG z Lotosem, który posiada doświadczenie w tym zakresie poprzez Petrobaltic. Obie firmy są już obecne w Norwegii. Ciekawym obszarem współpracy może być też szelf Morza Bałtyckiego.

Czym dla was są inwestycje w energetykę i sektor chemiczny?

- Patrzymy na to trochę jak na budowanie alternatywy dla polityki regulacyjnej prezesa URE. Jeśli nie możemy sprzedawać gazu z godziwym zyskiem, chcemy czerpać zyski z jego przetwarzania na produkty, które dzisiaj przynoszą duże zyski. Nie chodzi tylko o nawozy, ale i inne produkty chemiczne, np. tworzywa sztuczne. Jeśli chodzi o energię, to sytuacja jest podobna. Niemal wszyscy specjaliści prognozują, że ceny energii w Polsce będą rosły z dwóch powodów - limitów emisji dwutlenku węgla i konieczności budowy nowych mocy. Jeśli cena certyfikatu CO2 będzie na poziomie 60 euro za tonę, to powstanie miejsce dla energetyki opartej na gazie.

Czy zamierzacie przejąć którąś z firm energetycznych?

- Możliwe są dwie drogi. Jedną z nich są przejęcia, jednak muszą się one zmieścić w naszych planach inwestycyjnych, a priorytetem jest wydobycie i dywersyfikacja. Myślimy też o zaangażowaniu się od podstaw w budowę czy modernizację istniejących elektrowni i elektrociepłowni. I tu pojawia się obszar współpracy z sektorem chemicznym, bowiem posiada on wiele elektrociepłowni zakładowych, które można istotnie rozbudować. Zakładom chemicznym moglibyśmy zapewnić dostawy energii i ciepła w oparciu o przewidywalne warunki cenowe, a nadwyżki moglibyśmy sprzedawać do sieci.

Zamierzacie pozyskiwać pakiety kontrolne w firmach chemicznych, czy wystarczą wam pakiety mniejszościowe?

- Oczywistą rzeczą jest, że preferowanym rozwiązaniem jest sprawowanie kontroli nad wybranymi firmami, ale nie za wszelką cenę.

RADOSŁAW DUDZIŃSKI

absolwent Politechniki Warszawskiej. Z PGNiG jest związany od 1998 roku. W latach 2006-2008 pracował w firmie doradczej A.T. Kearney. Funkcję wiceprezesa objął w marcu w wyniku konkursu.