Zobaczyłem mnóstwo nowych domów. Z zewnątrz charakteryzuje je styl, który można by nazwać zakopiańsko-amerykańskim. Wewnątrz domów nie byłem, ale pewien jestem, że w najmniejszych pokojach spokojnie można grać w minigolfa.

„Spora część górali to milionerzy” – pomyślałem zazdrośnie. I zacząłem zastanawiać się nad tym, co jest źródłem tutejszego bogactwa. Miałem trzy pomysły. Najpierw przypominała mi się pewna doktor ekonomii z Krakowa, która pisała pracę badającą skuteczność działania urzędów skarbowych na podstawie tych funkcjonujących w województwie małopolskim. Gdy profesor poprosił o podsumowanie wniosków jednym zdaniem, odparła ponoć: „Nie chcesz płacić podatków, rób biznes w Zakopanem”. Potem przypomniałem sobie o tym, że sporo mieszkańców miasta ma rodziny w USA, bo w latach 70. i 80. był to dość popularny kierunek migracji. No i wreszcie uświadomiłem sobie, że kilka lat temu miasto u podnóża Tatr przeżywało istny najazd zamożnych rosyjskich turystów.

Rzeczywistość okazała się prozaiczna. Objaśniła mi to babinka około siedemdziesiątki, z którą uciąłem sobie pogawędkę w busiku lokalnych linii. Żadne Ruskie – minęło. Unikanie podatków – pomaga, ale nie aż tak bardzo. Rodzina w Ameryce? Przy całej drodze do Olczy wskazała tylko jeden dom wybudowany za dolary. Więc co? Kredyt – 95 proc. nowych domów w Zakopanem zostało sfinansowanych długiem. I ponoć wszyscy narzekają, że kryzys, a raty wysokie. I 30 lat trzeba będzie spłacać. Tymczasem babinka, jak opowiedziała, oszczędzała 18 lat po to, by wybudować własny mały pensjonat. Oczywiście oszczędzać też trzeba umieć. Przede wszystkim trzeba umieć ochronić kapitał przed inflacją, którą niektórzy ekonomiści nazywają ukrytym podatkiem. Być może gdyby oszczędzał facet z dyplomem CFA w kieszeni, mógłby po 30 latach postawić dwa pensjonaty, nie jeden. Ale i tak samozaparcie tej babci godne podziwu.

To, co mnie spotkało w Zakopanem, jest symptomatyczne dla całego zachodniego świata. To, co było kiedyś główną cnotą kapitalisty – oszczędność – odeszło do lamusa. Teraz modna jest konsumpcja za pożyczone pieniądze. A do czego to prowadzi? Długi państw i społeczeństw są gigantyczne, indeksy spadają, rośnie bezrobocie. Pytanie – dokąd finansowanie długiem zaprowadzi górali?