•  W ubiegłym tygodniu GUS podał dane o gospodarce i okazało się, że dynamika PKB, a zwłaszcza spożycie indywidualne były wyższe od prognoz. Czy te dane zaskoczyły też pana?

- W jakimś stopniu tak, bo nie spodziewałem się aż tak dobrych wyników. Jednak w kolejnych kwartałach dynamika PKB będzie już niższa i w drugim kwartale obniży się do 6-6,2 proc. z 7,4 proc. w pierwszym. Na pewno tak szybki wzrost spożycia indywidualnego to nowy element w obrazie polskiej gospodarki. Trzeba jednak pamiętać, że wyniki pierwszego kwartału są lepsze od prognoz także z przyczyn pozaekonomicznych. Po prostu mieliśmy bardzo dobrą pogodę, która sprzyjała inwestycjom.

•  Czy w kolejnych kwartałach możliwe jest utrzymanie 30 proc. dynamiki wzrostu inwestycji?

- Nie spodziewam się już 30 proc., ale wciąż będzie to dwucyfrowy wzrost, zbliżony do 20 proc. Przynajmniej do początku 2008 roku nie widać poważniejszych zagrożeń dla wysokiego wzrostu gospodarczego, a w całym 2007 roku stać nas przynajmniej na powtórzenie 6,1 proc. z ubiegłego roku. Na razie jako czynnik stabilizacyjny działa sytuacja w finansach publicznych, czyli m.in. lepsze od prognoz wykonanie budżetu. Ale pytanie, czy protesty społeczne nie przełożą się na decyzje zwiększające wydatki w przyszłym roku.

•  Inwestycje przyczyniają się do wzrostu potencjału gospodarki, ale RPP w ostatnich miesiącach zwraca szczególną uwagę na rynek pracy.

- Obserwujemy rynek pracy z uwagi na narastające żądania płacowe, ale na razie nie ma co dramatyzować, bo bezrobocie wciąż przekracza 10 proc. i nie może być globalnego niedostatku siły roboczej. Na płace patrzymy też w kontekście wydajności i kosztów, ale zwracamy uwagę na dynamikę sprzedaży detalicznej czy kurs złotego. Szczególne znaczenie będą miały dane za drugi kwartał, który będzie już tzw. normalnym kwartałem i pozwoli precyzyjniej ocenić kondycję gospodarki.

•  Czy zgadza się pan z opiniami, że kurs złotego powinien w kolejnych miesiącach nadal działać antyinflacyjnie?

- Cały czas mamy do czynienia z wysokim napływem walut i to nie powinno się zmienić. Coraz więcej środków pochodzi też od Polaków pracujących za granicą, większe będą transfery z UE, także dla rolników. Również dynamika eksportu jest wysoka i nie widać tu zagrożenia. Czynniki fundamentalne też będą wspierały złotego, który może nawet się jeszcze umocnić.

•  W kwietniu RPP podwyższyła koszt pieniądza, a ekonomiści wskazują, że dla ustabilizowania inflacji konieczna będzie jeszcze jedna podwyżka w 2007 roku.

- Mam nadzieję, że dynamika inwestycji będzie zbliżona do 20 proc., tempo spożycia indywidualnego obniży się, a inflacja będzie zgodna z naszymi prognozami. One wskazują, że w drugim i trzecim kwartale inflacja będzie poniżej celu 2,5 proc., a w czwartym wróci do 2,5-2,6 proc. Wtedy nie będzie wyraźnej konieczności korygowania stóp procentowych.

•  Jednak np. ekonomiści Merrill Lynch w najnowszym raporcie prognozują, że RPP podwyższy do końca 2008 roku główną stopę z 4,25 do 6 proc.

- W tej chwili nie ma podstaw, aby sądzić, że aż taka skala zacieśnienia będzie konieczna. Podwyżka rzędu 175 pkt bazowych oznaczałaby zahamowanie wzrostu gospodarczego, a kwietniowa projekcja inflacji wygląda optymistycznie. Na koniec 2008 roku inflacja powinna być niższa niż 3,5 proc. i projekcja lipcowa nie zmieni tego obrazu.

•  Co musiałoby się stać, żeby poparł pan podwyżkę stóp jeszcze w tym roku?

- Wolałbym, żeby nic takiego się nie stało. Gdyby jednak nadal bardzo szybko rosły wynagrodzenia i zatrudnienie, czyli fundusz wynagrodzeń, gdyby nadal szybko rosła akcja kredytowa, sprzedaż detaliczna, a kurs złotego osłabiłby się, to mogłaby wystąpić konieczność zacieśnienia polityki monetarnej. Ale na razie nie widać podstaw do zmian stóp procentowych.

•  Mirosław Pietrewicz

profesor SGH, pracuje w Katedrze Finansów. Wcześniej prodziekan Wydziału Finansów i Statystyki SGH (1987-1990), wicepremier i minister skarbu (1996-1997), prezes RCSS (2002-2003)