WYJAŚNIENIE

W sytuacji gdy frank szwajcarski wspiął się względem złotego na najwyższy poziom od czterech lat, zamiana waluty kredytu z franka na złotego wydaje się pomysłem jak najbardziej chybionym. Wszelkie znamiona racjonalności ma natomiast pomysł przewalutowania kredytu hipotecznego w drugą stronę - ze złotego na franka. W chwili gdy za franka na rynku trzeba zapłacić ponad 3,2 zł, po przewalutowaniu każdy ruch w stronę umacniania się naszej waluty to realna korzyść - po prostu mniej złotych będziemy musieli wydać, spłacając ratę kredytu naliczaną we frankach. Oczywiście, nikt nie zagwarantuje, że trend się odwróci i złoty będzie trwale zyskiwał do innych walut (tak jak nikt osiem miesięcy temu nie przewidział tak gwałtownej deprecjacji złotego z poziomu prawie 2 zł do 3,3 zł za franka w ubiegłym miesiącu). Jednak zdecydowana większość ekonomistów i ekspertów walutowych przewiduje spadek wartości franka szwajcarskiego poniżej 3 zł, a optymiści mówią nawet o poziomach 2,5-2,7 zł na koniec roku. Nikt jednak tego nie zagwarantuje.

Otrzymanie kredytu walutowego jest dziś znacznie trudniejsze niż uzyskanie pożyczki w polskiej walucie. Decydując się na przewalutowanie, należy również liczyć się z tym, że bank ponownie prześwietli naszą zdolność kredytową, a ta jest bardziej rygorystycznie oceniana niż rok temu. W przypadku kredytów walutowych znaczącym kosztem, jaki ponosi klient banku, jest spread (różnica między kursem wypłaty i spłaty kredytu). W przypadku CHF różnica ta waha się - zależnie od banku - między 0,7 a 14 groszy. Obecnie nieliczne banki umożliwiają spłacanie rat bezpośrednio we frankach (będą miały taki obowiązek po wejściu w życie nowej rekomendacji kredytowej Komisji Nadzoru Finansowego, co powinno nastąpić w przyszłym roku).

Koszt przewalutowania też ma znaczenie. O ile częste są przypadki, że banki nie pobierają opłat przy zamianie kredytu frankowego na złote, to w przypadku zamiany w drugą stronę klient musi liczyć się z prowizją - nawet kilka procent kwoty, jaką chcemy przewalutować.