Zachowanie Polski w sprawie umowy gazowej z Rosją pozornie wpisuje się w mentalność Kalego, w której zasady są dobre, dopóki nam służą. Ale jest inaczej. W przeciwieństwie do Sienkiewiczowskiego Murzyna mamy kłopot z określeniem, co właściwie jest naszym interesem.

Wicepremier Waldemar Pawlak negocjował w Brukseli złagodzenie unijnego sprzeciwu wobec umowy. Tymczasem Unia działa w długofalowym interesie Polski, nasze władze zaś podkopują raczkującą dopiero politykę bezpieczeństwa i solidarności energetycznej, którą nie dość, że sami lansowaliśmy, to jeszcze chcemy ją uczynić jednym z priorytetów polskiej prezydencji w UE.

O co wam właściwie chodzi? – mogliby spytać nasi unijni partnerzy. To wszak z Polski szły gromkie apele o dywersyfikację dostaw węglowodorów do Europy, uniezależnienie się od Gazpromu, połączenie europejskich gazociągów w jedną sieć, liberalizację rynku gazu. Umowa z Moskwą zaś godzi we wszystkie te cele.

Owszem, w październiku albo listopadzie wyczerpiemy zakontraktowane wcześniej dostawy, a Rosja nie chce nam sprzedać więcej gazu na zasadach kontraktów krótkoterminowych, możliwe zatem, iż zimą Polska będzie musiała ograniczyć spożycie tego surowca. Nie oznacza to jednak, że trzeba kapitulować. Warto wykorzystać unijny sprzeciw jako kartę przetargową w renegocjowaniu umowy.

Bezpieczeństwo energetyczne oparte na przyjętych przez Unię zasadach, między innymi oddzieleniu operatorów gazociągów od dostawców gazu i otwarciu sieci dla wszystkich chętnych, jest długofalowym interesem Polski, a nawet warunkiem niezależności od jednego producenta węglowodorów (Rosji). Warto zaryzykować wojnę gazową, by nie torpedować bezpieczeństwa energetycznego Europy w jego zalążkach. Jaką będziemy mieli wiarygodność, kiedy najpierw tak zaciekle walczymy o niezależność gazową, a potem jako pierwsi kapitulujemy? Wcale nie jest powiedziane, że Moskwa podejmie rękawicę. Wojna gazowa z członkami UE nie wplata się w kremlowską politykę zbliżenia z Unią i byłaby fatalnie przyjęta w europejskich stolicach. Rosji bardziej opłaca się kompromis z Polakami niż zmuszenie nas do przyjęcia warunków Gazpromu.

Nie podpisujmy tej umowy w obecnym kształcie.