Jeżeli przyjmiemy, że średnia cena samochodu sprzedawanego przez dealerów wynosi obecnie ponad 70 tys. zł, budżet pozostawił w kieszeniach przedsiębiorców 650 mln zł. Gdyby w tym czasie obowiązywał limit w odliczeniu proponowany od przyszłego roku przez Ministerstwo Finansów, oszczędności firm stopniałyby do 250 mln zł. A co z resztą? Oczywiście trafiłaby do znacznie racjonalniej gospodarującego pieniędzmi podatników budżetu. Taki wywód usłyszałem niedawno od prezesa jednego z koncernów motoryzacyjnych, a gdy pozwoliłem mu dokończyć, dodał: czy znając te wyliczenia, wierzy pan w to, że resort finansów zdecyduje się pozostawić kratkę albo i wprowadzić pełny odpis VAT na wszystkie samochody bez względu na to, czy mają, czy nie mają kratek?

Dlatego kibicuję branży, która za wszelką cenę chce uratować pełen odpis VAT od samochodów i paliwa. Warto pochylić się nad argumentacją. Firmy motoryzacyjne uważają, że jest to korzystne rozwiązanie nie tylko dla koncernów, ale przede wszystkim dla przedsiębiorców. Sprzedawcy nowych aut twierdzą, że samochód, choć drogi, jest takim samym narzędziem pracy jak komputer. A skoro od komputera można odpisać cały VAT, to dlaczego nie od samochodu?