• Czy RPP nadal jest w cyklu obniżek stóp procentowych?

- Tak było jeszcze na ostatnim posiedzeniu rady. Ale sytuacja w polskiej gospodarce i na świecie jest bardzo dynamiczna. Raczej na podwyżki stóp się nie zanosi.

• Nie będzie już obniżek?

- To zależy od kolejnych danych z gospodarki.

• Na co Rada będzie zwracała uwagę podczas marcowego posiedzenia?

- Przede wszystkim na wyniki produkcji przemysłowej w lutym i kurs złotego. W dalszej kolejności będziemy brać pod uwagę dane o zatrudnieniu i płacach, sprzedaży detalicznej, no i informacje o inflacji.

• Wspomniał pan o kursie złotego. Czy Rada swoimi decyzjami wpływa na poziom kursu?

- W obecnej sytuacji raczej nie. Rynki finansowe oszalały, więc standardowe podejście niewiele nam teraz daje. Mieliśmy przecież taką sytuację, że dysparytet stóp między Polską a strefą euro był bardzo duży, a mimo to złoty się osłabiał. Co prawda nie można powiedzieć, że decyzje w sprawie stóp w ogóle nie mają wpływu na notowania, ale decydujące są inne czynniki. Przede wszystkim awersja do ryzyka.

• Czyli RPP raczej dostosowuje swoją politykę do bieżącej sytuacji rynkowej, a nie próbuje wywierać wpływu na rynek.

- Nie jesteśmy w stanie stwierdzić, jaki poziom stóp procentowych dałby nam pożądany kurs złotego. O wiele łatwiej jest bezpośrednio interweniować na rynku - zakładając oczywiście, że chcielibyśmy taką interwencję przeprowadzić. Jednak decydując się na zmiany stóp, musimy patrzeć na to, jak kształtuje się kurs walutowy, bo to są dwa komponenty, które się uzupełniają. O restrykcyjności polityki pieniężnej decydują stopy i kurs. Jeżeli jeden z tych komponentów działa w kierunku poluzowania polityki pieniężnej, to miejsca na luzowanie drugiego jest mniej. Dziś osłabianie kursu złotego ogranicza możliwości obniżek stóp, bo ogólny wskaźnik restrykcyjności polityki pieniężnej spada.

• Biorąc to pod uwagę - do jakiego poziomu możemy zejść w tym roku ze stopą referencyjną?

- Gdyby euro kosztowało około 4 zł, to moglibyśmy schodzić znacząco. Ale w tej chwili nie sposób to powiedzieć. Zobaczymy, jak będzie się kształtowała sytuacja w gospodarce w kolejnych miesiącach. Ocena tej sytuacji może nie dawać podstaw do dalszych obniżek. Gdyby tak było, to trudno mówić o strategii kolejnych obniżek.

• Gdybyśmy porównali naszą sytuację dziś do tej w styczniu - gdy stopy spadały o 75 pkt baz. - to jaki z tego wniosek?

- Pole do dalszego luzowania polityki pieniężnej raczej się zawęziło.

• Dużo mówi pan o kursie złotego. Co w nim jest dziś takiego niebezpiecznego?

- Sądzę, że złoty jest zbyt słaby, porównując do jego wartości wynikającej z fundamentów gospodarki. Dużym problemem są też wahania kursu. Kurs był niewątpliwie istotnym elementem, który zadecydował o skali obniżki w lutym. Nadmierne osłabienie złotego może grozić wzrostem inflacji.

• Czy Rada, decydując się na obniżkę w lutym i podkreślając, jak bardzo ważnym czynnikiem jest słabnący zloty, nie wysłała sprzecznych sygnałów?

- Rada znalazła się w bardzo trudnej sytuacji. Z jednej strony mamy słabnącego złotego, z drugiej ostre hamowanie sfery realnej gospodarki. To, że obniżka wyniosła tylko 25 pkt - a nie np. 50 - też o czymś świadczy. Teoretycznie jest sprzeczność - ale ja uważam, że poziom stóp NBP nie ma dziś znaczącego wpływu na kurs.

• Wpływ na złotego miało wejście na rynek MF. Czy rząd dobrze zrobił, wymieniając unijne euro właśnie przez rynek?

- Tak, choć mieliśmy zgrzyt informacyjny. Wszystko byłoby dobrze, gdyby pan premier nie powiedział o 5 zł za euro. To zostało odczytane jako zapowiedź interwencji walutowych. Tymczasem rząd nie robi takich rzeczy. Sprzedaż euro na rynku to normalna operacja, na której rząd zyskuje dzięki korzystnemu kursowi wymiany. Przy okazji sprzedaż walut przez rząd może przyczynić się do umocnienia złotego.