Z kalendarium politycznego Unii Europejskiej wynika, że przez najbliższe trzy lata to właśnie Polska będzie najważniejszym krajem przewodzącym Radzie Europejskiej. Po Węgrzech w pierwszym półroczu 2011 r. będziemy działać w ramach trójki kolejno z Danią i Cyprem, po czym w następnych półrocznych kadencjach, aż do połowy 2014 r., rolę kraju przewodzącego Unii pełnić będą po sobie Irlandia, Litwa i Grecja, czyli akurat kraje najbardziej dotknięte ostatnim kryzysem gospodarczym i załamaniem finansów publicznych. Nic więc dziwnego, że oczekiwania wyrażane wobec polskiej prezydencji przez głównych aktorów sceny europejskiej, kraje i przedstawicieli organizacji pozarządowych oraz biznesu, są względnie największe.

Pamiętajmy tu o dwóch rzeczach – wraz z wejściem w życie traktatu lizbońskiego funkcja prezydencji stała się o wiele bardziej sformalizowana. Mniejszy jest stopień swobody w ustalaniu priorytetów, większość z nich została zawczasu uzgodniona z Komisją Europejską i przedstawicielami naszej oraz następnej trójki. Razem składa się to w wieloletni plan prac prawodawczych, włączając w to tak kluczowe kwestie, jak dyskusje nad następnym budżetem unijnym na lata 2014 – 2020.

Po drugie zaś każdy kolejna prezydencja stara się znaleźć pewien projekt sztandarowy, który można ukoronować w krótkim czasie jej trwania jakimś wymiernym sukcesem. Za prezydencji belgijskiej w końcu 2010 r. praktycznie udało się uzgodnić ramy europejskiego patentu. Niestety opór dwóch krajów członkowskich (Włoch i Hiszpanii) wobec uprzywilejowania tylko trzech języków narodowych w dokumentach patentowych – angielskiego, francuskiego i niemieckiego – a także podważenie legalności sądu patentowego przez Europejski Trybunał Sprawiedliwości zniwelowały ten sukces. Podobnie też główne hasło prezydencji węgierskiej, budowa kapitału ludzkiego w oparciu o strategię Europe 2020, zostało usunięte w cień bieżącymi problemami koordynacji polityki antykryzysowej w Unii i kwestią Grecji. Czy Polska będzie miała więcej szczęścia – zobaczymy.

Dokładniejsza lektura rozwiniętej treści priorytetów naszego rządu prowadzi do wyliczenia naszych możliwych typów: takich jak ułatwienia dla ponadgranicznego handlu elektronicznego online, dalsze obniżanie cen usług roamingowych, prace nad powstaniem wspólnej zewnętrznej polityki energetycznej oraz powstrzymanie się przed przyjmowaniem kolejnych ambitnych celów ograniczeń emisji, mogących zagrozić pozycji konkurencyjnej Europy. Cokolwiek z tego wyliczenia uda się zrealizować albo nawet tylko poważnie posunąć do przodu, zostanie docenione przez biznes polski i europejski.

Innym pozytywnym skutkiem polskiej prezydencji dla samej Polski i polskiego biznesu może być istotna poprawa wizerunku kraju. Teraz Polska właściwie nie ma rozpoznawalnej marki. Ani europejscy konsumenci, ani środowiska biznesowe nie wiedzą wiele o Polsce, nie znają jej produktów eksportowych, chociaż informacja o uniknięciu przez Polskę recesji w 2009 r. została dostrzeżona w środowiskach opiniotwórczych. Za tym idzie ciekawość i chęć lepszego poznania. Prezydencja stwarza taką szansę – ilość informacji o Polsce i z Polski będzie w drugim półroczu 2011 r. zwielokrotniona choćby wskutek setek spotkań, konferencji, a także wydarzeń kulturalnych mających odbyć się w Polsce lub w Brukseli pod polskim kierownictwem.

Oczywiście aby odnieść korzyść marketingową czy wizerunkową, polska prezydencja w Radzie UE, pierwsza w historii naszego członkostwa, musi być pragmatyczna i skuteczna. PKPP Lewiatan będzie temu sprzyjała na forum BusinessEurope, reprezentacji pracodawców europejskich. Mamy własną listę priorytetów, częściowo zbieżną z rządową. Większą wagę przywiązujemy jednak do poprawy elastyczności rynku pracy oraz skuteczności wykorzystania budżetu unijnego i ukierunkowania go na cele innowacyjności.