Nie chcieliśmy, by strategicznym partnerem warszawskiej giełdy zostali Niemcy z Deutsche Boerse, a i tak nim będą. Prędzej czy później GPW może być zmuszona do związku kapitałowego. Nasza chata nie leży skraja. W wyniku konsolidacji za 5 – 10 lat będzie na świecie tylko pięciu graczy – przewidywał kilka lat temu szef giełdy w Londynie Xavier Rolet. Wtedy jego słowa mogły szokować. Teraz jednak ziszczają się w szybkim tempie.

Londyn ogłosił właśnie, że łączy się z Toronto. Tego samego dnia, w ubiegłą środę, wyszło też na jaw, że Deutsche Boerse wznowiła negocjacje z nowojorską giełdą NYSE Euronext. Niedawno połączyły się parkiety w Singapurze i Australii, a obiektu do przejęcia szuka największa na świecie giełda w Hongkongu. To zawodnicy wagi ciężkiej. Ale do roszad dochodzi też w wadze średniej. Kilka dni temu największa rosyjska giełda MICEX ogłosiła, że kupi kontrolny pakiet akcji konkurencyjnej RTS, której wartość wycenia się na 1,2 mld dol. Świat patrzy teraz jednak na Nowy Jork i Frankfurt, a właściwie odwrotnie – na Frankfurt i Nowy Jork, bo to Niemcy obejmą większość akcji i faktycznie przejmą podupadającego od lat giganta zza Atlantyku. Nowa firma będzie największym giełdowym operatorem na świecie o wartości prawie 26 mld dol.

Kłopoty z systemem

Nieco ponad rok temu Niemcy chcieli przejąć parkiet w Warszawie i zgłosili się do przetargu. Minister skarbu Aleksander Grad podał im jednak czarną polewkę, obawiając się, że zmarginalizują nasz parkiet tak, jak to zrobili Austriacy z giełdami w Pradze, Budapeszcie czy Lublanie. Choć wypchęliśmy ich drzwiami, teraz wchodzą oknem.

Ministerstwo Skarbu zrezygnowało wtedy z wyboru branżowego inwestora strategicznego i jesienią sprzedało akcje GPW funduszom i inwestorom indywidualnym. Wybrało też na partnera operacyjnego NYSE Euronext, od którego kupiliśmy nowy system transakcyjny Universal Trading Platform (UTP). Uzgodniono nie tylko dostawę nowej technologii w 2012 r., ale i wspólne prowadzenie ewentualnych akwizycji w naszym regionie. Teraz jednak Niemcy znów pojawią się w grze. To może być dla nas kłopot. Jeśli nowo powstały gigant zdecyduje się rozwijać niemiecki system transakcyjny Xetra zamiast UTP, Warszawa będzie musiała zmienić umowę albo wycofać się ze współpracy i szukać nowego partnera strategicznego. „Jeżeli system UTP nie zostanie wdrożony zgodnie z planem, może to wywrzeć istotny negatywny wpływ na pozycję konkurencyjną GPW i perspektywy rozwoju” – czytamy w jej prospekcie.

Co ciekawe, Ministerstwo Skarbu planowało w ciągu kilku lat sprzedać niewielki pakiet akcji inwestorowi branżowemu. Liczono, że będą to właśnie Amerykanie. Teraz ma zgryz. Kwestią nie jest bowiem, czy sprzedamy akcje, ale komu i kiedy. Przyspieszenie procesu konsolidacji giełd może zmusić rząd do szybszych i bardziej radykalnych ruchów. Musi on bowiem przekalkulować, czy opłaca się za wszelką cenę bronić niezależności warszawskiego parkietu (z przewidywanym niedużym udziałem jakiegoś zagranicznego potentata w akcjonariacie) i budować w Warszawie centrum finansowe, czy też całkowicie oddać kontrolę.

Na razie obowiązuje pierwszy scenariusz. Zobaczymy jak długo, bo nasza giełda nie ma wiele z Tomasza Adamka i do wagi ciężkiej łatwo nie przeskoczy, np. próbując sama przejmować inne giełdy. W wadze średniej obok nas niezależność w Europie zachowują jeszcze Madryt, Zurych, Ateny i Oslo.

Podgryzanie giełdy

Skąd ta presja na łączenie się? Tradycyjne giełdy są mocno podgryzane przez alternatywne platformy handlu (MTF-y), które w Europie przejęły już jedną czwartą rynku. Nie podlegają regulacjom, można na nich handlować na okrągło, ale przede wszystkim są dużo tańsze. Do konsolidacji zmusza też przełom technologiczny. Gdy handel prowadzą komputery i liczy się szybkość reakcji w mikrosekundach, kapitał płynie tam, gdzie lepsza technologia i większa płynność obrotu akcjami. Pojedyncze giełdy mogą stać na straconej pozycji. Wśród giełdowych graczy sprawdza się powiedzenie: „Trend is Your Friend” (Trend jest twoim przyjacielem). Oznacza, że nie ma co walczyć z dominującą tendencją na rynku i trzeba zachowywać się jak inni. Może to dotyczyć także parkietu w Warszawie.