Przy transakcji kupna Energi przez PGE politycy i komentatorzy wciąż spekulują, czy minister skarbu postąpił słusznie, czy też je to pseudoprywatyzacja. Drugim wątkiem dyskusji jest energetyka jądrowa. Połączone podmioty miały wybudować siłownię nuklearną i według premiera to miałby być cel tej prywatyzacji. Jest jednak inaczej. Trzeba przypomnieć kilka banalnych prawd, które umknęły podczas burzliwej dyskusji.

Celem ministra skarbu i rządu nie mogła być siłownia nuklearna, tylko żywa gotówka w postaci 7,5 mld zł, które wpłynęło do budżetu dzięki transakcji. Nadrzędnym celem było łatanie dziury budżetowej. Zbyt często się o tym zapomina.

Warto też zauważyć, w jaki sposób ma się odbyć przejęcie Energi przez PGE. To majstersztyk, bo, jest to przejęcie, które nie jest przejęciem. Sprawa jest oczywista – chodzi o osłabienie argumentów Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Czy jest to zabieg skuteczny, pokażą najbliższe miesiące. W każdym razie mamy do czynienia z zabiegiem formalno-księgowym, który ma uspokoić wątpiących.

Nowość? Chyba nie do końca. Te sztuczki rząd już stosował. Wystarczy przypomnieć nieco zapomnianą dyskusję dotyczącą tzw. megadywidend, które budżet dostawał w zeszłym roku. To zjawisko się uspokoiło, i bardzo dobrze, jednak teraz obserwujemy jego powtórkę, tyle że w innym kształcie, inaczej PR-owo sprzedaną. To też jest element pozyskiwania pieniędzy przez budżet państwa.

Można się zastanawiać, co będzie w tym względzie hitem przyszłego roku lub przyszłego sezonu. Chciałbym, żeby to był wreszcie duży, transparenty proces prywatyzacyjny z udziałem graczy, którymi nie są ani agendą rządu polskiego, ani francuskiego, niemieckiego, szwedzkiego i żadnego innego. Chciałbym, żeby przy okazji następnych prywatyzacji pojawiła się pula międzynarodowych graczy, którym nie tyle zależy na samym akcie przejęcia i ewentualnym drenowaniu spółek, co na przykład na ich rozwoju. Pamiętajmy bowiem o nieco zapomnianym elemencie zmagań PGE o Energę, oferta PGE w zasadzie nie miała żadnego konkurenta. Trudno powiedzieć, jak wyglądała oferta czeskiego koncernu, pojawiły się oczywiście plotki, że była dużo niższa. Być może są to plotki dalekie od faktów, jednak wolałbym, żeby w końcowym etapie prywatyzacji można było wybierać z różnorodnych i ciekawych ofert, a nie ratować się ofertą państwowego gracza.

Czy scenariusze, które kreślę, są marzeniem nierealnym? Coraz częściej przekonujemy się, że tak. Rząd jest operatywny, jeśli chodzi o sztuczki księgowe, natomiast coraz mniej operatywny, jeżeli chodzi o to, co jest już nieco wyświechtanym tematem, czyli o reformy.