• Jak z perspektywy giełdy można ocenić główne segmenty, które składają się na rynek energii elektrycznej; a więc rynek kontraktów dwustronnych, rynek bilansujący i giełda. Jakie są relacje pomiędzy tymi rynkami?

- One są inne niż na innych rynkach i moim zdaniem nie są prawidłowe. Skonfrontujmy segment giełdowy i segment bilateralny. Ten ostatni, według raportów Urzędu Regulacji Energetyki (URE), to w 80 proc. kontrakty zawierane pomiędzy podmiotami z tych samych grup kapitałowych i wobec tego bardzo trudno jest powiedzieć, czy są zawierane na warunkach rynkowych.

Nasz rynek energii nie jest prosty. Występują na nim m.in. elementy pomocy publicznej w postaci rekompensat za rozwiązane umowy długoterminowe KDT. Początkowo była mowa, że producenci z grup skonsolidowanych pionowo mają tych rekompensat nie dostawać. Z jakichś powodów zdecydowano inaczej. Gdyby wytwórca, który otrzymuje pomoc publiczną uwarunkowaną tylko i wyłącznie jego wynikami sprzedawał energię na rynku, to można by powiedzieć, że wartość rekompensaty byłaby obiektywna. Ale jeśli tak naprawdę sprzedaje sam sobie - przekładając pieniądze z jednej kieszeni do drugiej, to trudno mówić o obiektywizmie. Po drugie - na rynku kontraktów dwustronnych nie są wykreowane żadne wiarygodne indeksy cenowe. Są różne pomysły, jakby do tego dojść poza giełdą, ale tego się nie da zrobić. Z porównywania kontraktów zawieranych na rynku bilateralnym przez różne podmioty, w różnych warunkach, w różnym okresie czasu - nie będzie indeksu, a co najwyżej statystyka mało przydatna do określania swojej pozycji rynkowej. To jest słabość, o której wszyscy mówią, ale mało kto próbuje temu przeciwdziałać

• Wielką słabością, a według niektórych ekspertów nawet patologią jest zbyt duży rynek bilansujący.

- Jest on stanowczo za duży, większy niż giełda i wszystkie platformy obrotu energią. To nie jest dobre. Ten rynek powinien być wyłącznie rynkiem technicznym. Ale są energetycy i eksperci - nie brakuje ich także w kierowniczych gremiach naszego OSP, którzy głoszą, że rynek bilansujący powinien być podstawowym, referencyjnym rynkiem dla energii elektrycznej. To nieporozumienie. Europejskie rynki tak nie działają.

Z porównania obrotów na rynku bilansującym i na giełdzie w godzinach szczytowych i pozaszczytowych w 2008 r. wynika, że poza szczytem obrót na giełdzie był znacznie wyższy niż na rynku bilansującym, a w godzinach szczytu było odwrotnie. Działo się tak dlatego, ponieważ cena na rynku bilansującym w godzinach szczytowych była średnio niższa niż na giełdzie i platformach obrotu. Sytuacja była paradoksalna. Energię taniej można było sobie wziąć, niż kupić, bo przecież kupuje na rynku bilansującym ten, kto wziął z systemu więcej energii, niż zakontraktował. Żaden system elektroenergetyczny nie wytrzyma w dłuższej perspektywie takiej konstrukcji. Rynek bilansujący zawsze powinien być restrykcyjny, skłaniać uczestnika do takich zachowań, żeby na tym rynku się nie znaleźć, a jeśli już - to w minimalnym zakresie.

• Czy TGE jest przygotowana na przejęcie od wytwórców praktycznie całej ich produkcji i na wielokrotne zwiększenie sprzedaży w transakcjach giełdowych?

- Od strony technicznej jesteśmy gotowi. Potrzebujemy kilku miesięcy na przygotowanie siebie i uczestników giełdy do pewnych posunięć. Chodzi np. o zapewnienie wyższych standardów w dziedzinie bezpieczeństwa, dublowania systemu, kontaktów z OSP, o czym zresztą z operatorem dyskutujemy. Jesteśmy w stanie szybko dostosować się do nowych wymagań. Przymierzaliśmy się do tego. I wbrew temu, co twierdzą niektórzy, że chcemy zdobyć jakąś monopolistyczną pozycję dla osiągania wielkich zysków - chcę powiedzieć, że wynik naszej firmy zwiększyłby się w skali roku o 2-2,5 mln zł, co jak na przepływy finansowe w elektroenergetyce jest wielkością śladową.

Dziś nasz udział w obrocie energii fizycznej, której handel odbywa się na RDN, to jest kilka procent, ale jeśli wziąć pod uwagę obroty zielonymi certyfikatami, czyli energią odnawialną, i czerwonymi certyfikatami, czyli energią wytwarzaną w kogeneracji, to jest tego łącznie już dwadzieścia kilka procent, czyli nowy obowiązek nie zmieni skali naszego działania.