Gwałtowny wzrost inflacji jest dobrym powodem do dyskusji na temat obniżenia akcyzy na paliwo. Szybko powinny być też wprowadzane ułatwienia dla koncernów paliwowych, które pozwolą na zmniejszenie kosztów ich funkcjonowania, a w efekcie – marż.

Szybujące ceny benzyny i oleju napędowego są przecież jednym z głównych czynników wpływających na wzrost cen. Dlatego obniżenie cen paliw jest pierwszym krokiem do zahamowania wzrostu inflacji, która jest dla gospodarki jak bomba z opóźnionym zapłonem.

Minister finansów Jacek Rostowski dwa tygodnie temu zapowiedział, że obniżki akcyzy nie będzie, bo uniemożliwia to uruchomiona procedura nadmiernego deficytu. Polska musi zwiększać wpływy budżetowe, by deficyt zbijać do wymaganych w traktacie z Maastricht 3 proc. Rzeczywiście w krótkiej perspektywie wysoka inflacja jest dla budżetu korzystna. Rosnące ceny oznaczają wyższe podatki, a więc wyższe wpływy. Dzięki temu rząd będzie mógł szybko wykazać się zbijaniem deficytu. Podziała to na unijnego komisarza Olli Rehna, który naciska na obniżanie deficytu i na krytycznych ekonomistów.

Ale wykorzystywanie inflacji, by zwiększyć bieżące wpływy do budżetu, przypomina gospodarowanie rolnika, który mając kurę znoszącą złote jaja, postanowił zrobić z niej rosół. Chwilowy głód zaspokoił, ale potem przyszła bieda.

Przykładów na to, że niższe podatki przynoszą budżetowi większe zyski niż prosty, socjalistyczny fiskalizm, jest aż nadto. Nie trzeba ich nawet szukać poza granicami. Wszystkie obniżki w ciągu ostatnich 10 lat w Polsce powodowały szybszy rozwój i przyrost wpływów do budżetu.

Gdy w 2002 r. o 30 proc. zmniejszono wysokość akcyzy na alkohol, tylko w ciągu pierwszego miesiąca budżet zarobił na tym blisko 60 mln zł. Jednym z powodów było to, że mieszkańcom terenów przygranicznych nie opłacało się już przemycanie alkoholu z zagranicy. Ale podobne zjawisko występuje obecnie we wschodniej Polsce. Chodzi o paliwo masowo przywożone z Ukrainy i Białorusi. Co więcej, wyższe ceny w Polsce powodują, że na naszych stacjach tankuje mniej Niemców.

Obniżenie CIT przez rząd Leszka Millera spowodowało, że wielu firmom przestało się opłacać ukrywanie dochodów i wpływy znów wzrosły.

Obniżenie podatków w latach w poprzedniej i obecnej kadencji spowodowało, że mimo światowego kryzysu w Polsce utrzymywała się wysoka konsumpcja. Nawet nasz główny odbiorca, Niemcy, ograniczał import z Polski z powodu własnych kłopotów z recesją, my ciągle mogliśmy się cieszyć wzrostem gospodarczym. Proste prawa rynku zadziałały.

Te same prawa mówią, że inflacja hamuje wzrost, bo powoduje spadek naszych rzeczywistych dochodów i inwestycji, gdyż te ostatnie przestają się opłacać działającym w Polsce firmom. Dzisiejsze wyższe dochody budżetu zabijają więc perspektywy rozwoju w najbliższych latach. A to oznacza, że w przyszłości trudne będzie osiągnięcie wysokiego wzrostu gospodarczego. Bez tego spełnienie wymagań Komisji Europejskiej będzie nie tylko trudne, ale wręcz niemożliwe.