Jak co roku powraca pełna kontrowersji i zarzutów pod adresem rządu i Ministerstwa Finansów dyskusja budżetowa. Trudno tu zresztą wskazać na zadowolonych, co jest naturalne wobec chronicznego deficytu i budżetowej krótkiej kołdry. W ponad 20-letnim okresie transformacji nigdy nie było inaczej. Te debaty stają się powtarzalnie, a przez to dla przeciętnego obywatela nudne i przeważnie dość irytujące.

Obecny projekt ustawy budżetowej nie jest wolny od wad poprzednich. Wady są podobne. Wspólna jest bowiem ich przyczyna: budżetowanie nie było i nie jest dostatecznie podporządkowane wieloletnim, niezbędnym krajowym reformom. Naprawianie budżetu i przeciwdziałanie jego deficytowi nie było powiązane z długofalowymi reformami, lecz z reguły dokonywało się pod presją sytuacji kryzysowych lub/i pod presją cyklu wyborczego. Nie inaczej jest i obecnie. Stąd nerwowe propozycje cięć budżetowych (nie zawsze efektywnych) i wzrostu podatków. Zastępuje to niestety reformę ukierunkowaną na racjonalizację systemu podatkowego, w tym poszerzanie bazy podatkowej i większą przejrzystość systemu. Minister finansów przyznaje, że wpływy z podatku dochodowego od przedsiębiorstw się zmniejszają. Można zakładać, że zglobalizowane przedsiębiorstwa będą miały – w miarę postępującej globalizacji – coraz więcej możliwości gry podatkowej i unikania płacenia podatków. Ciężar opodatkowania przesuwa się zatem coraz bardziej z przedsiębiorstw na osoby fizyczne. W takiej sytuacji warto się zastanowić nad innymi podstawami opodatkowania niż przychody i zyski oraz nad kompleksową koncepcją podatku majątkowego (w tym wciąż niewprowadzonego podatku katastralnego). Sprzyjałoby to zmniejszaniu możliwości manipulacji podatkowych i skali unikania płacenia podatków. Zmniejszałoby to też poczucie niesprawiedliwości podatkowej. Nie wystarczy tu obecnie rozważana, dość nieprzejrzysta i kontrowersyjna propozycja wyrywkowego opodatkowania aktywów banków. Potrzebna jest sprawna „sprężyna podatkowa,” ale także rozwiązania racjonalizujące finanse samorządowe. Bo przecież na deficyt finansów publicznych składa się nie tylko deficyt budżetowy, lecz także deficyt finansów samorządowych. A tego wciąż brakuje.